Grupa chuliganów napadła w nocy na gorzowskich piłkarzy

Adrian Łuszkiewicz i Emil Drozdowicz, czołowi piłkarze pierwszoligowego GKP Stilonu, w sobotnią noc zostali zaatakowani przez chuliganów. Kilkadziesiąt metrów od wynajmowanego mieszkania! Gorzowska prokuratura wszczęła śledztwo z urzędu. W poniedziałek piłkarze zostali przesłuchani. Policjanci zabrali ich z... treningu.
Noc z soboty na niedzielę, godz. 2. Piłkarze wracają z Wodzisławia, gdzie niespodziewanie pokonali Odrę 3:1. Autokar parkuje na stadionie przy ul. Olimpijskiej, a zawodnicy do domów rozjeżdżają się już własnymi samochodami. Adrian Łuszkiewicz i Emil Drozdowicz jadą jednym autem z kolegą z drużyny. Wysiadają przy rondzie Górczyńskim, do wynajmowanego mieszkania mają ponad 200 m.

O tym, co wydarzy się za chwilę opowiadają niechętnie. - Nie chcemy wylewać żali na łamach gazet - tłumaczą zawodnicy, którzy w Gorzowie grają od trzech lat. Przeszli z zielonogórskiej Lechii, gdy klub z północy regionu awansował na zaplecze ekstraklasy. Łuszkiewicz uznawany jest za najlepszego lubuskiego piłkarza ostatnich lat. Drozdowicz to czołowy napastnik pierwszej ligi, strzelił w tym sezonie już 11 goli.

Piłkarze przechodzą wzdłuż blokowiska i czteropasmowej drogi na jednym z największych gorzowskich osiedli. Nie da się nie zauważyć, że reprezentują GKP. Mają klubowe dresy, na ramieniu duże torby.

Łuszkiewicz opowiada: - Na jednym z balkonów grupa podpitych osób. Krzyczą "o ku... piłkarzyki ze Stilonu", wyzywają nas. Odezwałem się do nich, chyba niepotrzebnie.

Po chwili grupa wyrostków biegła już w ich stronę. Drozdowicz zdążył rzucić torby i uciec. Łuszkiewicz nie miał tyle szczęścia. Kilkunastu napastników powaliło piłkarza na chodnik, skopali go. Tak mocno, że w poniedziałek Adrian z grymasem bólu na twarzy opowiada "Gazecie": - Mam obite nerki, boli mnie kręgosłup.

Utrzymuje, że napastnicy skończyli go okładać dopiero wtedy, gdy krzyknął: - Zawodnika bijecie? Golloba [mistrz świata na żużlu ścigający się w barwach gorzowskiej Stali - red.] też byście tak skopali?!

Trudno jednoznacznie określić, czy pobicie piłkarzy to odprysk porachunków chuliganów sympatyzujących z żużlową Stalą i piłkarskim Stilonem. Konflikt narasta po tym, jak w ostatnich miesiącach prezydent Gorzowa Tadeusz Jędrzejczak obciął znacząco dotację dla wszystkich klubów sportowych, w tym piłkarskiego i żużlowego. Ale dla żużla miasto wybudowało imponujący stadion za 40 mln zł i kupiło turniej Grand Prix.

Łuszkiewicz przyznaje, że chuligani nie mieli na sobie barw klubowych, ale zachowanie i okrzyki, które usłyszał wskazują, że mogli to być "sympatycy" żużla. Całe starcie zaczęło się od słów: "Tacy k.. byliście cwani w piątek?! Teraz zobaczymy!"

W piątek było otwarcie zmodernizowanego stadionu żużlowego i prezentacja drużyny. Na imprezie pojawili się jednak kibice Stilonu i śpiewali swoje klubowe piosenki. Doszło do starcia zwaśnionych grup, ochrona użyła gazu łzawiącego.

Dlaczego piłkarze nie zgłosili się na policję? - Milczeliśmy, bo nie chcemy, aby z powodu tego zdarzenia doszło do jakichś prób kibicowskiej zemsty. Sprawa jest delikatna, a atmosfera rywalizacji żużla z piłką gorąca. Woleliśmy to zachować dla siebie - mówi "Gazecie" Łuszkiewicz.

W poniedziałek zawodników przesłuchała policja, która wyjaśnia tę sprawę pod nadzorem prokuratury rejonowej w Gorzowie. Policjanci przyszli na popołudniowy trening i zabrali piłkarzy na komendę na przesłuchanie.

- Wszczęliśmy śledztwo z urzędu na podstawie publikacji "Gazety Lubuskiej". Tak się postępuje w przypadku spraw o pobicie. Napastnikom grozi do trzech lat więzienia - wyjaśnia rzecznik prokuratury Dariusz Domarecki.

Ryszard Kaczorek, kierownik gorzowskiej drużyny piłkarskiej, w sporcie od 30 lat, jest zaskoczony: - Fakt, że zaatakowano zawodników, to skandal. Członkowie ekipy to zawsze było swoiste tabu, byliśmy nietykalni, poza porachunkami kibicowskimi.

- Nie pochwalamy takich działań. Postronne osoby, czyli zawodnicy, trenerzy czy działacze, nie powinni być atakowani. Jak już kibice chcą coś "załatwić", to robią to między sobą - mówi Grzegorz Szymański ze stowarzyszenia kibiców żużlowej Stali Gorzów. "Stalowcy" przeprowadzili już wewnętrzne "śledztwo". - Podczas niedzielnego meczu z Częstochową pytaliśmy ludzi z "młyna". Oni w tym zajściu nie uczestniczyli, podobnie jak 25 członków stowarzyszenia - mówi Szymański. Podkreśla zdenerwowany: - Niech najpierw znajdą sprawców, a nie z góry obwiniają kibiców Stali.

Czy powinniśmy obawiać się ewentualnego odwetu "Stilonowców"?

- Zemsta niczemu dobremu nie służy i wierzę, że do żadnych dramatycznych wydarzeń nie dojdzie. Będziemy do sympatyków Stilonu nawoływać, aby powstrzymali się od wymierzania sprawiedliwości komukolwiek. Za chwilę nasze stowarzyszenie być może zacznie tworzyć od podstaw nowy klub i wokół działań dla futbolu potrzebny jest tylko dobry klimat - mówi szef "Niebiesko-Białych" Mariusz Stanisławski.

Członkowie obu stowarzyszeń przyznają jednak, że często są bezradni wobec kibiców z gorącymi głowami. I nie mogą na tzw. "bojówkarzy" wpłynąć...