Gwiazdozbiór gorzowskiej koszykówki. To one dawały nam wyjątkowe przeżycia [ZDJĘCIA]

Ku pokrzepieniu serc wracamy do pięknej historii koszykarskiego AZS PWSZ, do gwiazd, które dały nam ekstraklasę, wywalczyły dla Gorzowa cztery medale mistrzostw Polski, biły się w Europie. Co w każdej z zawodniczek jest wyjątkowego? O tym trener Dariusz Maciejewski, który razem z Robertem Pieczyrakiem i ludźmi wciąż działającymi w zarządzie klubu, przebył z tym zespołem daleką drogę z drugiej ligi do Euroligi.

Katarzyna Dźwigalska

Ostatnia w naszej drużynie, która brała udział w meczach o wejście do ekstraklasy. 27-latka zagrała w elicie dla AZS PWSZ Gorzów prawie 5 tysięcy minut. Po urodzeniu dziecka wraca dalej dla nas walczyć.

Dariusz Maciejewski: - Kasia jest super osobą, zawsze bardzo wysoko w mojej hierarchii. Jako koszykarka osiągnęła wysoki poziom. Jej życie i kariera są harmonijnie zaplanowane. Pracowitość, uczciwość, lojalność, zaangażowanie. Te cechy natychmiast przychodzą mi na myśl jeśli chodzi o tą zawodniczkę.

Justyna Żurowska

Przez wiele lat twarz gorzowskiej żeńskiej koszykówki. Dorastała sportowo i życiowo razem z AZS PWSZ, zdobyła wszystkie dotychczasowe medale, zabrakło tylko złota. Niedługo zagra przeciwko Gorzowowi w barwach Wisły Kraków.

Trener Maciejewski: - Bardzo ważna zawodniczka i dla mnie i dla klubu. Z nią i Kasią Dźwigalską kojarzy mi się hasło gorzowskiego AZS PWSZ: "Od drugiej ligi do Euroligi". Jeszcze przed nią najlepsze lata gry. Może jeszcze kiedyś zejdą się nasze drogi, aby zdobyć dla Gorzowa ten najważniejszy, koszykarski medal?

Agnieszka Szott-Hejmej

"Pysi" po prostu nie da się nie lubić. Śliczna, zawsze uśmiechnięta, dziś już 30-letnia kobieta i mama. Cały czas bardzo dobra koszykarka, powoływana do reprezentacji Polski. Wychowanka gorzowskiego basketu, obecnie występująca w barwach Artego Bydgoszcz. Ma w kolekcji brązowy medal z AZS PWSZ.

Gorzowski szkoleniowiec: - Jeden z największych talentów koszykarskich, zawodniczka mająca niesamowity dar błyskawicznego przyswajania wszystkiego, co nowe. Pamiętam te lata, gdy ciągnęła wszystkie osoby do góry. Nigdy nie była mistrzynią szybkości, a jednak ten błysk, to coś powoduje, że z przyjemnością Agnieszkę się ogląda. To właśnie dla niej ludzie bardzo często przychodzili i przychodzą do hali. Zawsze byłem jej wiernym kibicem i w życiu sportowym i prywatnym.

Samantha Richards

29-letnia Australijka była z nami trzy sezony, a wydaje się jakby zawsze grała dla Gorzowa. Nie ma co ukrywać - bardzo nam jej brakuje. To rozstanie znieść jakby łatwiej wiedząc, że spełniła swoje marzenie i zagrała na igrzyskach olimpijskich w Londynie, gdzie wywalczyła brązowy medal.

Dariusz Maciejewski: Jeden z najlepszych graczy jaki kiedykolwiek grał dla AZS PWSZ, a do tego wspaniała dziewczyna. Niezwykle charakterna, prawdziwy przywódca. Swoją charyzmą, o wiele większą niż jej 170 cm wzrostu i nietuzinkowymi umiejętnościami potrafiła czasami w pojedynkę rozstrzygać kluczowe momenty w meczach. Przekonaliśmy się o tym ile jest warta jeszcze bardziej, gdy Samanthy nie ma już z nami. Jak wielką robiła na boisku różnicę. Zostawiła w Gorzowie, jednym ze swoich domów, same ciepłe wspomnienia i byłoby super jeszcze się kiedyś z nią spotkać i popracować.

Barbara Kaszewska

Mistrzyni Polski juniorek jeszcze pod nazwiskiem Wójcik, rosła razem z AZS PWSZ, w 2008 roku zdobyła z gorzowską drużyną seniorek brązowy medal.

Trener Maciejewski: - Basię mam cały czas przed oczami z meczu o wejście do ekstraklasy z SMS Warszawa. To była jej najlepsza gra, szczyt formy. Wtedy graliśmy na nią bardzo dużo, a ona zrealizowała nasz plan w 100 procentach. Przeszliśmy razem medalową drogę w grupach młodzieżowych. Basia związała się z Gorzowem, cały czas kibicuje nam na meczach i na pewno zasłużyła sobie na miano jednego z symboli akademickiej koszykówki.

Chioma Nnamaka

Bez niej nie byłoby medalu w 2011 roku. Strasznie żal, że przedwcześnie, z konieczności, rozstaliśmy się z nią podczas poprzedniego sezonu, bo na pewno pomogłaby nam zagrać o wyższe miejsce. Już na zawsze ma w Gorzowie wielu wiernych fanów.

Dariusz Maciejewski: - W ścisłej czołówce hierarchii graczy, którzy dla nas grali, bardzo utalentowanych rzutowo. Bardzo solidna zawodniczka na poziom europejski, dobrze wyedukowana koszykarsko. Miała małe braki w defensywie, gdzie potrzebuje trochę więcej agresji. Jako człowiek zupełnie bezkonfliktowa i z tej strony zostanie w moich myślach. I jeszcze będę miał przed oczami te dwie rozstrzygające trójki z meczów z Lotosem Gdynia o brązowy medal. To jest trwały zapis "Show" w naszej historii.

Claudia Trębicka

22-letnia wychowanka gorzowskiej koszykówki. Przeszła przez wszystkie drużyny w kategoriach młodzieżowych, a w zespole seniorskim miała już okazję nawet zagrać w Eurolidze. Poprzedni sezon, w którym Claudia zagrała w ekstraklasie aż 399 minut, powinien być dla tej sympatycznej zawodniczki przełomowy.

Gorzowski szkoleniowiec: - Ma smykałkę do rzutów z dystansu, cały czas jednak musi doskonalić swoje umiejętności, ciężko pracować, równać do najlepszych. Liczę, że w nadchodzących rozgrywkach będzie jedną z ważnych osób na obwodzie w naszym zespole.

Katerina Zohnova

28-letnia, niezwykle sympatyczna i urodziwa Czeszka, skończyła grę w AZS PWSZ w 2009 roku, a jednak cały czas utrzymuje kontakt ze znajomymi z Gorzowa i interesuje się losami akademickiego zespołu. Z reprezentacją swojego kraju zagrała na igrzyskach w Londynie. Nie chce być miss, znacznie bardziej woli wyróżnienia na koszykarskim boisku.

Trener Maciejewski: - Trudno nie pamiętać o Katce, jej rzutach, ważnych punktach dla naszej drużyny. Później swoje umiejętności potwierdziła również w Wiśle Kraków. Pomogła nam zdobyć pierwszy srebrny medal w historii klubu.

Lindsay Taylor

203 cm to naprawdę konkretny wzrost. Ani wcześniej, ani później już tak wysokiej dziewczyny w AZS PWSZ nie było. Ma w kolekcji srebrny medal z 2009 r.

Dariusz Maciejewski: - Trzeba było budować specjalne łóżko, szyć większe stroje, szukać dużego samochodu i przede wszystkim uczyć się z nią grania. To było wielkie dla nas wyzwanie i ciekawe doświadczenie. W gazie była po prostu nie do zatrzymania, ten nieprzeciętny wzrost robił swoje, a i Lindsay miała umiejętności, dobrze znała koszykarskie abecadło. Granie w dobrych ligach tylko dobrze o niej świadczy.

Chinki w Gorzowie

Mao Wenjing miała 175 cm wzrostu i najlepiej czuła się na pozycjach rzucającego obrońcy i skrzydłowej. Cennym nabytkiem miała być też Guan Xin. Mierząca 195 cm koszykarka wtedy młodzieżowa reprezentantka Chin, a dziś reprezentantka swojego kraju na igrzyskach w Londynie. Ich transfer to był efekt wyprawy za chiński mur naszego szkoleniowca. Dlaczego współpraca trwała tylko kilka miesięcy?

Trener Maciejewski: - To były zawodniczki o bardzo dużych umiejętnościach, a powołanie do kadry tylko to potwierdza, lecz wtedy niestety nie były przygotowane mentalnie na wyjazd z kraju, na polską ligę. Przełamanie bariery językowej plus nastawienie się na walkę bardziej fizyczną mogło wiele zmienić. Nie udało się ich przekonać, że Europa to nie jest tylko epizod, a ich zawód i duża szansa. To było jednak super doświadczenie, świetna przygoda i masa wniosków jeśli chodzi o rozpoznanie możliwości gracza.

Ludmiła Sapowa

Marzymy o tym, aby koszykarki takiego formatu znów kiedyś zagrały dla Gorzowa. Wtedy będziemy pewni, że AZS PWSZ ponownie walczy o mistrza Polski. Luda? Fantastyczna zawodniczka, chyba najlepsza w historii naszego klubu.

Dariusz Maciejewski: - Finał 2010. I ta kontuzja Ludy już w Gdyni. Niestety nigdy nie dowiemy się, co z nią w składzie mogliśmy tam zwojować. Jako to była zawodniczka? W ubiegłym roku, w polskich finałach mistrzostw Europy, zdobyła złoty medal, będąc jednym z kluczowych graczy reprezentacji Rosji. To najlepsza wykładnia umiejętności koszykarki, która zakładała koszulkę AZS PWSZ. Trochę sportowego życia zabierają jej urazy. Sezon z jej udziałem w Gorzowie zapamiętam na zawsze, bo wtedy pracowałem z najlepszą grupą do tej pory w naszym klubie, a kontakt z Ludą musiał być bliski z racji znajomości języka. Wierzę i będę marzył, aby prędzej, czy później gorzowski zespół znów był tak groźny w Polsce i Europie.

Aleksandra Drzewińska

29-letnia koszykarka wraca do nas jako ukształtowany, doświadczony gracz, próbujący znów zagrać na wysokim poziomie po ciężkiej kontuzji. Niech się jeszcze raz spełni sportowo w Gorzowie. Tego jej życzymy.

Gorzowski szkoleniowiec: - Szkoda, że nie zdobyła z nami żadnego medalu. W czasie gdy nasz klub się rozwijał i był oparty głównie na Polkach, Ola była ważnym ogniwem AZS PWSZ. Teraz nasze drogi znów się zeszły. Myślę, że po bardzo dobrym przygotowaniu fizycznym Ola jest w stanie pokazać swoje możliwości techniczne.

Agnieszka Kaczmarczyk

Bardzo dziwnie będzie zaczynać sezon bez "Ciacha" w składzie, jeszcze parę miesięcy temu naszej pani kapitan. Agnieszka zagra w Gorzowie, ale w barwach drużyny z Pruszkowa. Odeszła z AZS PWSZ po sześciu sezonach, z czterema medalami mistrzostw Polski seniorek na szyi i z występami w reprezentacji Polski w CV.

Dariusz Maciejewski: - Niestety tą zawodniczkę mocno ograniczają wszelkiego rodzaju urazy, czy mikrourazy. Nie da się grać wysoko, w najwyższej formie, bez ciężkiego treningu, a Agnieszce te przerwy w sezonie trochę komplikują sportowe życie. Niezwykle waleczna koszykarka i przydatna zespołowi, szczególnie, gdy dopisuje jej zdrowie i tego jej na dalszej koszykarskiej drodze życzę.

Katarina Ristić

Żywe srebro, wszędzie tej przesympatycznej dziewczyny było pełno. Po dwóch sezonach spędzonych w Gorzowie i zdobyciu brązowego medalu w 2008 roku, później Ristić próbowała swoich sił w Jeleniej Górze i Toruniu. Obecnie 28-latka, kolejna miss basketu, która grała dla AZS PWSZ, będzie walczyć w lidze tureckiej.

Gorzowski szkoleniowiec: - Oj to bałkański temperament, który ją na boisku czasami ponosił. Również potrafiła jednak mocno zapisać się dla drużyny, jak choćby podczas serii o brąz w Lesznie, gdzie trafiała ważne trójki. Kibice bardzo dobrze ją wspominają za kobiecość, otwartość. Jako trener musiałem mieć nad nią cały czas kontrolę, aby jak najwięcej dawała zespołowi i czasami studzić jej zapędy. Na pewno jednak w Gorzowie Katarinę miło zapamiętaliśmy.

Alli Smalley

Za co możemy zapamiętać debiutantkę z poprzedniego sezonu? Może za te efektowne akcje po linii, gdzie potrafiła w popisowy sposób oszukać rywalki? 23-latka ma zimą wrócić do Europy, ale nie do Gorzowa. Może jednak kiedyś? To możliwe...

Dariusz Maciejewski: - Zawodniczka bez humorów, cały czas chcąca się uczyć, a więc z cechami, które doceni każdy trener. Przyjechała do nas właśnie po naukę i myślę, że poszła bardzo mocno do przodu. Próbkę jej wyszkolenia technicznego mogli podziwiać kibice choćby na specjalnym pokazie w bibliotece PWSZ. Jest młodym graczem, a więc brakuje jej stabilizacji, równej dyspozycji, ale to przyjdzie z czasem, tym bardziej, że jest rozgrywającą, a ta pozycja zawsze wymaga cierpliwości. Alli ma wszelkie dane, aby być dobrym graczem, od niej zależy, co osiągnie w przyszłości. Na pewno cały czas będzie w kręgu osób, którymi będę się interesował.

Anna Breitreiner

Żadna zagraniczna koszykarka AZS PWSZ nie potrafiła na imprezie kończącej sezon tak dobrze zaśpiewać po polsku "Sto lat!". Była w Gorzowie jednak głównie po to, aby dobrze grać w koszykówkę. Potwierdziła w sezonie 2008/09 swoje umiejętności. Obecnie gra w swoim kraju w Niemczech.

Gorzowski szkoleniowiec: - Z nią zaraz kojarzy mi się słowo wojownik. Cały czas sobie radzi w dobrych zagranicznych klubach. Jest koszykarką obdarzoną rzutem, ale brakuje jej trochę fizyczności i to ją trochę ogranicza. Zapamiętam Annę jako pierwszą zawodniczkę z tej wysokiej półki, po którą sięgnęliśmy w Gorzowie. Pobytem w AZS PWSZ zasłużyła sobie, aby mówić o niej w samych superlatywach.

Kiki N'Garsanet

Pamiętacie jak wzruszyła się, gdy w Lesznie było już pewne, że AZS PWSZ ma pierwszy w historii brązowy medal? Żal, że nie chciała zakotwiczyć w Gorzowie na dłużej, u nas mogła zrobić naprawdę sporą karierę.

Dariusz Maciejewski: - Pamiętam jak wielu kupowało jej bilet na powrót do domu, bo początek przygody w Gorzowie miała po prostu słaby. To był dla mnie ważny sprawdzian. Nie uległem presji, widziałem w niej coś bardzo pozytywnego. Wiedziałem, że to kwestia czasu, gdy pokaże swoje koszykarskie możliwości. I w końcu stała się jednym z lepszych centrów jakich mieliśmy w AZS PWSZ. Zapamiętałem świetną jej walkę w Pucharze Europy przeciwko Taranto, gdzie nie mogła jej dać rady sama Rebekkah Brunson. Chcieliśmy, aby grała u nas dalej, ale nie mogliśmy złapać z nią kontaktu. Taka właśnie była Kiki. Tajemnicza, nieodkryta.

Julia Dureiko

Białorusinka, występująca dziś pod nazwiskiem Rytsikava, potrafiła zagrać tak, że kibicom AZS PWSZ włosy stawały dęba, a ręce same składały się do oklasków. Tęskniła za swoimi bliskimi, dlatego po jednym sezonie wróciła w rodzinne strony, wyszła za mąż. Na zawsze będzie już jednak częścią gorzowskiej drużyny z sezonu 2009/10, o której będziemy mówić "Best Team Ever". Przynajmniej dopóki nie doczekamy się w Gorzowie jeszcze lepszego zespołu koszykarek...

Trener Maciejewski: - Pamiętam jak Julia rozstrzelała trójkami Wisłę w Krakowie. Przyjechała do nas z małymi problemami zdrowotnymi. Zaufała nam jednak, zrobiła w Gorzowie kolosalny postęp i dzięki stała się ważnym ogniwem reprezentacji Białorusi. Pasująca do AZS PWSZ mentalnie. Spokojna, ale na boisku z fantazją, walcząca. Bliska mi przez relacje językowe. Dziś gra daleko, w Kursku, ale gdy tylko gdzieś pojawi się informacja o jej dobrych występach, to na mojej twarzy pojawia się uśmiech.

Nicky Anosike

Nicky nigdy nie znalazła się w kalendarzu wydawanym przez AZS PWSZ, bo dwa razy przejeżdżała do nas dopiero w styczniu. Za najlepszy opis tej koszykarki tym razem zupełnie wystarczą słowa naszego szkoleniowca...

- Dziewczyna o dwóch różnych twarzach. Pierwszy srebrny medal zdobyła z nami zaraz po uczelni jako pierwszoroczniak. Chęć, entuzjazm, duże umiejętności. I zasłużony tytuł jednego z najlepszych centrów w polskiej lidze. Z Sam Richards rozgrywały wielkie partie. Rok później oczekiwaliśmy od niej znacznie więcej, ale Nicki mentalnie była już zupełnie gdzie indziej. Myślała chyba już wtedy o znacznie większym wyzwaniu finansowym, stąd jej takie podejście. Po dalszych jej losach widać, że nieco rozmienia się na drobne, a jest to koszykarka o nieprzeciętnych możliwościach.

Agnieszka Skobel

"Kto ma Skobel ten ma mistrza" - tak mówili o Agnieszce, gdy grała w drużynach młodzieżowych. Niesamowity talent do koszykówki, wielkie serce do gry. Takie zawodniczki zawsze będą podziwiane. Jej pozostanie w Gorzowie na kolejny sezon to dla AZS PWSZ wielka sprawa.

Gorzowski szkoleniowiec: - Od pierwszej chwili zakochałem się w tej zawodniczce, w jej podejściu, szacunku i realizacji najważniejszych życiowych celów. Agnieszka może zajść w koszykówce bardzo daleko. Jest niezwykle uzdolniona motorycznie, bardzo zaawansowana technicznie i taktycznie. Na szczyt zaprowadzi ją jednak jej zaangażowanie. W każde ćwiczenie, każdy trening. Takiego podejścia i myślenia życzyłbym wszystkim osobom biorącym się za koszykówkę, za sport. Po prostu będzie im wtedy łatwiej. Ta dziewczyna ma prawo myślami sięgać nie tylko do reprezentacji Polski, ale również WNBA, choć akurat na jej pozycji jest tam ogromna konkurencja.

Iza Piekarska

27-letnia koszykarka grała w AZS PWSZ dwa sezony, zdobyła z naszą drużyną dwa medale.

Dariusz Maciejewski: - Środkowa, który bardziej lubi grać z obwodu. Wydaje mi się, że Iza wciąż nie jest osobą spełnioną osobą. Jej możliwości, wzrost, siła fizyczna, bardzo dobre wyszkolenie techniczne, predysponują ją do gry na najwyższym poziomie i życzę jej, żeby ten próg przekroczyła.

Sidney Spencer

To Bóg wybrał dla mnie koszykówkę, teraz ja szukam dla niego ludzi wiary - tak pisała o sobie gorzowska zawodniczka. Sidney działa w organizacjach chrześcijańskich, ale również gra w najlepszej na świecie, zawodowej lidze WNBA. Bardzo chciała ponownie wrócić do Gorzowa. Ostatecznie grę dla AZS PWSZ przypieczętowała jednym srebrnym medalem.

Gorzowski szkoleniowiec: - Zawodniczka z rocznika Kasi Dźwigalskiej i Justyny Żurowskiej z niesamowitym talentem rzutowym i nieco gorszą motoryką. Dzięki wysokiemu koszykarskiego IQ potrafiła przebić się do zawodowej ligi w USA. Również bardzo wartościowa i poukładana osoba w życiu prywatnym.

Lyndra Weaver

Na kartach historii AZS PWSZ zapisała się jako solidna, bardzo ambitna koszykarka, ale również jako kierowca, dla którego nieszczęśliwa przejażdżka po mieście skończyła się dużą karą. Lyndra cały czas powtarza, że z chęcią ponownie wróci do Gorzowa.

Trener Maciejewski: - Jest znak firmowy to siła fizyczna, chyba najsilniejsza koszykarka z jaką dotychczas pracowałem. Ma jeszcze rezerwy, choćby w kozłowaniu piłki. U nas bardzo starała się, aby również poprawić swój rzut. Jeśli te dwa elementy będzie dalej doskonalić to spełni swoje marzenie i zagra w WNBA. Lyndra da się lubić i na pewno pasowała do gorzowskiego, koszykarskiego charakteru.

Jelena Leuczanka

Miała nas czarować, a nie zachwyciła. Znikła na początku 2011 roku, gdy gorzowski klub zaczął mieć problemy finansowe.

Dariusz Maciejewski: - Największe nazwisko jakie zatrudnialiśmy w AZS PWSZ, prosto z pierwszej piątki mistrzostw świata seniorek. Niestety trafiła do naszego klubu w kiepskim momencie, gdzie przez różne historie, o których nie ma co już wspominać, pierwszy raz w historii nie mieliśmy płynności finansowej. Trudno w takiej sytuacji, nie tylko z Jeleny, było wyzwolić to, co najlepsze. To trochę zaburzyło jej obraz, choć w takiej sytuacji pewnie każdy walczyłby o swoje. Duża koszykarska postać, ale już nie o mentalności Białorusinki, a Amerykanki. Ściągnięcie jej to nie była żadna pomyłka, bo wtedy mieliśmy mieć budżet domknięty i chcieliśmy wygrywać w Eurolidze. W połowie sezonu życie nas niestety niemiło zaskoczyło, a Leuczanka już w barwach Wisły Kraków została MVP serii o złoto.

Best Team Ever

Czy ten team z sezonu 2009/10 był faktycznie najmocniejszy? Każdy kibic gorzowskiego AZS PWSZ ma swoje faworytki, typy, wyjątkowe wspomnienia. Od 2004 roku, gdy awansowaliśmy do ekstraklasy nazbierało się tego trochę: dwa srebrne i dwa brązowe medale, występy w Pucharze Europy i Eurolidze. Również te przykre momenty, gdy w trakcie rozgrywek trzeba było zwalniać zawodniczki, a hala przy ul. Chopina w żaden sposób nie była w stanie pomieścić wszystkich chętnych, którzy chcieli zobaczyć w akcji nasze koszykarki.

Dziś drużyna KSSSE AZS PWSZ podnosi się z kolan, znów marzy o zdobywaniu najwyższych laurów. Jeszcze nie w najbliższym sezonie, ale możemy być pewni, że gorzowskie koszykarki jak zwykle będą walczyć do upadłego. Mamy super wspomnienia, z podniesioną głową patrzymy też na to, co nas wkrótce czeka. Wierzymy, że już za chwilę będziemy mogli dołożyć do tego gwiazdozbioru kolejne fantastyczne zwycięstwa, medale i wielkie koszykarskie nazwiska występujące w barwach akademickiego klubu z Gorzowa...