Znowu pokazują piłkarzy GKP w telewizji

Przed GKP Gorzów trudny wyjazd do GKS Katowice. Ostatnio w Ostrowcu (wygrana 1:0) udowodniliśmy jednak, że nie straszny nam żaden rywal, nawet gdy walczymy w dziesięciu. Bezpośrednia transmisja z tego pojedynku w sobotę od godz. 16.50 w TVP Sport.
Mecz sezonu GKP z Legią Warszawa (0:2) to już przeszłość. Gorzowianie faktycznie przeszli w tym pojedynku samych siebie. Choć przegrali, zagrali najlepsze zawody w sezonie, przez długi czas walczyli z wicemistrzem kraju jak równy z równym. - Nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie tego wydarzenia, bo wracamy do niezwykle istotnych pojedynków ligowych - powiedział trener gorzowian Adam Topolski. - Promocja z krajową czołówką już za nami. Teraz stawką są kolejne punkty. Znów w telewizji. Fajnie, że chcą nas pokazywać w otwartym okienku.

Nasz szkoleniowiec zastanawia się w jakiej formie fizycznej jego podopieczni wybiegną na boisko w Katowicach: - W starcie z Legią włożyli wszystko co mieli. Z drugiej strony maksimum ambicji daliśmy również w sobotę w Ostrowcu, gdzie przecież musieliśmy długo grać w osłabieniu. Minęły dwa dni i znów było nas stać na wielki wysiłek. To znaczy, że jesteśmy dobrze przygotowani.

Legia, Legią, ale już przed i w trakcie wtorkowego pojedynku Topolski myślał o tym, co czeka go w sobotę. Szybko, bo pierwszej połowie zmienił Adama Czerkasa, choć ten miał dogodne, bramkowe okazje. Pozyskany na początku września napastnik GKP ma jednak również zaległości treningowe i dlatego trzeba rozsądnie gospodarować jego siłami. Na puchar w ogóle nie było w składzie Mateusza Piątkowskiego, który kopnięty przez przeciwnika, kończył spotkanie w Ostrowcu z obolałą twarzą. - Dlatego z warszawiakami nie ryzykowałem, choć Mateusz palił się do gry - opowiadał trener GKP. - Dałem szansę innym, aby pokazali, czy w kolejnych meczach mogę na nich liczyć. Kilku na pewno otrzymało pozytywne oceny, a to tylko mnie cieszy, bo przecież tutaj walczy się naprawdę ostro i niestety kontuzje nas nie omijają.

Do składu wraca obrońca Grzegorz Jakosz (jest zawieszony za czerwoną kartkę tylko w meczach o Puchar Polski), o miejsce w pomocy rywalizują Brain Obem (ostatnio na ławce rezerwowych i w Katowicach raczej nie zagra przez drobny uraz), Krzysztof Kaczmarczyk (dobry występ z Legią) oraz Grzegorz Wan. Oby trener Topolski do końca jesieni, nawet gdy niektórzy gracze leczą kontuzje, w każdej formacji miał tylko kłopoty bogactwa...

Zespół GKS Katowice - ósme miejsce, 16 pkt, o dwa mniej od gorzowian - też w tygodniu nie odpoczywał, bo w środę odbyła się 12. kolejka pierwszej ligi (drużyna GKP pojedynek z Wisłą Płock, ze względu na spotkanie Pucharu Polski, przełożyła na 7 października). Nasz najbliższy rywal pokonał Motor w Lublinie 2:0. Katowiczanie mogli liczyć na swoje najgroźniejsze żądła - gole strzelali Bartosz Iwan (piąta jego bramka) i Krzysztof Kaliciak (już sześć trafień w tym sezonie). Ekipa trenera Adama Nawałki - rewelacja wiosny (27 pkt w 15 meczach), z kolejnymi letnimi wzmocnieniami - u siebie do tej pory wyłącznie wygrywała lub remisowała (bilans bramkowy z czterech pojedynków - 6:1). Jest jednak jedna dla GKP optymistyczna statystyka. Kolejny raz gorzowianie zagrają w tym sezonie z sąsiadem w tabeli. Jeśli przegrają to GKS nas wyprzedzi. Poprzednio w takich sytuacjach z reguły wytrzymywaliśmy napór rywala. Tym razem przyjemność z dobrej gry i kolejnych punktów może być podwójna, bo przecież obejrzą nas w całej Polsce.