I sen się spełnił! Pogoń pokonana!

- To jest, jak piękny sen. Niech trwa jak najdłużej - mówił trener GKP Adam Topolski. Gorzowianie mieli w sobotę problemy ze sforsowaniem defensywy Pogoni Szczecin. Ale wystarczyła jedna składna akcja, jeden błysk geniuszu, aby wygrali 1:0!
Ależ początek sezonu! Dwa mecze, 6 pkt - ten nieskazitelny bilans daje gorzowskiej drużynie zaszczyt przebywania w samym czubie ligowej tabeli (oprócz GKP na razie dwa razy na starcie zwyciężyły Flota Świnoujście i Widzew Łódź). Tego na zapleczu ekstraklasy nie przerabialiśmy od dawna. Przed rokiem początek nie był dobry, I dlatego cały premierowy sezon przesiedzieliśmy w czerwonych kolorkach. A tyle punktów, co teraz, mieliśmy po siedmiu meczach i. jednej zmianie trenera.

- Start na sześć punktów? Tylko gdzieś w marzeniach pojawiała się taka opcja - uśmiechał się po sobotnim meczu kapitan gorzowian Artur Andruszczak. - Najpierw chcieliśmy remis z Kluczborka, a przywieźliśmy zwycięstwo. Z Pogonią po pierwszej połowie nie zapowiadało się na naszą wygraną - podkreślał "Andrut". - W przerwie remis z Pogonią brałem w ciemno - mówił prezes Sylwester Komisarek.

Z podziału punktów po 45 min każdy gorzowski kibic by się ucieszył. Ekipa GKP wyglądała przy szczecińskiej Pogoni, jak młody, do tego wielce nieśmiały uczeń. To goście lepiej operowali piłką, stwarzali okazję za okazją. Zanim gorzowianie się ocknęli (podanie Adriana Łuszkiewicza do bramkarza Pogoni Krzysztofa Pyskatego z rzutu wolnego w 21. min), rywale zdążyli oddać już cztery strzały na bramkę. Kapitalny mecz rozgrywał jednak nasz golkiper Sławomir Janicki.

A w polu piłkarze GKP sami wybijali sobie z ręki atuty. Grali schematycznie, głównie długie piłki do przodu na Mouhamadou Traore z zamysłem, że. jakoś to będzie. Nie było. Obrońcy ze Szczecina nie chcieli popełnić błędu.

- Biliśmy głową w mur - oceniał Andruszczak, który próbował szarpać, ale nie miał wsparcia w linii pomocy. - Atmosfera była gorąca, pod każdym względem, na trybunach i na boisku. Świeciło słoneczko i chyba nam padło na głowę. Niepotrzebnie bawiliśmy się w wykopki. A trzeba było pograć trochę piłką - podkreślał gorzowianin.

Widać jak na dłoni, że trochę ekipie GKP przeszkadza zmiana ustawienia. Gdy przed rokiem walczyła o przetrwanie, oglądaliśmy na boisku trzech napastników i ogrom strzeleckich okazji. Teraz mamy minimalizm i oczekiwanie na błysk geniuszu. Tak było w Kluczborku, tak na szczęście było też w sobotę w meczu z Pogonią.

Zbawienny okazał się. cień. To właśnie ucieczka od słońca wskrzesiła naszą lewą flankę. Drugi oddech złapał Paweł Kaczorowski, który w pierwszej połowie tylko się opalał. W drugiej mocno zabrał się za kreowanie gry.

Gorzowianie wreszcie zaczęli stwarzać okazje. W 11 minut zagrzmiało pod bramką Pogoni trzy razy. Najpierw, w 55. min bramkę Pyskatego ostrzelali Łukasz Maliszewski i Andruszczak. Całą akcję zrobił Kaczorowski dogrywając z lewej strony. W 63. min strzelał głową Traore, po wrzutce Andruszczaka z prawej strony. Tym razem jeszcze mocno niecelnie.

Trzy minuty później się poprawił. To była filmowa akcja, na którą warto było czekać. Kapitalną robotę zrobił Kaczorowski, łamiąc akcję do środka i odgrywając na prawe skrzydło do Andruszczaka. Ten wyłożył futbolówkę na głowę Traore, a czarnoskóry napastnik nie miał już prawa tego zmarnować.

- Zrobiliśmy w tym meczu dwa błędy i przegraliśmy. To boli - mówił Tomasz Parzy, kapitan Pogoni.

Senegalczyk Traore (w nagrodę za piłkę meczową, wybierze się na kolację do restauracji Pasja, którą ufundowało stowarzyszenie kibiców "Niebiesko-Biali") znów załatwił GKP bardzo ważne zwycięstwo. Ale jego gorzowska przyszłość nadal wisi na włosku. - Musimy go koniecznie zatrzymać w Gorzowie, choć żywo interesuje się nim Zagłębie Lubin i Lech Poznań. Wiemy, że oglądała go też Legia Warszawa. Mam nadzieję, że da się przekonać - zakończył prezes Komisarek.



GKP GORZÓW - POGOŃ SZCZECIN 1:0 (0:0)

BRAMKA: Traore (66.)

GKP: Janicki - Truszczyński Ż, Jakosz, Wojciechowski, Topolski - Andruszczak Ż (80. min Kaczmarczyk), Łuszkiewicz (63. min Wan Ż), Maliszewski, Kaczorowski Ż (72. min Obem) - Piątkowski, Traore.

Pogoń: Pyskaty - Nowak, Dymek, Mysiak, Woźniak Ż - Pietruszka, Parzy (68. min Rogalski), Koman (78. min Dziuba), Petasz Cz (Ż+Ż) - Prędota (62. min Lebedyński), Moskalewicz.



WYNIKI 2. KOLEJKI:

GKP Gorzów - Pogoń Szczecin 1:0, Motor Lublin - Warta Poznań 1:4, Dolcan Ząbki - ŁKS Łódź 0:0, KSZO Ostrowiec - Górnik Łęczna 2:0, Podbeskidzie Bielsko-Biała - MKS Kluczbork 1:1, Flota Świnoujście - Sandecja Nowy Sącz 3:0, GKS Katowice - Znicz Pruszków 2:0, Stal Stalowa Wola - Widzew Łódź 0:1. Spotkanie Wisła Płock - Górnik Zabrze odbędzie się w poniedziałek.



I LIGA PIŁKARSKA

1. Flota Świnoujście265:0
2. Widzew Łódź263:0
3. GKP Gorzów263:1
4. Dolcan Ząbki244:1
5. Warta Poznań134:1
6. Pogoń Szczecin233:1
7. Górnik Zabrze133:1
8. KSZO Ostrowiec233:3
9. GKS Katowice232:3
10. Podbeskidzie Bielsko-Biała222:2
11. Wisła Płock111:1
12. ŁKS Łódź110:0
13. MKS Kluczbork212:3
14. Znicz Pruszków211:3
15. Sandecja Nowy Sącz211:4
16. Stal Stalowa Wola201:5
17. Górnik Łęczna200:4
18. Motor Lublin201:6


Pierwsza i druga drużyna awansują do ekstraklasy, a cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi.





TRENERZY O MECZU:

Adam Topolski

(GKP Gorzów)

- Pogoń nas zaskoczyła. W pierwszej połowie byliśmy jeszcze w szatni, a nie na boisku. Przespaliśmy grę w środku pola, nie graliśmy bokami. Przez to nasi napastnicy zostali przez defensywę Pogoni wyzerowani. Dobrze, że mamy Sławka Janickiego, który dla mnie był najlepszym zawodnikiem tego meczu. Był pewny przy dośrodkowaniach, spokojnie wyłapał wszystkie strzały z drugiej linii. Pochwały należą się także całej naszej obronie. Nie dopuścili do sytuacji jeden na jednego z bramkarzem. Z tyłu wszystko grało, trzeba było wstrząsnąć przodem. W przerwie wziąłem na tapetę Andruszczaka i Kaczorowskiego. Powiedziałem im, że od nich więcej się tu wymaga. Wzięli się za siebie, zaczęli ciągnąć naszą grę skrzydłami. Zrobili akcję na gola, a gdy Traore zostawi się samego, to trzeba się liczyć ze stratą bramki. W ostatnich minutach meczu tylko wykopywaliśmy piłkę. Piękne to nie było, ale w futbolu najpiękniejsze są zwycięstwa. Pewnie remis byłby sprawiedliwszy, ale to akurat zmartwienie rywali ze Szczecina. Ten początek ligi jest jak piękny sen. Wiem, że stwarzamy mniej okazji niż w końcówce poprzedniego sezonu. Ale wolę zrobić dwie szanse i jedną wykorzystać, niż ostrzelać rywala i remisować. Teraz się bawimy, chłopcy dostali dwa dni wolnego. Bo zwycięstwo z Pogonią, to jest coś!

Piotr Mandrysz

(Pogoń Szczecin)

- Traore nas załatwił. Bardzo mnie to boli, bo przez większość meczu moi obrońcy radzili sobie z nim bardzo dobrze. Wygrał zespół, na pewno nie lepszy, ale nie o to w piłce chodzi. Trzeba strzelać gole, oni to zrobili, my nie. Piłka jest grą błędów. Nie obwiniam nikogo za stratę bramki. Cały zespół przegrywa, cały wygrywa. W końcówce graliśmy zbyt schematycznie. Rywale w powietrzu panowali, trzeba było grać piłkę po ziemi, wykorzystując dwie flanki, a nie jedną. Czy mam pretensje do arbitra? Tylko o jedną akcję z pierwszej połowy, gdy nie gwizdnął faulu na Prędocie. Sytuacja bramkowa to nie była, ale my mamy wykonawców rzutów wolnych. Nie czepiałbym się sędziego, bo on bramki dla przeciwnika nie strzelił.

not. sky