GKP jak Janosik rozdaje punkty potrzebującym

Sędzia miał już gwizdek w ustach, gdy rywale z Bielska przeprowadzili jeszcze jedną akcję i pognębili gorzowian. Nasi przegrali pierwszy mecz u siebie w lidze. Ale punkty frajersko stracili już nie pierwszy raz. I trzeba coś z tym zrobić!
- Brakuje nam koncentracji. Wkrada się piłkarska niedojrzałość. Zapominamy w końcówkach o piłkarskich podstawach. Nie rozumiem tego. Zadowoliliśmy się, że mamy tak dużo punktów?! Dziwne to. Wyglądamy, jakbyśmy bali się, że możemy w tej lidze grać wysoko. Muszę porozmawiać z moimi zawodnikami - denerwował się w sobotę trener GKP Adam Topolski.

Miał pełne prawo się złościć. Gdy jego podopieczni czują, że walczyć trzeba z całych sił, wtedy robią wyniki. Ogrywają Pogoń Szczecin, Górnika Zabrze, zdobywają cenny punkt z Widzewem. Te gorzowskie spięcie działa nie tylko na piłkarskie firmy. Motywujemy się, że "ligę warto dobrze zacząć"? Wygrywamy 2:1 w Kluczborku. "Trzeba coś przywieźć z dalekiej podróży"? Zwyciężamy z Motorem w Lublinie 1:0. "Gramy w dziesiątkę, mamy problemy"? Zdobywamy twierdzę w Ostrowcu, niezdobytą od 500 dni!

Ale gdy wszystko układa się po myśli gorzowian, zazwyczaj przysypiają. Sygnał alarmowy dostaliśmy już kilkanaście dni temu. Do Gorzowa przyjechała Wisła Płock. Nie miała nic do powiedzenia przez 90 min. Nasi prowadzili od początku meczu, ale w końcówce dali się rywalom rozhulać. Stracili gola z karnego.

Wnioski nie zostały wyciągnięte. W sobotę znów grubo po zakończeniu regulaminowego czasu gry przysnęliśmy. Rozpoczęła się 95. min. Sędzia miał już gwizdek w ustach. Ale dał jeszcze gościom rozegrać akcję. Ostatnią akcję meczu. Piłkę na 25 m powinien wybić Mateusz Piątkowski. Nie wybił, wyprzedził go Rafał Jarosz. Dograł do wprowadzonego po przerwie Piotra Bagnickiego. Ten byłby na dwumetrowym spalonym, gdyby na drzemkę nie skusił się Maciej Truszczyński. Napastnik Podbeskidzia spokojnie zmienił w polu karnym nogę i uderzył po długim słupku. - Właśnie tego brakowało nam w ostatnich meczach. Teraz w końcu byliśmy konsekwentni, zagraliśmy do końca - triumfował Marcin Brosz, szkoleniowiec bielszczan.

A gorzowianie pluli sobie w brody. - Coraz później te bramki tracimy. Z Wisłą w 90. min, z Podbeskidziem w 95. min. Nie wiem, o co chodzi. Wszystko działo się tak szybko - wzdychał Łukasz Maliszewski.

- Ten mecz to była jedna wielka wymiana prezentów. Robimy błąd w końcówce, wcześniej zdobywamy bramkę po błędzie bramkarza rywali. A całe strzelanie zaczyna się od naszego błędu w środku pola - wyliczał Michał Ilków-Gołąb, strzelec jedynego gola dla GKP.

Swojego gola nie skomentował, bo "nie ma co komentować". W 29. min Ilków-Gołąb faktycznie wbijał piłkę do siatki z samej linii bramkowej. Ale ciekawsze rzeczy działy się wcześniej. Z prawej strony dośrodkowywał Truszczyński. Do piłki wyskoczył Piątkowski. Minął się z nią, bo do wrzutki z ochotą wyszedł także bramkarz Podbeskidzia Joachim Mikler. Obaj zawodnicy się zderzyli. Na pograniczu pola bramkowego, w którym golkiper jest nietykalny. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i spadła na nogę Ilków-Gołąba.

Cztery minuty wcześniej na prowadzenie wyszli piłkarze Podbeskidzia. Z piłką zabrał się Dariusz Kołodziej i soczystym strzałem z 20 m pokonał Sławomira Janickiego. Chwilę później zorganizował wielką, drużynową kołyskę. - Urodziła mu się córka Lilianna. To dla niej ta bramka, to dla niej te zwycięstwo. Niech rośnie zdrowo nowy kibic Podbeskidzia - dedykował na pomeczowej konferencji trener Brosz.

Co ciekawe, od 77. min na boisku biegało aż... siedmiu nominalnych napastników. I zupełnie nie przekładało się to na huraganowe ataki obu drużyn. Zwycięski gol to raczej dzieło przypadku, niż efekt skomasowanej ofensywy. - Graliśmy w strefie. Czterech z nas zajęło się kąsaniem rywala. Pozostali się bronili. Pomysł oryginalny. Okazał się skuteczny - uśmiechał się Piotr Bagnicki. - Faktycznie, to była specyficzna sytuacja. Ale fantazja czasami jest potrzebna. Remis nie cieszył nikogo. Po przerwie czuliśmy, że możemy to wygrać. Mieliśmy przewagę, postawiłem na trzeciego napastnika. Ale nie przyniosło to żadnego efektu. A raczej przyniosło niestety zgoła odmienny efekt - przyznał trener Topolski.



GKP GORZÓW - PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA 1:2 (1:1)

BRAMKI: Ilków-Gołąb (29.) - Kołodziej (25.), Bagnicki (90.)

GKP: Janicki - Truszczyński, Wojciechowski Ż, Jakosz, Topolski (69. min Czerkas) - Andruszczak Ż, Maliszewski, Kaczmarczyk Ż (55. min Kaczorowski), Wan (84. min Grocholski) - Piątkowski, Ilków-Gołąb.

Podbeskidzie: Mikler - Cienciała Ż, Ganowicz, Konieczny, Dancik - Świerblewski (72. min Rocki Ż), Kanik, Kołodziej (77. min Matus), Jarosz, Malinowski (58. min Bagnicki) - Patejuk.



WYNIKI Z 15. KOLEJKI:

GKP Gorzów - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:2, Stal Stalowa Wola - Motor Lublin 3:3, ŁKS Łódź - Górnik Łęczna 4:2, Warta Poznań - Górnik Zabrze 2:1, Dolcan Ząbki - Znicz Pruszków 2:1, KSZO Ostrowiec - MKS Kluczbork 0:2, Wisła Płock - Sandecja Nowy Sącz 2:4, GKS Katowice - Flota Świnoujście 2:1. Mecz Pogoń Szczecin - Widzew Łódź odbędzie się w poniedziałek.



I LIGA PIŁKARSKA

1. Górnik Zabrze153019:11
2. Widzew Łódź132714:6
3. Pogoń Szczecin142522:12
4. Dolcan Ząbki152420:15
5. GKP Gorzów152315:13
6. GKS Katowice142324:18
7. ŁKS Łódź152219:18
8. Flota Świnoujście142217:13
9. Warta Poznań152226:17
10. Sandecja Nowy Sącz152125:21
11. KSZO Ostrowiec151914:24
12. Górnik Łęczna151820:24
13. Podbeskidzie Bielsko141821:19
14. Znicz Pruszków141512:17
15. MKS Kluczbork151514:19
16. Wisła Płock151318:25
17. Motor Lublin15810:26
18. Stal Stalowa Wola14813:25


Pierwsza i druga drużyna awansują do ekstraklasy, a cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi.