Prezes Komisarek stawia warunek: albo nowy zarząd, albo dymisja

Zostanę w klubie, ba, nawet pozostanę prezesem, gdy tylko zmieni się zarząd. Muszą wejść do niego nowi ludzie - zapowiada w rozmowie z ?Gazetą? szef piłkarskiego pierwszoligowca z Gorzowa.
Czy 14 grudnia okaże się sądnym dniem dla gorzowskiego futbolu? Prezes Sylwester Komisarek, który wyciągnął klub z okręgówki na zaplecze ekstraklasy, jeszcze się waha. Ale wiele wskazuje na to, że podczas walnego zebrania nie opuści tonącego okrętu i podejmie próbę utrzymania klubu w pierwszej lidze.

Kamil Siałkowski: Podjął pan już decyzję co dalej?

Sylwester Komisarek: Myślę o dymisji, ale widzę też szansę na dalszą pracę w GKP. Zostanę w klubie, ba, nawet pozostanę prezesem, gdy tylko zmieni się zarząd. Muszą wejść do niego nowi ludzie. Z działania w klubie sam rezygnuje Frank Schneider, pan Aleksander Ryński jeszcze zostanie. Chciałbym, aby z pracy w zarządzie zrezygnowali dwaj członkowie stowarzyszenia kibiców. Dużo mówili, mało zrobili.

Ma pan jakąś alternatywę?

- Gdy zrezygnują, daję sobie miesiąc, aby do zarządu zaprosić ludzi przedsiębiorczych, z doświadczeniem. To powinno działać tak: drużyną rządzi trener, klubem - dyrektor, a zarząd tworzy klimat i szuka pieniędzy. W zarządzie muszą się znaleźć biznesmeni, którzy nie tylko przyciągną ludzi na trybuny, ale przede wszystkim przyciągną do klubu innych biznesmenów. Chcę, żeby sami też przynieśli do GKP pieniądze. Będę namawiał do współpracy m.in. Zdzisława Kałamagę i Tadeusza Kowalewskiego, ludzi w Gorzowie znanych, zaradnych. Wiem już, że nie mają ochoty na fotel prezesa, ale mam nadzieję, że chociaż wsiądą ze mną na jeden, piłkarski wózek.

A jeśli ten plan nie wypali?

- Jeśli nawet oni nie dadzą rady i faktycznie okaże się, że w Gorzowie rację bytu ma tylko żużel, to damy sobie spokój. Będziemy się bawić w piłkę nożną, albo w drugiej lidze jak Zielona Góra, albo w jakiejś trzeciej lidze jak Świebodzin. Do czerwca przyszłego roku zdecydujemy, czy gra w pierwszej lidze jest w naszym mieście warta świeczki.

Krążą plotki, że zamiast 9 mln zł na sport zawodowy, w przyszłorocznym budżecie znajdzie się ledwie... 600 tys. zł. To może oznaczać wielkie problemy dla wszystkich gorzowskich klubów sportowych.

- Trzeba sobie powiedzieć jasno: nie będzie pieniędzy od miasta, nie będzie piłki. Nie mówię tego w kategorii żądań, po prostu patrzę realnie na problem. Miasto stawiało na sport i jeśli te zapowiedzi się ziszczą, to na początku roku wszystkie kluby będą musiały się zwijać. Przyjdzie taki dzień, że będzie się z nas Zielona Góra śmiała. Oni mają kosza, żużel, halę mają. A u nas za chwilę nic nie będzie!

Wróćmy do klubu piłkarskiego. Ma pan pomysł, jak pozbyć się tego, prawie milionowego, długu?

- Musimy mocno spiąć pasa. Nie będzie już szaleństw, jak w poprzednim sezonie, gdy założyliśmy 1,8 mln zł od miasta, a dostaliśmy nieco ponad milion. Na nasze długi składają się w większości pieniądze dla zawodników. Zaległości wobec ZUS czy m.in. firm transportowych sięgają może 300 tys. zł. To musimy uregulować w pierwszej kolejności. Z zawodnikami chcemy porozmawiać, rozłożyć spłatę zaległości na np. dwa lata. Liczę, że piłkarze nas zrozumieją. Mamy problemy, ale chcemy się rozliczyć z każdej złotówki. Nie zamkniemy klubu, nie wystartujemy pod nowym szyldem, aby pozbyć się kłopotów.

Może trzeba zmienić pomysł na budowę zespołu? Pościągać do Gorzowa więcej młodych zawodników z regionu, ogrywać ich i sprzedawać, a nie ciągle wypożyczać i ogrywać piłkarzy ekstraklasowcom?

- Jest nadzieja w szkole sportowej o profilu piłkarskim, która powstaje w Gorzowie. Wiele może się zmienić za pięć lat. Teraz nasi juniorzy nie nadają się na poziom pierwszoligowy. Jeśli chcemy na siłę oprzeć skład na swoich, to pograjmy w trzeciej lidze. A my musimy teraz zrobić wszystko, aby zostać w pierwszej lidze. Na zakupy nas nie stać, musimy wypożyczać młodych. Inna sprawa: nie mogę zrobić transferu na pięć lat, jak nie wiem, co będzie z gorzowską piłką za rok...

Jak pana zdaniem powinien wyglądać teraz skład GKP Stilonu?

- Zrezygnujemy z siedmiu piłkarzy. Sprzedawać nie będziemy. Jeden klub przedstawił nam ofertę za Emila Drozdowicza, ale jak go sprzedamy, to kto nam będzie gole strzelał? Chcemy rozwiązać umowę z Arturem Andruszczakiem. Będziemy szukać nowych zawodników w miejsce Pawła Wojciechowskiego i Krzysztofa Kaczmarczyka, oddamy wypożyczonych Damiana Jaronia, Krystiana Feciucha i chyba też Adama Banasiaka. Oni niewiele wnieśli do naszej gry. Do Bielska wrócił już Łukasz Ganowicz, a Josef Petrik poprosił nas o rozwiązanie umowy. Jest pan Janusiński, który w Gorzowie gra dwa lata, a nie przebił się do składu, znak zapytania stawiamy przy Michale Ilków-Gołąbie. Chcemy zostawić szkielet drużyny. Liczymy, że zostanie z nami też trener Krzysztof Pawlak.