Jak prezes Komisarek czaruje kibiców z Gorzowa

- Nie ma kasy na nowy kontrakt dla trenera - tak prezes GKP Gorzów mówi o powodach rozstania z trenerem Adamem Topolskim. Ale powody są chyba inne. Prezes nie chciał trenera, który otwarcie wytykał braki organizacyjne klubu. Razem z Topolskim odejdą też piłkarze, którzy najgłośniej pytali o pieniądze.
Adam Topolski prowadził GKP od kwietnia ub. roku. Przyszedł w roli "strażaka", by gasić zarzewie degradacji. I ugasił: w końcówce sezonu wygrał trzy mecze z rzędu, po czym w barażach obronił z GKP zaplecze ekstraklasy. W tym sezonie poszło jeszcze lepiej. W 33 rozegranych do tej pory meczach ekipa Topolskiego aż w 23 spotkaniach zdobywała punkty (11 zwycięstw i 12 remisów). Pochodzący ze Słupcy trener przegrał tylko dwa z 17 pojedynków w Gorzowie.

Głupio byłoby więc zwolnić Topolskiego za słabe wyniki. Gdy prezes wyrzucał z GKP trzech poprzednich pierwszoligowych trenerów (Grzegorza Kowalskiego, Czesława Jakołcewicza i przede wszystkim Mieczysława Broniszewskiego), sprawa była w miarę jasna - drużyna dołowała, miała za sobą pasmo bolesnych porażek. Tym razem było zupełnie inaczej: targani problemami finansowymi gorzowianie sezon kończą w górnej połowie tabeli...

Dlatego prezes Komisarek na poczekaniu wymyślił inny argument, niezawodny w każdej sytuacji. - Nie byliśmy w stanie tyle zapłacić trenerowi, ile chciał. My zaproponowaliśmy obniżkę pensji, pan Topolski się nie zgodził. Z końcem czerwca kończy się umowa i postanowiliśmy jej nie przedłużać - czarował szef gorzowskiego klubu na środowym spotkaniu z dziennikarzami.

Wideo: Spotkanie prezesa z kibicami i dziennikarzami



- Uznaliśmy, że nie będziemy sobie wytykać błędów - zaznaczał Sylwester Komisarek.

Trener Topolski też wypowiadał się dyplomatycznie. - Znajdą się kluby, które zapłacą mi taką pensję, jaką miałem w Gorzowie - mówił. O pieniądzach nie chciał mówić, wersji prezesa nie chciał komentować.

Nie ma co ukrywać, że pieniądze mogły być jednym z wielu argumentów. Ale na pewno nie były tym najważniejszym. Zarząd GKP i klubowi działacze krytykowali Topolskiego jeszcze jesienią. Mówili, że źle przygotował drużynę, że wtrąca się w sprawy organizacyjne. Już wtedy trener miał zostać "po cichu" usunięty ze stanowiska. Pisaliśmy o tym w "Gazecie" w listopadzie. Po naszym artykule działacze przestraszyli się reakcji kibiców, którzy na stronie klubowej w nieparlamentarnych słowach pisali o pomyśle zarządu GKP.

Teraz, po zakończeniu sezonu, kibicami zarząd się już nie przejmował. Ci wywieszali transparenty, w sondzie na stronie internetowej stowarzyszenia kibiców "Niebiesko-Biali" w większości głosowali za pozostaniem trenera Topolskiego w Gorzowie.

Szkoleniowiec GKP miał z nimi dobry kontakt. Po wyjściu z gabinetu prezesa pożegnał się z kibicami, uniósł pięść w górę i krzyknął "Stilon". Chwilę później był już w samochodzie. Pojechał do domu.

Kto będzie następcą Topolskiego? - Już mieliśmy telefony od szkoleniowców z Polski. Wybór jest spory, na rynku trenerskim mamy duże bezrobocie - mówi Mariusz Niewiadomski, dyrektor klubu.

Największe szanse na posadę trenera GKP ma Bogusław Baniak (spadł z ligi z Motorem Lublin). Gorzowski klub pytał też o chęć pracy w Gorzowie Macieja Murawskiego z zielonogórskiej Lechii oraz Piotra Rzepkę, który ostatni sezon spędził w drugoligowym Bałtyku Gdynia. W kręgu zainteresowania gorzowian byli też Stefan Białas (ostatnio w Legii Warszawa) i Mariusz Kuras (prowadził już GKP w trzeciej lidze).

W środę prezes Komisarek pochwalił się, że chce rozmawiać z Grzegorzem Kowalskim, szkoleniowcem, który wprowadził GKP do pierwszej ligi, a później nie dostał szansy na spokojną pracę. Wyleciał po kilku kolejkach. W poprzednim sezonie prowadził MKS Kluczbork.

Komisarek chce, aby nowy trener był znany przed 22 czerwca. Wtedy gorzowska ekipa rozpocznie przygotowania do nowego sezonu. Na pewno w Gorzowie nie zostaną Paweł Kaczorowski, Mateusz Piątkowski i syn trenera, Dawid Topolski. - Umowy kończą się też pięciu innym zawodnikom. To Artur Andruszczak, Maciej Truszczyński, Brain Obem, Grzegorz Jakosz, Robert Sing. Będziemy z nimi rozmawiać, chcemy, aby zostali. Najbliżej porozumienia jesteśmy z Andruszczakiem i Jakoszem - powiedział dyrektor Niewiadomski.

Najtrudniej będzie w Gorzowie zatrzymać Obema, który po dobrym sezonie pójdzie raczej za pracą i płacą do ekstraklasy.

Na środowym spotkaniu prezes Komisarek przepytywany był nie tylko przez "Gazetę", ale również przez kibiców. Fani pytali o dług klubu, o przyszłość i działania marketingowe. Na ani jedno z ich pytań szef klubu nie odpowiedział ze spokojem. Unosił się. Nic dziwnego. Sytuacja GKP jest zła. Według różnych źródeł zadłużenie klubu sięga od 500 tys. do 1 mln zł. Działacze klubowi nie byli w stanie tego w środę wyliczyć, ale obiecali specjalną konferencję w tej sprawie.

Prezes Komisarek w poniedziałek powinien spotkać się z prezydentem Tadeuszem Jędrzejczakiem. Wtedy powinien usłyszeć, czy klub ma szansę na kolejny milion złotych dotacji.