Kto tym razem królem żużlowego polowania? Ostre strzelanie, ale zwycięzcę ciężko wskazać

Polowanie na żużlowców było w minionym sezonie transferowym krótkie, ale strzelanina, można określić, okrutna. Tak wielu hitów nie było dawno. Gruby żużlowy zwierz wyjątkowo często padał łupem myśliwego. Kto został królem polowania? Tego jednego wskazać trudno. Kilka klubów trzeba postawić w jednym szeregu. Ten pierwszy niewątpliwie tworzą Zielona Góra, Toruń, Rzeszów i Częstochowa. Te żużlowe miasta wzbogaciły się o naprawdę wielkich żużlowców.

Niby Mały, ale łupem jest wielkim

Przed rokiem mistrzowie Polski z Zielonej Góry, w zgodzie z mocno niedoskonałym regulaminem, musieli pozbyć się jednego z liderów Grega Hancocka. To m.in. dlatego przyzwyczajeni w ostatnich latach do sukcesów zielonogórscy kibice, tym razem na koniec sezonu oglądali swoich idoli poza ekstraligowym podium. Do brązu zabrakło bardzo niewiele, ale i trzeci stopień podium byłby czymś gorszym od tego, co fundowali swoim fanom żużlowcy Stelmetu Falubazu w trzech ostatnich latach. Dlatego podrażniona duma zarządców zielonogórskiego klubu wysłała ich na ostre transferowe polowanie. I wcale nie złowione sztuki się tu liczyły, a zdecydowanie gruba zwierzyna. Udało się. Ustrzelenie Jarosława Hampela to na pewno wielki sukces klubu, który znów ma bić się o żużlowy tron. Mały, a do tego m.in. Piotr Protasiewicz, Andreas Jonsson i Patryk Dudek, to powinna być ekipa skazana na medal. Szkoda tylko, że przepisy zmusiły zielonogórzan do odesłania na rok do Bydgoszczy wielkiego wojownika Saszę Łoktajewa.

Motoarena to dla niego raj

Toruński Unibax bardzo chce wrócić na ekstraligowy szczyt. Stara się już od kilku sezonów. Teoretycznie zawsze ma bardzo silny zespół, ale w praktyce siła ta nie wygląda już tak dobrze. Dlatego torunianie ruszając na przedsezonowe polowanie, podobnie jak Stelmet Falubaz, wyciągnęli ciężkie działa. I wycelowali w kogoś, kto już niby najlepsze lata ma za sobą, ale wciąż może być gwarancją dużych zdobyczy. A do tego uwielbia ścigać się na toruńskiej Motoarenie. Tomasza Golloba, wbrew temu, co głoszą sceptycy, stać jeszcze na przejęcie roli wielkiego lidera zespołu. Czy będzie nim w Unibaksie? Jeśli tak, to Toruń wreszcie może doczekać się upragnionego sukcesu. Bo Tomasz Gollob, a obok niego m.in. najpewniej Chris Holder, Ryan Sullivan i Adrian Miedziński, to może być bardzo groźny zestaw.

Góra zwycięstw pod Jasną Górą?

Jeszcze nie tak dawno w Częstochowie zastanawiano się, czy ekstraligowy żużel przetrwa. Pustki w klubowej kasie, pustki na trybunach odnowionego stadionu sprawiały wrażenie, jakby pod Jasną Górą speedway przestał kogokolwiek interesować. W żużlowej Polsce śmiano się, gdy Włókniarz szykował się do jazdy w elicie, zatrudniając zawodników, którzy elitarną przeszłość mieli już dawno za sobą. Tymczasem częstochowianie przetrwali kryzys. Kibice wrócili na stadion, urósł też budżet klubu. I proszę, Włókniarz przed sezonem 2013 znalazł swoje miejsce wśród królów polowania. Do Grigorija Łaguty dołączył m.in. jego rodak Emil Sajfutdinow i duński talencik Michael Jepsen Jensen. Jeśli jakimś cudem do wysokiej formy powróci Rune Holta, to pod Jasną Górą może uzbierać się góra zwycięstw.

Mistrz bez asa, ale może być mocny

Greg Hancock wybitnie nie ma szczęścia do stabilizacji, jeśli chodzi o zachowanie zatrudnienia w polskich klubach. Przed rokiem opuszczał mistrza z Zielonej Góry, tym razem musiał opuścić mistrza z Tarnowa. W obu przypadkach dlatego, że taki regulamin kilka lat temu wymyślili niektórzy prezesi ekstraligowych klubów. Nieszczęsny KSM również w ekipie Jaskółek okazał się być zbyt wysoki, by pozostawić w zespole amerykańskiego asa. Czy przez to tarnowianie, tak jak w przypadku zielonogórzan, będę musieli zapomnieć o wielkich sukcesach? Niekoniecznie. Może nie jest to drużyny na mistrzowski tytuł, ale Janusz Kołodziej, Maciej Janowski, Martin Vaculik, Leon Madsen i niezwykle ważne ogniowo, czyli trener Marek Cieślak, powinni stanowić jedną z czołowych sił w Ekstralidze.

Dzik zamiast rudego lisa

Szefowa Marmy Rzeszów Marta Półtorak z pewnością trochę inaczej planowała budowę nowego zespołu. Chyba nie do końca wiedziała, jakie plany snuł lider jej drużyny Jason Crump. A ten zamiast swoją jazdą nadal cieszyć oczy polskich kibiców, wybrał się na żużlową emeryturę. I to w momencie, kiedy okres transferów wchodził w decydującą fazę. Pani prezes polowała na różnych obszarach, a ostatecznie musiała wycelować w dzika. Nicki Pedersen po ośmiu latach wraca do Rzeszowa, by wspólnie m.in. z Grzegorzem Walaskiem, Rafałem Okoniewskim i Juricą Pavlicą pociągnąć Marmę do medalowego podium.

Finał Srebrnego Kasku w Rzeszowie. Wygrał Przemysław Pawlicki z Unii Leszno Finał Srebrnego Kasku w Rzeszowie. Wygrał Przemysław Pawlicki z Unii Leszno Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

Błędnie niedoceniane Byki

Po tym, jak Unię Leszno opuścił lider Jarosław Hampel, Byki są trochę niedoceniane w przedsezonowych prognozach. To chyba błąd, bo choć klub z Leszna nie zatrudnił wielkich mistrzów, to zebrał zawodników, którzy potrafią być solidnymi ekstraligowcami. Tu jakość polowania przeszła nieco w ilość. Ale to nic, bo może się okazać, że Kenneth Bjerre, Fredrik Lindgren, Grzegorz Zengota, Damian Baliński i bracia Pawliccy będą najrówniejszym teamem w lidze. A to niezwykle cenny atut.

Honorowy prezes wie, co mówi

Wicemistrzowie Polski z Gorzowa najbardziej zapłacili za słynny zbyt wysoki KSM. Tyle, że tak wielu zawodnik Stal tracić chyba nie musiała. W drużynie pozostali ubiegłoroczny lider Niels Iversen i solidny Krzysztof Kasprzak, ale ekipę opuściło aż trzech żużlowców z podstawowego składu: Tomasz Gollob, Matej Zagar i Michael Jepsen Jensen. Zmiennicy, Tomasz Gapiński, Adrian Gomólski, czy Paweł Hlib, raczej na pewno ich nie zastąpią. Honorowy prezes klubu Władysław Komarnicki niedawno życzył trenerowi Piotrowi Paluchowi tego, by ten wspólnie ze Stalą pokazał innym, że pieniądze nie ścigają się w Ekstralidze. Karkołomne zadanie. Choć nie, bo faktycznie w ostatnich latach nie zawsze było tak, że klub mający co roku wielki budżet i asów w składzie, sięgał po ligowe szczyty. Ale akurat w tym temacie honorowy prezes Stali z pewnością orientuje się doskonale.

Tylko jeden wielki Greg

Po zakończeniu ubiegłorocznego sezonu z Bydgoszczy dochodziły niepokojące wieści o finansowych kłopotach Polonii. Sytuację ostatecznie opanowano, ale na przekonanie Emila Sajfutdinowa do dalszych startów było już za późno. Rosjanin po siedmiu latach opuścił Bydgoszcz, trafił do solidniejszego Włókniarza Częstochowa. Zarządcy Polonii, by ratować drużynę, musieli zdecydować się na desperacki krok. Sięgnęli po Grega Hancocka. Dalej w Polonii wielkich nazwisk jednak nie widać. Trzon drużyny tworzyć będą jeszcze Krzysztof Buczkowski, Hans Andersen, Aleksandr Łoktajew, Robert Kościecha.

Jednym z faworytów zawodów będzie mistrz Polski Tomasz Jędrzejak Jednym z faworytów zawodów będzie mistrz Polski Tomasz Jędrzejak Fot. Cezary Konarski

Tym razem chyba się nie uda

Zespół z Wrocławia w sezonie 2013 pewnie znów będzie ścigał się dla garstki kibiców, ale tym razem szanse na utrzymanie w Ekstralidze będzie miał bardzo małe. Bo, po pierwsze, w tym roku do I ligi spadną aż trzy zespoły, a po drugie, Betard Sparta jest zespołem pozbawionym asów, choć w drużynie pozostał indywidualny mistrz Polski Tomasz Jędrzejak. Ale on oraz m.in. Tai Woffinden, Peter Ljung, Troy Batchelor i Zbigniew Suchecki prawdopodobnie Ekstraligi nie uratują.

Tradycyjnie niepewny los beniaminka

Na rywalizacji o utrzymanie zapewne skupiony też będzie beniaminek rozgrywek. Start Gniezno pewnie będzie lepszy od wrocławian, ale inne zespoły w ostatecznym rozrachunku trudno będzie przeskoczyć. Do startujących jeszcze w I-ligowym Starcie Antonio Lindbaecka i Bjarne Pedersena dołączyli m.in. Sebastian Ułamek, Matej Zagar, Adam Shields i Davey Watt.