Sport.pl

Tour de Drozdowicz. Czy Emil znów zagra w Gorzowie?

Zebrałoby się materiału na książeczkę o transferowych dolach i niedolach napastnika Emila Drozdowicza. Jeszcze wczoraj pisaliśmy o jego powrocie do składu Lechii Zielona Góra. Dziś zaczyna się rozdział poświęcony drugiej przeprowadzce do GKP Gorzów. Co z tego wyniknie? Na pewno rozmowy o transferze.


Dla 23-letniego Emila Drozdowicza, wychowanka Spójni Ośno Lubuskie i LSPM Zielona Góra, przeprowadzki są już pewnie nużące, a wszystkie próby wyrwania się na stałe z Lechii Zielona Góra okazały się nieudane. A próbował się przenieść do Zagłębia Lubin, Śląska Wrocław, Lechii Gdańsk, GKP Gorzów, Wisły Kraków, Arki Gdynia. Tymczasem wciąż pozostaje graczem zielonogórskiej Lechii. Choć w jej barwach ostatni raz zagrał w czerwcu 2008 r, wieńcząc wówczas sezon, w którym został królem trzecioligowych strzelców i awansem Lechii do drugiej ligi.

Z testów w możnych klubach wychodziły nici. Za to udane było roczne wypożyczenie do pierwszoligowego GKP Gorzów. W 32 meczach zdobył 12 bramek. Do tego dołożył dwa gole w udanych dla gorzowskiego klubu barażach o utrzymanie w czerwcu br. Do dziś to były ostatnie mecze Emila Drozdowicza o stawkę w tym sezonie. Gorzowian nie było stać na transfer definitywny, kolejne wypożyczenie do tego samego klubu wykluczały przepisy. Na dodatek piłkarz miał ambicje przenieść się do ekstraklasy.

Arka Gdynia wypożyczyła go z Lechii i opcją pierwokupu przy transferze ostatecznym. Zapowiadało się obiecująco, skończyło się skandalem, klub z Trójmiasta nie chciał zapłacić, ani zawodnikowi, ani Lechii. Sprawa trafiła przed oblicze PZPN.

Drozdowicz wrócił do Zielonej Góry i tutaj trenował. Kilka dni temu pojawił się temat jego powrotu do składu Lechii na końcowe mecze rundy jesiennej. Choć zdaniem Krzysztofa Stacewicza, wiceprezesa Lechii ds. sportowych cała akcja była li tylko pozorowana. - Doradcy Emila oszacowali kwotę, na którą w ich mniemaniu nie będzie nas stać. Ta kwota padła. Ale zrobił się problem, bo jakimś cudem myśmy ową kwotę wyskrobali. Wtedy padło..., że oni się rozmyślili - opowiada Krzysztof Stacewicz.

Drozdowicz poprosił prezesów Lechii o zgodę na podjęcie treningów z GKP Gorzów. Tam też czuje się jak w domu. Ostatnio przyjeżdżał jako kibic na występy GKP. A w piątek ponownie z całym ekwipunkiem zameldował się w Gorzowie. Do powrotu namawiał go trener GKP Adam Topolski, który wielokrotnie powtarzał, że widzi w nim duży potencjał. Odzyskanie dla zespołu "Drozdy" to byłaby dla niego znakomita wiadomość. Rozmowami o pozyskaniu napastnika zajmie się menedżer GKP Mariusz Niewiadomski. - Myślę, że się dogadamy, bo jest dobra wola obu stron, przede wszystkim u nas chce dalej grać sam Emil - ocenia Niewiadomski.

- Na razie to my się tylko domyślamy, że GKP chce rozmawiać o transferze. Czekamy na te rozmowy, niebagatelne będą szczegóły finansowe. Ale chcemy temat załatwić szybko i czekać z nim do zimowego okna transferowego. Bardzo źle by się stało, gdyby np. Emilowi przytrafiła się teraz kontuzja na treningu w Gorzowie - mówi Krzysztof Stacewicz.

Przepisy już nie zmuszają GKP i Lechii, by rozmawiały wyłącznie o ostatecznym transferze. W grę może znów wchodzić wypożyczenie, lecz tego chyba nie chce żadna ze stron, a już najmniej sam piłkarz. - Już teraz o niczym innym nie myślę, jak o definitywnym pozostaniu w Gorzowie i powrocie na ligowe boiska wiosną. Straciłem wystarczająco wiele miesięcy. Teraz trzeba to nadrobić. Brakuje mi grania, meczów. Bardzo brakuje. Te cztery, czy pięć miesięcy pod okiem trenera Topolskiego pozwoli mi wejść we właściwy rytm, poszukać wysokiej formy i wrócić do strzelania goli.

Drozdowicz już teraz dostanie w GKP pensję, oczywiście nie tak dużą jak grający zawodnik. - Zdecydowałem się przyjąć propozycję z Gorzowa, bo uznałem, że na tę chwilę to ma sens. Nie zaczynam tu wszystkiego od nowa. Można rzec, że zrobiłem sobie tylko krótką przerwę.