Sport.pl

Tak piłkarze GKP ograli wielkiego Górnika Zabrze

Rewelacyjni na początku sezonu gorzowianie pokonali Górnika Zabrze 1:0! Emocje były przeogromne: arbiter doliczył dziewięć minut, na boisku mieliśmy karetkę i trenera biegającego za sędzią.
Tak dramatycznego pojedynku na stadionie przy Olimpijskiej nie mieliśmy od lat. To było 100 minut wielkich emocji i na finiszu wielkie zwycięstwo piłkarzy GKP. Gorzowianie, wspierani przez cztery tys. fanów na trybunach, zaczęli spięci. Biegali nieporadnie, a piłkarze z Zabrza ze spokojem rozgrywali piłkę. Widać było, że do Gorzowa przyjechał zespół zaprawiony w ligowych bojach. A nasi są niesamowicie stremowani. Dobrą drużynę poznaje się jednak po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna. Z każdą minutą gorzowianie grali coraz lepiej. Pierwsza połowa była słabsza, druga już znacznie lepsza. A to powoli staje się znakiem firmowym GKP.

Pierwszą okazję wypracowaliśmy w 11. min. Artur Andruszczak urwał się na prawej flance i podał na głowę Mateusza Piątkowskiego. Ten z 6 m przeniósł piłkę nad poprzeczką. Kibice westchnęli tylko: Traore by to strzelił. I rzeczywiście, brak senegalskiego napastnika Mouhamadou Traore dało się odczuć szczególnie w pierwszej połowie. Trener Adam Topolski z konieczności musiał do pierwszej linii wystawić Mateusza Piątkowskiego i Michała Ilków-Gołąba. Na Brazylijczyka Frederico Moojena nie postawił od początku (wszedł po godzinie gry), bo ten piłkarz przez ostatni tydzień, zamiast trenować, siedział w samolocie. Na kilka dni poleciał do Brazylii i załatwiał sprawy wizowe. Pomysł na atak nie mógł należeć więc do trafionych. Napastnicy nie kąsali, na boisku zachowywali się łudząco podobnie. Bazowali na walce i sile fizycznej. Przez to w polu karnym rywala może miał się kto zastawić, ale nie było komu strzelać. Brakowało ofensywnego piłkarza, który specjalizuje się w robieniu wiatru.

Nic dziwnego, że za wszystkie poczynania GKP w ataku odpowiadali pomocnicy. W 27. min oglądaliśmy pierwszy popis. Brain Obem zagrał kapitalną krzyżową piłkę do Andruszczaka. Kapitan gorzowian wbiegł w pole karne, ale strzelił tylko w boczną siatkę.

Gdy piłkarze z Gorzowa zaczęli radzić sobie coraz śmielej, Górnik Zabrze oddał strzał ostrzegawczy. Akcji, którą przeprowadził w 37. min Grzegorz Bonin, nie powstydziłby się chyba nawet sam Diego Maradona. Różnica była tylko jedna - boski Diego takie bramki zdobywał, Bonin nie trafił. Pomocnik gości zabrał się z piłką z linii środkowej. Widząc biernych obrońców gospodarzy, popędził na bramkę. Minął dwóch piłkarzy, kolejnych dwóch miał jeszcze na plecach. Strzelił jednak tuż obok bramki.

W przerwie Łukasz Maliszewski zmienił Ilków-Gołąba. Trener Topolski przyznał później, że ten misterny plan uknuł już przed meczem. Na drugą połowę wydał swoim zawodnikom polecenie gry o zwycięstwo. Plan wypalił świetnie - "Malina" rozruszał kolegów i został bohaterem meczu.

Była 61. minuta. Z prawej strony dorzucił piłkę gorzowski defensor Maciej Truszczyński, strącił ją jeszcze głową jeden z obrońców Górnika. I spadła wprost na nogę Łukasza Maliszewskiego, który z woleja wpakował ją po długim rogu do siatki. - Obrońca przedłużył wrzutkę i piłka idealnym lobikiem trafiła do mnie. Wystarczyło tylko przymierzyć. Cieszę się ogromnie, bo pokonaliśmy drużynę ekstraklasową. Fajnie, że załatwił to mój ekstraklasowy gol - uśmiechał się Maliszewski.

Mieliśmy 1:0 dla GKP i dopiero wtedy zaczęły się prawdziwe emocje. Bo Górnik nie chciał wyjechać z Gorzowa bez choćby punktu. Rywale długo nie mogli jednak stworzyć klarownej okazji. Nasi taką okazję mieli jeszcze jedną. W szesnastce rywala pojawił się Obem, uderzał na bramkę, ale piłka zatrzymała się na ręce jednego z obrońców. Widzieli to wszyscy na stadionie, tylko nie sędzia Paweł Dreschel z Gdańska. Klarowne było to, że powinien być rzut karny.

Kolejną jedenastkę arbiter mógł gwizdnąć w 84. min. Choć ewidentność tej decyzji przesłoniło pewnie to, co działo się później. Golkiper gości Sebastian Nowak interweniował w powietrzu na 13. metrze, nie trafił w piłkę, za to nokautującym ciosem powalił na ziemię Maliszewskiego. - Wyskoczyłem wyżej od rywala. Nie trafił w piłkę, tylko uderzył mnie w bark. Więcej nie widziałem - opowiadał pomocnik GKP. Bramkarz z Zabrza upadł niefortunnie, uderzył głową o murawę. Leżąc na boisku dwukrotnie - na chwilę - tracił przytomność. Na boisku pojawiła się karetka. Nowak został odwieziony do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili wstrząs mózgu i złamanie nosa, zszywali też łuk brwiowy (jego miejsce w bramce na ostatnie minuty zajął Michał Karwan). Do domu golkiper wrócił z drużyną.

Cała lekarska interwencja trwała sześć minut i tyle doliczył sędzia. To było chyba najdłuższe 360 s w historii gorzowskiego futbolu. I nie tylko dlatego, że wyjątkowo sześć minut trwało dziewięć. Mieliśmy emocje. Gorzowianie wybijali piłkę i nerwowo spoglądali na sędziego. Mieliśmy przepychanki, bo przecież nie każdy takie obciążenie jest w stanie wytrzymać. Trener Topolski z takim zapałem biegał za sędzią liniowym, tak mocno zaaferował się rozmową z sędzią technicznym, że przez moment pojawił się nawet na boisku! Górnik w tym wielkim zamieszaniu zdołał jeszcze zagrozić gorzowskiej bramce. W ostatniej minucie, po koronkowej akcji, świetną pozycję na 14. metrze miał Przemysław Pitry. Jego strzał hokejowym padem zatrzymał jednak ciałem Truszczyński.

- W pierwszej połowie zabrakło nas z przodu. Kontuzje Roberta Szczota i Piotra Madejskiego wymusiły na nas inny styl gry i nie potrafiliśmy zagrozić gorzowianom. Otworzyliśmy się dopiero po stracie bramki, gdy przeszliśmy na dwóch napastników. W Gorzowie jest ciekawy zespół, poukładany z tyłu. W meczach z takimi drużynami musimy trafiać jako pierwsi. Tym razem się nie udało i dlatego przegraliśmy - mówił "Gazecie" pomocnik Górnika Zabrze Grzegorz Bonin.

- Ekipę z Zabrza mieliśmy rozpisaną, wiedzieliśmy dokładnie jak zagrają. Trener wykonał kapitalną robotę. Piłkarsko się postawić może byłoby trudniej, ale położyliśmy na szali ogromną walkę i determinację. Czuję wielką satysfakcję. Tam dwóch zawodników zarabia tyle, co u nas cały zespół. To jest piękne w piłce nożnej, że nie zawsze bogaci wygrywają - zakończył Andruszczak.



GKP GORZÓW - GÓRNIK ZABRZE 1:0 (0:0)

BRAMKA: Maliszewski (61.)

GKP: Janicki - Truszczyński Ż , Wojciechowski, Jakosz (72. min Ziemniak), Topolski Ż - Andruszczak, Obem, Łuszkiewicz, Kaczorowski (60. min Moojen) - Piątkowski, Ilków-Gołąb (46. min Maliszewski).

Górnik: Nowak - Gancarczyk, Karwan, Pazdan, Magiera - Bonin Ż , Przybylski Ż (82. min Kiżys Ż ), Strąk (66. min Arifović), Danch, Pitry Ż - Besta (75. min Jarka).



WYNIKI 4. KOLEJKI:

Motor Lublin - Dolcan Ząbki 0:0, Wisła Płock - Stal Stalowa Wola 1:0, GKS Katowice - Górnik Łęczna 0:0, Podbeskidzie Bielsko-Biała - Znicz Pruszków 1:1, Flota Świnoujście - Pogoń Szczecin 1:1, Sandecja Nowy Sącz - MKS Kluczbork 4:0, Widzew Łódź - Warta Poznań 1:0, KSZO - ŁKS Łódź 1:0.



I LIGA PIŁKARSKA:

1.Widzew Łódź4126:1
2.Flota Świnoujście4108:1
3.Górnik Zabrze497:3
4.GKP Gorzów494:2
5.Sandecja Nowy Sącz477:4
6.Wisła Płock476:3
7.Dolcan Ząbki465:2
8.KSZO Ostrowiec Św.475:4
9.Pogoń Szczecin456:4
10.Znicz Pruszków453:4
11.Warta Poznań445:4
12.Podbeskidzie445:5
13.ŁKS Łódź342:3
14.GKS Katowice442:5
15.Stal Stalowa Wola412:7
16.MKS Kluczbork412:9
17.Motor Lublin411:8
18.Górnik Łęczna410:7
Pierwsza i druga drużyna awansują do ekstraklasy, a cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi. Widzew może stracić 6 pkt w związku z karą za korupcję.