Kaczorowski: Zamykam usta malkonentom

- Na koniec kariery przytrafiło mi się w Gorzowie jeszcze raz coś pięknego. W fajnym zespole mogę powalczyć przy pełnych trybunach ze znanymi krajowymi firmami. I cieszę się, że jestem przydatny. To prezent z boiska dla tych, którzy już we mnie nie wierzyli - powiedział pomocnik GKP, jeden z bohaterów wygranego pojedynku z Pogonią Szczecin.
Ach co to była za radość. Tuż po końcowym gwizdku sobotniego pojedynku rzucali się sobie w ramiona wcale nie tylko ci najmłodsi, ale również najbardziej doświadczeni gracze gorzowskiej drużyny. 32-letni kapitan Artur Andruszczak i o trzy lata starszy "Kaczor" Kaczorowski najpierw błyszczeli na boisku, w końcówce denerwowali się na ławce rezerwowych i wreszcie jak dzieci długo cieszyli się ze zwycięstwa wraz z kibicami GKP. A mało brakowało, aby tego drugiego w ogóle w naszym zespole nie było...

Ireneusz Klimczak: Kaczorowski nie trenuje, będzie słabo przygotowany, po co go trzymać, skoro nie wytrzyma nawet jednej połowy. Takie głosy można było usłyszeć jeszcze podczas ostatniego przedsezonowego sparingu GKP. Ligowe boisko pokazuje jednak zupełnie coś innego.

Paweł Kaczorowski: Sam takie głosy słyszałem i przyznam, że jeszcze do mnie docierają. Pewnie Gorzów i bez Kaczorowskiego sobie poradzi. Fajnie, że wychodzi zupełnie coś innego, jestem przydatny i w ten sposób mogę malkontentom zamknąć usta, a trener pewnie nie żałuje, że jednak mi zaufał.

W pierwszej połowie po Pana lewej stronie pomocy nie działo się za wiele. Nie atakowała tamtędy również Pogoń. To palące słońce, czy wyrównane siły tak zneutralizowały obie walczące strony?

- To nie było najlepsze 45 min w naszym wykonaniu. Zresztą Pogoń może i kontrolowała przebieg spotkania, ale też nam specjalnie nie zagrażała. Próbowaliśmy grać długie piłki na wysokich chłopaków z pierwszej linii. Nic to jednak nie dawało.

Po przerwie przyszło trochę cienia i zespół GKP pięknie zaatakował.

- Poszedł impuls z szatni, słońce przestało tak męczyć, a i my innymi metodami zaczęliśmy szukać swojej szansy.

Kluczowy moment to przejście Pana z boku pomocy do środka, za dwójkę napastników.

- Ćwiczyliśmy to wcześniej i trener zdecydował, że taką roszadę w ustawieniu zrobimy na ostatnie pół godziny meczu. Po zejściu Adiego Łuszkiewicza zająłem się nową rolą na boisku.

Jedna, druga udana kiwka, spojrzenie kątem oka na prawo i dokładne podanie do Artura Andruszczaka. To też był jeden ze schematów?

- Udało mi się przejść przeciwnika, stworzyła się przewaga, "Andrut" był wolny, zagrałem do niego, a dalej to już oglądaliśmy piękną robotę moich kolegów, którzy znaleźli się tam, gdzie powinni. Świetne dośrodkowanie z prawej strony i śliczna główka niezawodnego Traore. Gol na wagę już drugiego w tym sezonie kompletu punktów. Lepszego początku sezonu nie mogliśmy sobie wymyślić, choć po udanej wiośnie właśnie liczyliśmy na coś więcej niż znów dramatyczną walkę o utrzymanie.

Komplet widzów, bardzo głośnych, rozemocjonowanych, w kalendarzu mecze z Pogonią, Widzewem Łódź, ŁKS, Górnikiem Zabrze. Okazuje się, że występy w pierwszej lidze też mogą być fajnymi piłkarskimi wydarzeniami.

- Dla każdego zawodnika walka przy takiej oprawie i tylu kibicach to jest naprawdę piłkarska esensja. Jestem bardzo zadowolony, że na koniec przygody z piłką zdecydowałem się na Gorzów i przeżycie czegoś tak fajnego. Z każdej strony widać zapotrzebowanie na futbol, sympatię, wsparcie i zainteresowanie fanów. A pierwsza liga tak urosła w siłę, zyskała na atrakcyjności, że właściwie co tydzień możesz się poczuć jak gracz ekstraklasy. My chcemy zrobić wszystko, aby nie być w tym doborowym gronie tacy ostatnio. Na razie nam to nieźle wychodzi.

*Paweł Kaczorowski - 35-letni pomocnik, 14 razy zagrał w reprezentacji Polski. W GKP Gorzów od poprzedniego sezonu, do tej pory rozegrał 21 spotkań, strzelił jednego gola.