Sport.pl

Prawo po nowemu, zadyma po staremu!

Niestety, znów niebezpieczeństwo czyha na trybunach piłkarskiego stadionu w Gorzowie. Ilu widzów, którzy przyszli w sobotę na Olimpijską, aby poczuć atmosferę piłkarskiego wydarzenia, musiało w panice uciekać, aby nie załapać się na cios od chuligana czy policyjny gaz? Niestety, wielu.
Do pierwszych przepychanek doszło już pod stadionem, zanim zaczęła się gra. W trakcie meczu spokój na trybunach utrzymywał się przez ledwie pół godziny. Później się zaczęło... I przez następne 10 minut mało kto patrzył na boisko, a wszyscy zastanawiali się, czy za chwilę runie płot otaczający sektor gości, prowokowanych przez grupkę gospodarzy i zrobi się naprawdę groźnie. W końcu wkroczyła policja, zrobiła co było konieczne i do końca pojedynku mieliśmy już spokój. Czy jednak te chwile wstydu i grozy musiały być dodatkiem do tak długo wyczekiwanego meczu w Gorzowie?

Od sierpnia działa nowe prawo o imprezach masowych, które do Euro 2012 ma nasze trybuny uczynić podobnymi do tych choćby z Anglii czy Niemiec, gdzie nikt się nie odważy na takie zachowania, jak te w Gorzowie, bo nigdy więcej nie wejdzie na stadion i do tego zapłaci ogromną karę. Po sobocie mam jedno życzenie. Niech nowe prawo o imprezach masowych boleśnie rozprawi się z tymi, którzy w sobotę przekraczali strefę buforową, rzucali plastikowymi butelkami, atakowali ochroniarzy i policjantów! Czy ciągle, zapowiadając taki mecz jak Gorzów - Szczecin, który powinien być wyłącznie wielkim sportowym świętem, będziemy przypominać, ile przy okazji przeżywaliśmy chuligańskich zamieszek? Wszyscy przecież wiedzieli, że w sobotę będziemy mieli do czynienia z meczem podwyższonego ryzyka. O działaniach zabezpieczających było głośno, lecz efekt okazał się pozorny. Czekają nas jeszcze w tym sezonie inne mecze o podwyższonym ryzyku. Niestety, jestem jakoś dziwnie "spokojny", że nic się nie zmieni, a zadymy na trybunach będą miały znów tych samych bohaterów.

Na koniec słowo o wpływie piłkarzy na atmosferę meczu. W składzie Pogoni są dwaj byli zawodnicy GKP. W nowym klubie obaj ugrzęźli na ławie rezerwowych. W trakcie meczu mieli więc chwilę dla fanów. Wykorzystali ten czas na różne sposoby. Czech "Józek" Petrik z każdej trybuny zbierał owacje, sam bił brawo fanom. Bramkarz Radosław Janukiewicz oklasków nie dostał. Przeciwnie - doczekał się wyzwisk. Odpowiedział jakby tym samym, pozwalając sobie na głupkowate gesty. Petrik dla GKP grał dobrze, stąd obustronna sympatia. Janukiewicz zawalił nam wiosnę, stąd pewnie niechęć. Niechęć można zrozumieć. Ale wyzwiska widzów i prowokacje pana w bramkarskich rękawicach już nie. Bo takie zachowanie to wstyd, wiocha wręcz!