Koniec ery Dominatorów. Cudowne lata wioślarskiej czwórki podwójnej. Dziękujemy!

Adam Korol, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński i Konrad Wasielewski na igrzyskach w Londynie zajęli dopiero 6. miejsce. Ale oni i tak w sporcie osiągnęli już wszystko. Nie ogłosili tego jeszcze oficjalnie, ale start w Londynie był ich ostatnim w karierze. Teraz w osadzie dojdzie do zmian, najbliższe tygodnie albo nawet miesiące pokażą, do jakich. Ale powtórzyć wszystkich sukcesów tej czwórki podwójnej w wioślarstwie po prostu się nie da...

Cudowne lata wioślarskiej czwórki podwójnej

Zobacz, jak wielką osadą byli Adam Korol, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński i Konrad Wasielewski i jakie sukcesy osiągali...

Wioślarstwo Wioślarstwo Fot. Kuba Atys / AG

Zaczęło się od... porażki w Atenach

Historia jednego z najwspanialszych zespołów w historii polskiego sportu rozpoczęła się w 2004 r. Po igrzyskach olimpijskich w Atenach w 2004 r., w których Adam Korol i Marek Kolbowicz przegrali medal olimpijski o zaledwie - uwaga! - 0,07 sekundy (oprócz nich w osadzie płynęli Sławomir Kruszkowski oraz Adam Bronikowski), do dwójki już wówczas weteranów dołączyły dwa wioślarskie szczawiki: 21-letni Konrad Wasielewski i 25-letni Michał Jeliński. Cała czwórka nawet w najśmielszych snach nie przypuszczała, co wydarzy się w ciągu kilku następnych lat.

Historia zatoczyła koło - od Eton do Eton

Ich pierwszy oficjalny start miał miejsce na tym samym obiekcie, na którym rozegrane zostały regaty olimpijskie igrzysk w Londynie - na torze w Eton. W zawodach Pucharu Świata od razu wskoczyli na podium - zajęli 3. miejsce. Swój zwycięski marsz w mistrzostwach świata polska czwórka rozpoczęła w japońskim Gifu w 2005 r. Polacy zupełnie niespodziewanie zostawili w pokonanym polu silnych wówczas Słoweńców oraz Estończyków. Pokonanie tak wspaniałych osad jedni uznali za przypadek, a inni za początek wielkiej ery.

Złoto na torze igrzysk

Na mistrzostwa świata do Eton (znów na późniejszym torze olimpijskim) w 2006 r. Korol i spółka jechali już jako faworyci do złota - nie tylko jako obrońcy tytułu, ale również jako nieoficjalni rekordziści świata (w wioślarstwie oficjalnych rekordów się nie notuje). I oczywiście nie zawiedli. Tym razem na podium towarzyszyli im Ukraińcy i ponownie Estończycy.

Być na podium poniżej Polaków, to zaszczyt

W Monachium na MŚ w 2007 r. zaszczyt stanięcia na podium obok pływających w innej lidze Polaków przypadł Francuzom oraz Niemcom. Zaszczyt, bo już przed rozpoczęciem rywalizacji wiadomo było, kto zdobędzie złoto. Przed igrzyskami w Pekinie nasza osada psychicznie zmiażdżyła całą konkurencję, to była demonstracja ich ogromnej siły.

Wioślarska czwórka podwójna w Pekinie. Adam Korol pierwszy z lewej Wioślarska czwórka podwójna w Pekinie. Adam Korol pierwszy z lewej Fot. Kuba Atys / AG

Wielka zemsta za Ateny

Na igrzyskach w Pekinie Polacy wręcz sponiewierali rywali. Drugich na mecie Włochów wyprzedzili o niemal 2,5 s, trzecich Francuzów o ponad 3 s. We wioślarstwie to przepaść! Co ciekawe, Polacy bardzo obawiali się startu w Pekinie. Wiedzieli, że są zdecydowanymi faworytami do złota, ale ta presja strasznie im przeszkadzała. Przynajmniej tak mówili. Bo na torze kompletnie nie było tego widać. To była wielka zemsta Korola i Kolbowicza za pechowo przegrany medal w Atenach. Po Pekinie już nikt nie miał wątpliwości, jak nazywać polską osadę - Terminatorzy, a później - co przetrwało do Londynu - Dominatorzy!

Złoto przed swoimi kibicami

Złoto w Pekinie było spełnieniem marzeń, ale choćby Korol powtarzał na każdym kroku, że chciałby osiągnąć jeszcze jedną rzecz - zostać mistrzem świata przed polskimi kibicami. Podczas finałowego wyścigu na poznańskim torze Malta panowała atmosfera niczym na stadionie piłkarskim. Niesamowity doping poniósł naszą osadę do kolejnego triumfu, za nimi na metę wpłynęli Australijczycy oraz Niemcy. W tym momencie Korol, Kolbowicz, Jeliński i Wasielewski byli sportowcami spełnionymi. Postanowili jednak podjąć jeszcze jedno wyzwanie i zdecydowali się popłynąć aż do Londynu.

Tak przy okazji - złoto mistrzostw Europy

W 2010 r. polska osada nie popłynęła na MŚ, które odbyły się w dalekiej Nowej Zelandii. Kolidowało to bowiem z cyklem olimpijskich przygotowań. Żeby nie wypaść z rytmu Polacy wystartowali jednak w mistrzostwach Europy, które zazwyczaj są imprezą drugiego rzutu, ale w portugalskim Montemor-o-Velho stawka była dużo silniejsza, bo z wyjazdu do Nowej Zelandii zrezygnowało wielu czołowych zawodników. Dla naszej osady nie miało to większego znaczenia i do swojego skarbca dorzucili złoto mistrzostw Europy.

Adam Korol Adam Korol Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta

Bez Korola ciężko

Kryzysowy rok. Koszmar przeżył wioślarz AZS AWFiS Gdańsk Korol, który doznał kontuzji kręgosłupa i rozważał nawet zakończenie kariery. Osłabiona brakiem swojego szlakowego osada (zastąpił go Piotr Licznerski) na mistrzostwach świata w Bledzie zajęła ?dopiero? 4. miejsce. Przegrała pierwszą wielką imprezę od lat, ale... to się nie liczyło. Bo nie było Korola, który wygrał z kontuzją i pod koniec roku wrócił do osady. Wrócił, by walczyć o medal w Londynie.

Koniec wielkiej przygody

Na igrzyskach w Londynie Polacy - w składzie z Korolem - po raz pierwszy od wielu, wielu lat nie byli faworytami imprezy. Ale oni powtarzali, że jeszcze chcą spróbować, że stać ich na medal - jak nie złoto, to chociaż brąz. Ale z czasem nie wygrasz. Po niezłym starcie w eliminacjach, Polacy awansowali do finał z najgorszym czasie półfinałów. To nie był przypadek. W finale też byli daleko za rywalami i zajęli dopiero 6. miejsce. Może nie na miarę oczekiwań, ale chyba na miarę możliwości. Po igrzyskach w Londynie polska osada w takim składzie już nie popłynie - wioślarze sugerowali to już przed igrzyskami. Odchodzą jako jeden z najlepszych teamów  w historii wioślarstwa i całego polskiego sportu!