Dziś gramy z Wisłą. Trener Topolski: powtórki z rozrywki na bank nie będzie

Prawie dokładnie rok temu - 8 października 2008 r. - skompromitowaliśmy się w meczu z Wisłą Płock. Przegraliśmy 0:5. Dziś o godz. 15 czekamy na srogi rewanż i awans GKP Gorzów na trzecie miejsce w pierwszoligowej tabeli.
Przyznajemy, po ubiegłorocznym starciu z Płockiem byliśmy trochę złośliwi. Napisaliśmy w "Gazecie", że gorzowianie w krótkim czasie "robili postępy" - w sobotę przegrali ze Zniczem w Pruszkowie 0:4, a w środę z Wisłą u siebie - 0:5. Zapytaliśmy trenera Adama Topolskiego (przyszedł do Gorzowa dopiero wiosną 2009 r. i przegrał na płockim stadionie 2:3), czy w jego życiu historia lubi się powtarzać? - Przywiązuję wagę do liczb i przeszłości, ale uspokajam kibiców, że akurat historia i wysoka porażką z Wisłą na pewno się nie powtórzy - pewnie odpowiedział szkoleniowiec GKP. - Mamy zupełnie inny czas, innych piłkarzy, mocniejszy, bardziej skuteczny skład. Celujemy w zwycięstwo i miejsce w samej czołówce tabeli, choć zdajemy sobie sprawę, że dla Płocka to będzie mecz o być, albo nie być na bezpiecznym miejscu.

Przez rok skład GKP mocno się zmienił, ale akurat Krzysztof Kaczmarczyk wyszedł przeciwko Wiśle w pierwszym składzie w tym wysoko przegranym pojedynku i dziś też zagra od początku. - Doskonale pamiętam oba spotkania z płocczanami, mamy z nimi taką nienajlepszą passę - opowiadał gorzowski pomocnik. - Nadszedł czas, aby trochę się na tym przeciwniku odkuć. Jak wyniki pokazują stać nas na dobrą grę i kolejne zwycięstwo. Tym bardziej, że nagrodą będzie pierwsza trójka na zapleczu ekstraklasy, naprawdę znakomita lokata.

Będą zmiany w gorzowskiej drużynie. Za zbyt wiele żółtych kartek tym razem nie zagra obrońca Maciej Truszczyński. Kontuzje leczą Brain Obem oraz Adrian Łuszkiewicz, a decyzję co do narzekającego na ból nogi Adama Czerkasa poznamy tuż przed środowym pojedynkiem na stadionie przy Olimpijskiej. Podobny znak zapytania widnieje przy nazwisku kapitana Artura Andruszczaka. W sobotę w Katowicach bolała go kostka i zagrał tylko pół godziny. Wczoraj jednak normalnie trenował. - Strachu nie ma, bo jak widać, ci co wychodzą na boisko w zastępstwie też walczą i nie obniżają wartości zespołu - uspokoił trener Topolski. - Najważniejsze, że ma kto grać, choć oczywiście ta bitwa co trzy dni jest mordercza, a tu w sobotę kolejny daleki wyjazd do Lublina.

Najpierw jednak mamy w głowach tylko Wisłę, z którą odrabiamy zaległości z 12. kolejki. Zespół prowadzony przez trenera Dariusza Kubickiego miał walczyć o awans do ekstraklasy, na początku rozgromił Górnik w Łęcznej 3:0, ale potem było już tylko gorzej. W tej chwili nasz środowy rywal ma tylko 12 pkt i zajmuje miejsce tuż nad strefą spadkową. - Przyjedzie tu bić się o życie, o awans w tabeli, albo ciągłą niepewność - zakończył szkoleniowiec GKP. - Na pewno Płock nie odsłoni się, nie ruszy na nas, bo nikt już tak z Gorzowem nie gra. Mamy jednak przygotowane różne warianty na przechytrzenie rywala. Chcemy wygrać i dalej budować ten wspaniały kapitał pod nazwą: bardzo udana jesień dla gorzowskiego pierwszoligowca, bo przecież szansę na tyle punktów i tak wysokie miejsce dawało nam niewielu.