180 minut w wykonaniu GKP, które zapamiętamy na długo

Tylko od zawodników GKP Gorzów zależy jakie na długie, zimowe miesiące zostawią nam wspomnienia. - Chcielibyśmy żegnać się przed urlopami w dobrych humorach, a do tego potrzeba coś jeszcze wygrać - powiedział trener naszego pierwszoligowca Adam Topolski.
Po rozegraniu w tygodniu zaległego spotkania w Bielsku-Białej, w którym Podbeskidzie przegrało z GKS Katowice 1:3, drużyna GKP obsunęła się w pierwszoligowej tabeli o jedno "oczko" - na dziesiątą pozycję. - Tak mi to z przedsezonowych obliczeń wynikało i w tych rejonach się znaleźliśmy, ale sądzę, że trochę na własne życzenie - opowiadał trener gorzowian Adam Topolski. - Dobrze to wszystko się układało, aż do ostatnich spotkań. Z Płockiem, Podbeskidziem i tydzień temu z Nowym Sączem niepotrzebnie zgubiliśmy aż 7 pkt. Dodać nam choć połowę tego dorobku i możemy szukać GKP w szóstce.

Nasz szkoleniowiec nie ukrywa, że tęskni już za zimową przerwą, bo gorzowianie nie są obecnie tą samą drużyną, która ogrywała 1:0 Górnika Zabrze. - To się zaczęło po zwycięstwie w Lublinie - przyznał Topolski. - Przyszło jakieś rozprężenie, entuzjazm trochę zaczął uciekać, sporo zamieszania wprowadziły też kontuzje no i głupio stracone bramki oraz punkty w ostatnich sekundach spotkań. Powtarzam jednak zawodnikom, że na tą samą końcówkę trzeba jeszcze raz znaleźć rezerwy, podwójnie się zmobilizować. To właśnie te 180 minut potem rozpamiętuje się przez większość zimy. No i trzeba powalczyć, coś wygrać, aby nie wypaść z dziesiątki, a może jeszcze delikatnie ruszyć w górę, do tego zachowując spokojną przewagę nad strefą spadkową.

Szanse mamy jeszcze dwie. W sobotę o godz. 12 podejmujemy na Olimpijskiej beniaminka - MKS Kluczbork, a w środę o godz. 18.15 (transmisja w TVP Sport) zagramy na wyjeździe z wiceliderem, pewnie zmierzającą do ekstraklasy Pogonią Szczecin. Jak widać zdecydowanie łatwiej o sukces powinno być w domu. Tym bardziej, że Kluczbork jeszcze nigdy nie zrobił nam krzywdy. W potyczkach ligowych z MKS trzy razy wygrywaliśmy (w sierpniu na inaugurację było 2:1 dla GKP), a w Pucharze Polski, gdy po regulaminowym czasie gry i dogrywce był bezbramkowy remis to postawiliśmy kropkę nad "i" w rzutach karnych i to na boisku rywala. - Statystyki są optymistyczne, ale mimo wszystko przed rewanżem mam obawy, tu potrzeba naprawdę dobrego meczu z naszej strony - powiedział szkoleniowiec GKP. - Kluczbork pechowo zaczął sezon, ale ma skład na środek tabeli i właśnie to udowadnia. W czterech ostatnich pojedynkach nie przegrał, nie stracił gola. Wygrane nad Widzewem 2:0 i z GKS w Katowicach 1:0 to naprawdę bardzo cenne zdobycze.

Na zakończenie jesieni (ostatnie dwie kolejki są rozgrywane awansem z rundy rewanżowej) Topolski ma do dyspozycji wszystkich zawodników. Wyleczył się nawet Adrian Łuszkiewicz. - Jeśli nic się nie wydarzy to na pewno wezmę go do meczowej osiemnastki, ale najpierw na ławkę rezerwowych - stwierdził trener gorzowian. - Nie wiem, czy będę coś zmieniał w składzie z ostatniego, bezbramkowego spotkania z Sandecją. Przecież graliśmy tam nieźle. Jeszcze trochę energii, zaangażowania i Kluczborkowi coś strzelimy, choć nie ma mowy o lekceważeniu rywala. Takie zwycięstwo, kończące kryzys, byłoby bardzo wskazane.

Trudniej wygrywać, gdy nie ma wsparcia od napastników. W napadzie naszym filarem znów będzie Mateusz Piątkowski, który jesienią strzelił tylko jednego gola. - Siedzi w nim ciągle ten mecz z ŁKS, tam zmarnował karnego - przyznał Topolski. - Mateusz dobrze jednak wygląda na treningach, w trakcie meczów dużo biega, walczy. Może akurat w sobotę się przełamie? O wzmocnieniu ataku możemy pomyśleć zimą. Teraz koniecznie trzeba coś strzelić obecnym składem. Fajnie pożegnać się z kibicami, którzy mam nadzieję, jeszcze raz wypełnią trybuny i pomogą nam swoim dopingiem.