Bramka GKP nadal mocna, za lepszą kasę

Mało brakowało, aby na początku stycznia GKP Gorzów stracił obu podstawowych bramkarzy. - Było gorąco, na szczęście Sławek Janicki ostatecznie zostaje z nami - opowiadał trener Adam Topolski. - To osłabienie mogło nas kosztować o wiele drożej.
Wiosną 2009 r., w decydujących meczach o utrzymanie, między słupkami bramki GKP stał gorzowski wychowanek Dawid Dłoniak. Był jednym z tych, którzy walnie przyczynili się do zachowania przez nasz zespół miejsca w pierwszej lidze. Miał bronić dalej. Niestety dopadła go poważna kontuzja kolana. Jesienią w końcu wrócił do składu, ale tylko na ławkę rezerwowych. 24 grudnia rozwiązał kontrakt i w dziwnych okolicznościach rozstał się z klubem. - Szkoda, bo wszyscy wiedzą jak Dawid był związany z drużyną, w szatni robił świetną atmosferę - przyznał trener GKP Adam Topolski. - Nie miał szans być pierwszym bramkarzem, niech szczęścia i grania szuka, gdzie indziej, u nas drugim będzie młody Jacek Skrzyński, z którym wiążemy nadzieje na przyszłość - dodał prezes Sylwester Komisarek.

Pierwszym w bramce GKP był od początku jesieni, wychowanek Winograd Poznań, pozyskany z Tura Turek 29-letni Sławomir Janicki. Gdy w pierwszej kolejce sezonu 2009/10 stanął między słupkami po gorzowskiej stronie, nie opuścił boiska ani na chwilę. Zagrał we wszystkich 19. meczach ligowych i dwóch pucharowych. Łącznie 1920 min (w Kluczborku mieliśmy dogrywkę). Janicki nie dostawał szansy na kredyt, a zwyczajnie rolę lidera wśród bramkarzy wywalczył sobie skutecznymi interwencjami. Gorzowianie kiepsko grali do przodu, ale za to stracili tylko 17 goli - to trzeci wynik w pierwszej lidze.

Wiosna też miała być Janickiego. Tym bardziej, że piłkarz podpisał latem kontrakt ważny do czerwca 2011 r. Swoimi występami bramkarz zrobił sobie jednak dobrą promocję. W pierwszych dniach stycznia GKP dopadła realna groźba utraty nie tylko numeru dwa, ale również numeru numer na tak istotnej pozycji w zespole. Rywale nic nie robili sobie z ważnej umowy, bo był w niej zawarty punkt o kwocie odstępnego za Janickiego. 100 tys. zł na konto gorzowskiego klubu chciał jak najszybciej przelać Górnik Łęczna, szukający kogoś wartościowego do swojej bramki. W takiej sytuacji zostalibyśmy z 20-letnim Jackiem Skrzyńskim, naszym wychowankiem, który powrócił m.in. po stażu w Legii Warszawa i o rok młodszym Boguszem Talarczykiem. Czyli praktycznie bez bramkarza na wymagania pierwszoligowe. - Natychmiast zaczęliśmy negocjacje z piłkarzem i jego menadżerem - opowiadał menadżer GKP Mariusz Niewiadomski. - Była groźba odejścia, ale na szczęście szybko została zażegnana.

W sobotnim turnieju halowym w Szamotułach naszej bramki bronili Skrzyński oraz Talarczyk. W niedzielę w Gorzowie był już Janicki. GKP wygrał, a bramkarza miał najlepszego w turnieju. Najważniejsze było jednak to, co powiedział sam piłkarz. - Oferty miałem, myślałem o nich, ale ja chcę regularnie grać, a w gorzowskim zespole mam taką możliwość i doceniam zaufanie trenera - stwierdził Janicki. - Dlatego zdecydowałem, że zostaję w GKP.

W myśl zasady: za dobrą pracę, dobra zapłata, kolejne "tak" Janickiego trochę nas kosztowało. Bramkarz dogadał się z prezesem Komisarskiem. Wzrosła jego pensja, ale również kwota odstępnego zapisana w jego kontrakcie. Aneks został wczoraj podpisany. Umowa nadal obowiązuje do końca następnego sezonu. Klub z Łęcznej obrał inny kierunek. Ściągnął do siebie Sergiusza Prusaka, podstawowego bramkarza Floty Świnoujście. - Cieszę się, że o Sławka powalczyliśmy, bo po udanej jesieni ma wszelkie dane, aby być naszym bardzo silnym punktem również wiosną i zmiana w bramce była zupełnie niewskazana - zakończył trener Topolski. - Ta strata mogła nas znacznie drożej kosztować. Tematu już jednak nie ma. Bierzemy się dalej ostro do pracy, aby od marca nadal goli w naszej siatce było jak najmniej.