Urlopowicze z GKP przegrali z Sandecją 1:2

Wszyscy ligowcy od soboty są na urlopach. Piłkarze GKP i Sandecji w środę jeszcze musieli grać. Gorzowianie przegrali Nowym Sączu 1:2 i kończą ligę na 9. miejscu. Zdobyli 45 pkt.
Ten pojedynek definitywnie zakończył pierwszoligowe rozgrywki w sezonie 2009/10. Miał się odbyć - jak cała 34. kolejka - w sobotę. Ale wtedy wysoki stan rzeki przepływającej w okolicach stadionu Sandecji i obfite opady deszczu sprawiły, że na boisku w Nowym Sączu było pełno wody. Działacze PZPN na szczęście zawrócili gorzowian z trasy już w piątek. Mecz przełożono na środę.

Piłkarze GKP pojechali w daleką podróż do Nowego Sącza dzień przed meczem, ale w mocno okrojonym składzie. Do meczowego protokołu, prowadzący gorzowski zespół po raz ostatni trener Adam Topolski (przyjechał na mecz razem z żoną własnym samochodem) mógł wpisać zaledwie 14 zawodników. Na ławce rezerwowych zasiedli nieopierzony bramkarz Jacek Skrzyński, młody napastnik Sebastian Janusiński i zmagający się chorobą Paweł Wojciechowski (zdążył nawet zaliczyć wizytę w nowosądeckim szpitalu). Na ostatni pojedynek w sezonie nie pojechali Maciej Truszczyński, Mateusz Machaj, Krzysztof Ziemniak, Dawid Topolski, Paweł Kaczorowski, Brain Obem i Robert Sing. Wszyscy są kontuzjowani i... już się urlopują.

- Na przedmeczowej odprawie motywowałem chłopaków: stajecie przed szansą na zajęcie z GKP wysokiego szóstego miejsca w lidze, ale pamiętajcie, że gracie też dla siebie i dla swoich rodzin, dla własnej satysfakcji, możecie się pokazać - opowiadał "Gazecie" trener Adam Topolski. - Trudno było ich przekonać, aby grali dla klubu, gdy od trzech miesięcy nie dostają wypłaty. I na dodatek od czterech dni powinni być na urlopach - podkreślał.

O zbliżającym się urlopie przypominała gorzowskim piłkarzom pogoda. W Nowym Sączu w środę popołudniu było parno i duszno. A w takich warunkach na pewno lepiej się odpoczywa na plaży, niż biega po boisku w poszukiwaniu ligowych punktów. Obie drużyny nie zawiodły jednak kibiców, którzy wybrali się na stadion. Stworzyły ciekawe, wyrównane widowisko w dobrym tempie.

Przewagę mieli gospodarze, którym mocno zależało, aby fantastyczny sezon zwieńczyć zwycięstwem. A przecież beniaminek zaplecza ekstraklasy, niezależnie od wyniku środowego meczu, był pewny trzeciego miejsca. Gorzowianie też mieli swoje szanse, głównie po kontratakach. W 15. min zza pola karnego uderzał mocno Artur Andruszczak, bramkarz Sandecji go zatrzymał. Po siedmiu minutach okazję miał Michał Ilków-Gołąb. Z narożnika pola karnego strzelał po długim słupku, chybił minimalnie.

W podobnych okolicznościach, już po zmianie nie stron, nie chybił Maciej Bębenek. Pięknym strzałem w 55. min wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. 11 min później Bębenek znów dał się we znaki naszym. Razem z gwiazdą nowosądeckiego zespołu Michałem Jonczykiem rozklepali obronę GKP, niczym we wtorek Hiszpanie Polaków. Na te dwa ciosy gorzowianie zdołali odpowiedzieć tylko jednym - Mateusz Piątkowski na pożegnanie z Gorzowem strzelił gola w 70. min.

SANDECJA NOWY SĄCZ - GKP GORZÓW 2:1 (0:0)

BRAMKI: Bębenek (55.), Jonczyk (66.) - Piątkowski (70.)

Sandecja: Kozioł - Makuch, Berliński, Stefanik, Borovicanin - Bębenek, Hlousek (59. min Jonczyk), Broź (46. min Szczepański Ż), Gawęcki - Niane, Kmiecik (71. min Fałowski Ż).

GKP: Janicki - Kaczmarczyk, Grocholski, Jakosz, Andruszczak - Białożyt (56. min Janusiński), Łuszkiewicz, Piątkowski, Wan - Drozdowicz, Ilków-Gołąb Ż.