Piłka nożna: Syndrom dziesięciu

Połowa bezradności i połowa niesłychanego szczęścia - tak zaczęli ligową wiosnę, jeszcze w zimowym wydaniu, piłkarze GKP. Zremisowali z Kluczborkiem 1:1. Lepiej zagrali dopiero wtedy, gdy sędzia wyrzucił im z boiska obrońcę.
Pierwsza akcja gorzowian po przerwie. Mają rzut rożny, jest 47. min spotkania. Nienajlepiej wykonany korner na kontrę zamieniają goście. Z piłką pędzi Kamil Nitkiewicz. Gdy minie gorzowskiego obrońcę, będzie już miał wolną "autostradę" do bramki. Ale Paweł Wojciechowski nie daje mu szansy. Na środku boiska przerywa akcję w najprostszy i zarazem najbardziej brutalny sposób. Ciosem karate nie trafia w piłkę, lecz w nogi szarżującego pomocnika z Kluczborka. Werdykt może być tylko jeden - czerwona kartka dla interweniującego gorzowianina.

Kibice snują wizje najczarniejsze. Kartonik dla Wojciechowskiego oznaczać musi wyrok na GKP. Drużyna, która przez 47 min w jedenastu nie potrafiła zagrozić dobrze zorganizowanemu zespołowi gości (Grzegorz Kowalski świetnie poukładał w Kluczborku wszystkie klocki). Drużyna, która przyjezdnym wyraźnie ustępuje. Wreszcie drużyna, która przegrywa już 0:1 (dobra robota Nitkiewicza na lewej stronie, jego dośrodkowanie na gola w 31. min zamienia Arkadiusz Półchłopek), ma w dziesiątkę odwrócić mecz? Wydaje się to zupełnie nierealne.

Okazało się, że gorzowianie takiego właśnie impulsu potrzebowali. Aby pokazać, że potrafią walczyć. Aby choć jeden szczęśliwy punkt w starciu z beniaminkiem z Kluczborka wyszarpać. - Musieliśmy harować na boisku za dwóch - tłumaczył później wracający po kontuzji kolana Adrian Łuszkiewicz. Miał w sobotę zagrać ostatni kwadrans, tymczasem pojawił się na boisku już po 11 min, bo pachwinę naciągnął nigeryjski pomocnik Brain Obem.

Piłkarze GKP w końcu podkręcili tempo. 71. minuta. Grzegorz Wan schodzi z lewej strony do środka. Ma miejsce, odgrywa jednak piłkę w pole karne do Mateusza Piątkowskiego. Ten strzelać celnie zapomniał, ale nadal dobrze wie, jak mocno potrafi stać na nogach. Nie daje się przepchnąć defensorom gości i oddaje piłkę do Łukasza Maliszewskiego stojącego na linii pola karnego. Jego strzał na celny nie wygląda. Ale piłka po drodze odbija się od pleców jednego z obrońców Kluczborka i całkowicie zmienia kierunek. Bramkarz Krzysztof Stodoła zostaje przy prawym słupku, piłka wpada przy lewym. Remis i euforia na Olimpijskiej. Gorzowianie próbują jeszcze raz (Maliszewski głową obok bramki), drugi (Grzegorzowi Jakoszowi w 84. min piłka nie spada niestety na lewą nogę, tylko plącze się między prawą, a lewą). Ale brakuje dokładności.

- Dla nas najgorszą sytuacją była, paradoksalnie, czerwona kartka dla gospodarzy. Mieliśmy poukładany mecz, kontrolowaliśmy go. Ale rywale zaczęli biegać. Zrobił się bałagan. To się nazywa syndrom dziesięciu. Zespół osłabiony zyskuje podwójną motywację. Do tego doszły jeszcze nasze problemy. Nienajlepiej nam wychodzi, gdy trzeba pograć atakiem pozycyjnym - przekonywał Grzegorz Kowalski, trener Kluczborka.

- W środę na Pogoni zaczniemy w dziewiątkę. Może to będzie gwarancja dobrej gry - żartował szkoleniowiec GKP Adam Topolski. - Zgadzam się, że zaczęliśmy lepiej prezentować się na boisku, gdy czerwoną kartkę dostał Wojciechowski. Nie mieliśmy nic do stracenia. Chcieliśmy wygrać, ale ten remis w dziesięciu musimy wziąć z pokorą. Kluczbork naprawdę postawił nam wysoko poprzeczkę. Udowodnił, że ostatnie świetne wyniki nie są dziełem przypadku - podkreślał trener gorzowian.

Spotkanie zakończyło się superszczęśliwym dla GKP remisem. Piłkę meczową nieomal z linii bramkowej w 88. min zmarnował Nitkiewicz. - To nie była nawet stuprocentowa okazja, była tysiącprocentowa! Nie wiem, co się stało - gryzł się pomocnik gości. Usprawiedliwiał go trener: - Chłopak gra sercem. Nadrabia walką te, a nie inne umiejętności. A takiej akcji sercem nie skończysz - argumentował Kowalski.

Zaznaczał z uśmiechem, że choć nie trenuje GKP od ponad roku, nadal gra dla swojej byłej drużyny. - Wszystko w tym roku Gorzowowi oddałem. Baraże ze Ślęzą, dwa mecze w Kluczborku, ten też oddałem. Uważam, że jesteśmy dziś przegrani. Kiedyś było założenie: wygram trzy mecze z Gorzowem, rzucam palenie. Teraz, już po drugiej stronie barykady, nawet dwa zwycięstwa by wystarczyły. Zawodnicy widocznie nie chcą, abym rzucił palenie. Czeka mnie cała zima z papierosem - zakończył Kowalski.



GKP GORZÓW - MKS KLUCZBORK 1:1 (0:1)

BRAMKI: Maliszewski (71.) - Półchłopek (31.)

GKP: Janicki - Ziemniak Ż, Wojciechowski Cz, Jakosz Ż, Topolski Ż - Andruszczak, Obem (11. min Łuszkiewicz), Maliszewski, Wan Ż - Czerkas (46. min Ilków-Gołąb), Piątkowski.

MKS: Stodoła - Orłowicz, Jagieniak, Odrzywolski Ż, Stawowy - Niziołek, Kazimierowicz, Glanowski Ż (69. min Adamczyk), Nitkiewicz - Tuszyński (83. min Sobotta), Półchłopek (77. min Szczepaniak).



WYNIKI Z 18. KOLEJKI:

GKP Gorzów - MKS Kluczbork 1:1, Motor Lublin - Flota Świnoujście 1:1, Podbeskidzie Bielsko-Biała - Sandecja Nowy Sącz 1:2, GKS Katowice - Pogoń Szczecin 2:2, Wisła Płock - Znicz Pruszków 3:1, Widzew Łódź - Górnik Łęczna 0:0, Dolcan Ząbki - Stal Stalowa Wola 1:1, Warta Poznań - ŁKS Łódź 1:2, KSZO Ostrowiec - Górnik Zabrze 2:1.



I LIGA PIŁKARSKA

1. Widzew Łódź183825:8
2. Pogoń Szczecin183228:17
3. Dolcan Ząbki183127:17
4. ŁKS Łódź183129:23
5. Flota Świnoujście183023:16
6. Górnik Zabrze183021:16
7. Sandecja Nowy Sącz182828:22
8. GKS Katowice182729:23
9. Warta Poznań182629:20
10. GKP Gorzów182516:16
11. KSZO Ostrowiec182518:27
12. MKS Kluczbork182016:20
13. Górnik Łęczna181921:30
14. Podbeskidzie Bielsko181925:27
15. Znicz Pruszków181815:29
16. Wisła Płock181721:27
17. Motor Lublin181014:33
18. Stal Stalowa Wola181017:31


Pierwsza i druga drużyna awansują do ekstraklasy, a cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi.