Piłkarze GKP meldują z obozu, że jest ciężko

Myśl przewodnia płynąca z obozu GKP Gorzów w Brennej: ostro dostajemy w kość! - Każdy z nas próbuje to przetrzymać na swój sposób i nie oszczędza się, bo to zaprocentuje wiosną - meldował z góry kapitan naszego pierwszoligowca Artur Andruszczak.
Gorzowianie w 25-osobowym składzie trenują w Brennej koło Bielska-Białej od 14 stycznia. Do domu wrócą w najbliższy czwartek i rozpoczną serię gier treningowych, która zakończy się tuż przed startem ligi. Zespół ćwiczy nawet cztery razy dziennie. Ten obóz to kluczowe dni w przygotowaniach, bo drugiego wyjazdu tej zimy nie będzie, a nie ma jak wspólne zgrupowanie, a nie zajęcia dochodzeniowe. - Gdy skład mamy już praktycznie zamknięty, może spokojnie popracować - opowiadał trener GKP Adam Topolski. - To tego materiału chciałbym, aby doszedł jeszcze jeden napastnik. Co jednak z tego wyjdzie, jeszcze nie wiem.

Chcą ćwiczyć nawet wieczorem

Piłkarze mają pobudkę o siódmej rano, pół godziny później już biegają, nawet 10 km. Potem mogą chwilę odespać, ale jeszcze przed południem ruszają na górski szlak - tuż po wyjściu z hotelu mają możliwość wyboru kilku tras. Po obiedzie znów drzemka, potem siłownia, wylewanie potu na hali. Kolacja i. nie, wcale nie do łóżek. Dla chętnych są jeszcze jedne, czwarte w ciągu dnia zajęcia. Dopiero w niedzielę było trochę więcej luzu. - Na wieczornych zajęciach pojawia się nawet kilkunastu zawodników. To świadczy o poważnym podejściu i wyrobionej już świadomości, że pierwsza liga to nie przelewki. Zajęcia na hali to nie jest typowa piłka nożna, a ćwiczenia stacyjne, poprawiające indywidualne wyszkolenie zawodników. Większość najcięższej pracy wykonujemy jednak do południa, na urozmaiconych trasach, gdzie zamówiliśmy śnieg i piękną pogodę.

Przy takim natężeniu zajęć zawsze przytrafią się urazy. Na szczęście (trener Topolski prosił żeby odpukać w niemalowane), nie dzieje się nic poważnego. Trochę lżej trenowali m.in. Artur Andruszczak, Sławomir Janicki i Mateusz Machaj. Ten ostatni narzekał na ból ścięgna Achillesa. - Między zajęciami przede wszystkim skupiamy się na maksymalnej regeneracji, bo zmagamy się tutaj z dużymi wyzwaniami, ale styczeń dla piłkarza to zawsze szkoła przetrwania, musi trochę boleć - opowiadał Andruszczak. - Jesień praktycznie zmarnowałem przez kontuzję, dlatego te przygotowania są dla mnie niezwykle istotne - przyznał Adrian Łuszkiewicz, który już w turnieju halowym pokazał cechujące go waleczność i agresję. - Na wiosnę na stałe chciałbym wrócić do drugiej linii GKP. Tego samego pragnie jednak każdy z nas. Teraz trzeba na to sobie porządnie zapracować. Dlatego nie ma czasu na głupoty. Każdy trening chcę porządnie wykorzystać. Wieczorem marzymy wyłącznie o tym, aby położyć się do łóżka i jak najszybciej zasnąć.

Wyłowili wychowanka

Po jesiennych meczach z gorzowskiej drużyny odeszli dwaj wychowankowie - Łukasz Maliszewski i Dawid Dłoniak. Dlatego takie informacje, o świeżej miejscowej krwi w zespole, kibiców radują najbardziej. 17-latek Bartłomiej Hajdasz znalazł się w składzie na obóz w Brennej trochę nieoczekiwanie. Czym zainteresował trenera Topolskiego? Czy już wiosną ma szansę raz czy drugi powalczyć na pierwszoligowych boiskach? - Tak dalekich planów nie chcę jeszcze snuć, ale jestem pewien, że przy takiej pracy, którą ten młody chłopak wykonuje, na pewno prędzej, czy później jego czas nadejdzie - wyjaśnił szkoleniowiec GKP. - W tej chwili wiem jedno, że piłkarza o takiej wydolności w tym wieku jeszcze nigdy nie prowadziłem. Dlatego nie można tego talentu zmarnować. Ten przykład jest też drogowskazem dla innych jego rówieśników. Drzwi do pierwszej drużyny nie są zamknięte dla nikogo.

Nie ma w Brennej napastnika Nielby Wągrowiec Rafała Leśniewskiego i raczej jego transfer do GKP nie dojdzie do skutku. Gorzowscy działacze jeszcze czekają na ostateczną decyzję obecnego pracodawcy piłkarza. - Chodzi mi po głowie jeden gracz do ataku, ale na nazwisko jest zdecydowanie za wcześnie - stwierdził Topolski. - Mamy w kadrze pięciu napastników i każdy będzie mógł wykazać się w grach kontrolnych. Udowodnić, że nikogo z zewnątrz już tak naprawdę nie potrzebujemy.

Po powrocie zaczną grać

Czego naszej drużynie brakuje w Brennej? Przede wszystkim boiska ze sztuczną, podgrzewaną nawierzchnią. Tego samego piłkarze życzyliby sobie również w Gorzowie. Na szczęście nie ma sytuacji bez wyjścia. W górach głównie chodzi o ładowanie akumulatorów, a do luźnych gierek wystarczy zwykłe boisko, które pierwszoligowcy mają niedaleko hotelu. Po powrocie do domu kolejnych sparingpartnerów będziemy gościć na sztucznej murawie w Międzyrzeczu (pierwszy mecz 27 stycznia z Polonią Chodzież). Najpierw jednak to my wybierzemy się w piłkarską podróż. W najbliższą sobotę zagramy nad morzem - w Niechorzu - z Lechią Gdańsk. Tam ekstraklasowiec będzie miał swoje zgrupowanie.