Jak debiut wygwizdany stał się debiutem wymarzonym

Adam Czerkas wrócił w sobotę do Łodzi, gdzie grał w poprzednim sezonie. Wrócił już w barwach GKP. Meczu gorzowianom nie wygrał, ale w swoim debiucie strzelił gola. I mocno zdenerwował łódzkiego kibica.
Jeśliby stadion ŁKS przy al. Unii Lubelskiej uznać za teatralną scenę (oczywiście w starym i mocno zniszczonym budynku z dawnej epoki), to w sobotę niewątpliwie byliśmy na niej świadkami przedstawienia jednego aktora. Aktora, który wracał na swoją scenę. Wracał przed publikę wymagającą. Ale przede wszystkim publikę mocno obrażoną, że ów aktor ważył się podnieść rękę na dyrektora tegoż teatru, na świętość łódzkiego teatru w ogóle. Do niedawna przecież teatru ekstraklasowego. W Łodzi do dziś uważają, że właśnie ten aktor dołożył swoją cegiełkę do degradacji, opowiadając PZPN o sytuacji w klubie.

Tak piłkarski aktor Adam Czerkas wrócił do teatru ŁKS w Łodzi:

Przed spektaklem - wystawienie Czerkasa do pierwszej jedenastki przez gorzowskiego reżysera Adama Topolskiego to mimo wszystko mała niespodzianka. Bo przecież reżyser widział go ledwie na dwóch treningowych próbach.

Przed spektaklem - pierwsze objawy łódzkiej "sympatii" do Czerkasa. Gdy narrator wyczytuje nazwisko tegoż aktora podczas prezentacji, łódzka publiczność gwiżdże.

Zaczynamy spektakl, a w teatrze pierwsze okrzyki: Czerkas! Co? Ty k.! Kibice szybko zapomnieli, że w teatrze takich słów używać nie wypada.

1. min - Czerkas od początku szuka odpowiedzi. Pierwsza akcja, wyprzedza na pełnym biegu Tomasz Hajtę na lewej stronie i kapitalnie dogrywa do Mateusza Piątkowskiego. Ten niepotrzebnie kombinuje w polu karnym i strzela obok bramki.

3. min - pieśnią z wulgaryzmem łódzka publika sugeruje, że Czerkas chciał grać w ekstraklasie. I że nie chciał, aby w ekstraklasie zagrał ŁKS.

10. min - już widać, że Czerkas wybija się ponad przeciętny poziom spektaklu: szarpie, szuka sobie miejsca, wnosi polot, ruchy ma ekstraklasowe. Jak pewnie powiedziałby Franciszek Smuda: "biega jak piłkarz". 10 min absolutnie wystarczy, aby ogłosić, że GKP zyskał piłkarza ułożonego, który ma pełne prawo zastąpić sprzedanego do Lubina Mouhamadou Traore (Senegalczyk w pierwszym sparingu strzelił gola dla Zagłębia, z Ruchem Chorzów).

16. min - Czerkas wbiega w pole karne i upada. Trzeźwa ocena jest taka - pewnie nasz aktor został wytrącony z równowagi, ale na faul interwencja defensora się raczej nie kwalifikuje. Publiczność nadal pozdrawia Czerkasa w sposób nieteatralny.

17. min - wyraziste i krwiste starcie aktor Czerkas kontra aktor Hajto. Człowiek z Łodzi wycina naszego człowieka równo z trawą, z premedytacją. Sędzia gwiżdże, ale Hajty już nie upomina. Widać, że Czerkas zaczyna się gotować.

24. min - pojedynek wagi koguciej. Faul Dejana Ognjanovicia bezsporny. Sędzia uważa podobnie. Ale interwencja Czarnogórca mocno denerwuje Czerkasa, który rusza z rękoma na rywala, odpycha go. Ten - jak to chłopak z Bałkanów - dłużny pozostać nie chce. Mamy starcie oko w oko i nos w nos. Ale zupełnie niewyraźny sędzia z aktorami tylko rozmawia. Nie pokazuje nawet żółtej kartki, choć mógł dać solidarnie nawet po czerwonym kartoniku.

26. min - Czerkas biegnie sam w kontrze na prawej stronie, gwiżdże już cały teatr. Mija kolejnych zawodników, ale jego błyskotliwą akcję przerywa jeden z ostatnich obrońców. Ku wielkiej uciesze łódzkiej publiki.

33. min - nasz aktor znów mija Hajtę, strzela obok bramki.

37. min - Czerkas spełnia swoje największe sobotnie marzenie. Strzela gola w debiucie, na łódzkiej ziemi, gdzie jest znienawidzony! Podbiega do trybuny i nasłuchuje reakcji publiki. Reakcji, która sprawia mu wyjątkową satysfakcję. W pełni szczęścia prowokuje kibiców. Po meczu powie "Gazecie": - Paweł Kaczorowski zrobił świetną robotę, uderzył z 20 m kąśliwie. Wiedziałem, że Bodzio W. tego nie złapie, dlatego biegłem do niego w ciemno. Wypluł piłkę, mi pozostało tylko dobić.

41. min - powinno był już 2:0 dla GKP. Czerkas na 30. metrze wychodzi sam na sam z bramkarzem ŁKS. Ma dużo czasu, ale biegnie za wolno. Nie oddaje nawet strzału, bo piłkę zabierają mu obrońcy.

W przerwie Czerkas mówi reżyserowi Topolskiemu, że wytrzyma na boisku jeszcze najwyżej kwadrans. W pomeczowej rozmowie z "Gazetą" deklaruje, że w następnym meczu gotowy będzie na 90 min, bo teraz więcej siedział w gabinetach prezesów i działaczy, niż trenował. Trzymamy za słowo.

53. min - ostatni akord Czerkasa w tym meczu. Po kontrze strzela z ostrego kąta, Bogusław Wyparło broni bez problemów

63. min - Czerkasowi rozładowuje się bateria. Schodzi z boiska. Za niego Michał Ilków-Gołąb, który do końca meczu nie potrafi stworzyć nawet jednej okazji.

Po meczu zapytany o sprężanie się na Czerkasa aktor z konkurencyjnego teatru Tomasz Hajto odpowiada: - Napinałem się na mecze Ligi Mistrzów, gdy musiałem pilnować Ljungberga, Henry'ego czy Piresa. A nie na jakiegoś Czerkasa. Ludzie, czy żeście powariowali?! Nie będę się porównywał z Czerkasem. W ostatnim sezonie zagrałem więcej meczów, niż on w całej karierze. To jest porównanie czekolady z gównem - w swoim stylu nie oszczędza słów "kulturalny" były reprezentant kraju.

Po meczu Czerkas, już na spokojnie przyznaje: - Kibice w Łodzi mnie szalenie zmotywowali. Życzyłbym sobie, aby jeździli za mną na każdy mecz.