Piłkarzom w Gorzowie nie płacą i z nimi nie rozmawiają

Alarmujący głos z pierwszoligowego GKP. Piłkarze piszą do Gazety: - Próbowaliśmy się dogadać, byliśmy cierpliwi. Ale jest już naprawdę źle. Klub nam nie płaci, prezes zaczął już nas unikać. Nie wiemy, co dalej.

Gazeta Wyborcza o gorzowskiej piłce nożnej
Oświadczenie piłkarzy: Kibice, musicie to wiedzieć



Oświadczenie, które dostaliśmy w poniedziałek, podpisało 20 piłkarzy. Są nazwiska wszystkich, którzy zatoru finansowego w GKP doświadczyli na własnej skórze.

O tym, że w gorzowskim klubie mają problemy z pieniędzmi pisaliśmy w "Gazecie" na początku stycznia, gdy drużyna GKP rozpoczynała przygotowania do rundy wiosennej. Przed pierwszym treningiem piłkarze gorąco rozmawiali z prezesem Sylwestrem Komisarkiem. Chcieli jasnej deklaracji, kiedy dostaną pieniądze. Prezes obiecał, że kasa znajdzie się w ciągu kilku dni. - Od tego czasu nic się nie zmieniło - przyznaje jeden z pierwszoligowych piłkarzy.

O jakie pieniądze chodzi? Zawodnicy z Gorzowa piszą, że nie dostali żadnej premii w 2009 r. - To 3000 zł do podziału na drużynę za wygrany mecz. Premie były zamrożone do czasu utrzymania w lidze. Gdy udało nam się uratować pierwszą ligę dla Gorzowa prezes obiecywał także dodatkowe pieniądze. A w zamian podsunięto nam do podpisania nowe kontrakty, w których traciliśmy m.in. klubowe mieszkania. Nie dostaliśmy również części premii za zwycięstwa w tym sezonie. Na nasze konta nie wpłynęły też pieniądze kontraktowe za grudzień i styczeń - opowiadają piłkarze.

A do tego... - Przez całe przygotowania pijemy tylko wodę, żadnych odżywek. Nie ma żadnej możliwości rehabilitacji. A w sobotę nawet suchego prowiantu klub nie przygotował na wyjazd do Wronek, bez zapowiedzi. Mogliśmy stanąć tylko na stacji benzynowej i kupić sobie za własne pieniądze po hot-dogu. Dieta czysto piłkarska. Aż przykro mówić, ale organizacja w tym pierwszoligowym klubie jest na poziomie czwartej ligi - denerwuje się jeden z gorzowskich zawodników.

Piłkarze GKP przyznają, że oświadczenie do mediów to była ostateczność. - Naprawdę nie chcieliśmy tak załatwiać tej sprawy. Cierpliwie czekaliśmy. Nie chcemy robić afery, tylko zwrócić uwagę na problem. Wielu z nas wpadło w tarapaty finansowe, wielu ma problemy rodzinne. Nie chodzi nam tylko o pieniądze. My tu w Gorzowie wielkich pieniędzy nie zarabiamy. Byłem tego świadomy od początku, że możemy nie dostawać pensji na czas. Tak jest w pierwszej lidze. Ale najbardziej frustruje nas niewiedza. Prezes Sylwester Komisarek z nami nie rozmawia. Podaje terminy spotkań, na które nie przychodzi. 29 stycznia napisaliśmy wezwanie do zapłaty. Na to była tylko jedna odpowiedź: czego znowu chcecie? Po tym padły kolejne daty, 18 lutego pieniądze miały być na pewno. Gdy nie dostaliśmy ani złotówki, postanowiliśmy wysłać w końcu pismo do mediów, które wcześniej przygotowaliśmy [jest opatrzone datą 4 lutego - red.]. Chcemy, aby nasi kibice wiedzieli, co się w klubie dzieje. Może oni wpłyną na działaczy - zastanawia się zawodnik z pierwszego składu GKP.

Piłkarze nie chcą występować pod nazwiskiem. Boją się. - Dyrektor Mariusz Niewiadomski powiedział nam wprost: zostaniecie z Gorzowa wyrzuceni za niesubordynację. Nie będziecie nas szantażować. Dyrektor mówił też, że jak się komuś nie podoba to może sobie poszukać innego klubu. A gdy ktoś ma ofertę, to stawiają zaporowe ceny. Ciągle jesteśmy zastraszani. Ale większość z nas wciąż chce tu grać. Liczymy po prostu na zwykłą ludzką rozmowę - przekonuje jeden z piłkarzy.

Dzwonimy do prezesa klubu Sylwestra Komisarka. Jest zdenerwowany. - Może pan zasponsoruje klub? - pyta na początek.

- Czekamy na pieniądze z miasta. Pani wiceprezydent Zofia Bednarz obiecała, że będą w tym tygodniu. Najlepiej jakby Komisarek dał pieniądze, ale Komisarek nie ma. W Gorzowie to już chyba byliśmy w każdej firmie, pieniędzy nie ma. Piłkarze się denerwują, że nie spotykam się z nimi? Przekazuję wszystko dyrektorowi Niewiadomskiego. Mam firmę, mam spotkania. Nie mam pieniędzy, co więcej im powiem? Już pani Kasia Schneider [dyrektor ds. marketingu w GKP - red.] zrezygnowała z tej niewdzięcznej pracy. Ciągle piłkarze przychodzili do gabinetu i tylko o pieniądze pytali. A premie? Powiedziałem piłkarzom, że jak w klubie będzie na bogato, to będą premie. Jest biednie, nie ma pieniędzy na premie - mówi "Gazecie" Sylwester Komisarek.

Jak wyjść z tej trudnej, zaognionej sytuacji? Rozmawiać. Bo nawet, gdy jest biednie, można szczerze porozmawiać i wspólnie ustalić najlepsze rozwiązanie. Właśnie na taką szczerą rozmowę czekają piłkarze GKP. - Bo nie ma nic gorszego niż niepewność, co będzie jutro - mówią.