Stilon kontra Pogoń, czyli historia nie do zapomnienia

Takiego meczu nie było u nas od 12 lat. Gorzów długo czekał na kolejny ligowy pojedynek ze Szczecinem. Doczekał się i liczy na kolejne zwycięstwo, które pamiętać będziemy przez lata.
- Na własnej skórze czuję zainteresowanie spotkaniem z Pogonią. Znajomi się pytają, jak to będzie. Odpowiadam im: wygramy. Mocno w to wierzę. To będzie fajny mecz dla kibiców, bo obie drużyny zagrają o zwycięstwo. Warto się wybrać na ten pojedynek - mówi Adam Topolski, trener gorzowskich piłkarzy. Początek meczu w sobotę o 18.

Warto przyjść na Olimpijską nie tylko ze względu na "dziś", ale także na "wczoraj". Pojedynki Pogoni ze Stilonem mają barwną historię. Bilans meczów jest absolutnie remisowy. Na zapleczu ekstraklasy zagraliśmy 16 spotkań - pięć wygrał Gorzów, pięć razy lepszy był Szczecin, mieliśmy sześć remisów. Nawet w bramkach jest po równo - obie ekipy strzeliły po 23 gole.

Wątków gorzowsko-szczecińskich jest wiele. Budowę liczącego się na piłkarskiej mapie kraju gorzowskiego Stilonu rozpoczął Eugeniusz Ksol. Z urodzenia Ślązak, ale kojarzony przede wszystkim ze. szczecińską Pogonią. - Pokazał nam, na czym polega prawdziwy, profesjonalny futbol. Wiele mu zawdzięczamy. Wprowadził nas do drugiej ligi w 1979 r. - opowiada Liwiusz Sieradzki, kierownik drużyny za czasów Stilonu, obecnie pełnomocnik zarządu GKP.

Najczęściej wspomina się - i to z łezką w oku - pojedynek Stilonu z Pogonią z marca 1981 r. Gorzowianie, wtedy na trzecim miejscu w tabeli, pojechali na stadion wicelidera do Szczecina. - Pojechali? To mało powiedziane. My natarliśmy na Szczecin. Mecz oglądało 17 tys. widzów, aż 5 tys. przyjechało z Gorzowa. I kibiców było słychać - wspomina kierownik Sieradzki. Mecz był szalenie emocjonujący, Stilon wygrał 4:3. - Graliśmy koncertowo, prowadziliśmy już 4:1, Szczecin był w szoku. Od tego czasu główną rolę przejął sędzia ze Wschowy. Stawał na głowie, aby gospodarze wyrównali. Pamiętam jak dziś, nasz bramkarz Zbyszek Bartosz wyskoczył do dośrodkowania, a sędzia gwizdnął rzut karny. Takich sytuacji było mnóstwo. Ale przetrwaliśmy do końca - mówi z dumą. - Mecz się dobrze nie zaczął, a już strzeliliśmy bramkę - wspomina Mariusz Niewiadomski. To on zdobył wtedy pierwszego gola dla Stilonu. Od roku w gorzowskim klubie jest menadżerem, odpowiada za transfery GKP. Decydującą, czwartą bramkę zdobył Tadeusz Babij. Dziś jest wiceprezesem GKP do spraw sportowych, a niewielu pamięta, że do Gorzowa przyszedł ze. Szczecina. - Mam nadzieję, że razem z Tadeuszem wskrzesimy dobre duchy przeszłości. I gorzowska drużyna wygra. Piłkarze jednak muszą sobie poradzić sami, my na boisko nie wybiegniemy - śmieje się Niewiadomski.

Liwiusz Sieradzki zwraca uwagę też na inne mecze Gorzowa ze Szczecinem. - Pierwszy raz z Pogonią zagrał nie Stilon czy Unia, a Kolejarz Gorzów, późniejsza Warta. W 1957 r. szczecinianie przyjechali na Olimpijską ze świetną drużyną. Właśnie rodziła się wielka Pogoń, pokonali nas 6:1. To był inny świat futbolu, ludzie siedzieli wszędzie, nie było zakazów, nie było podziałów na grupy kibicowskie. Wszyscy razem oglądali mecz, 7 tys. ludzi przyjechało ze Szczecina. Aż dziw bierze, jak to zrobili. Przecież naród nie był wtedy tak zmotoryzowany - opowiada pracownik gorzowskiego OZPN.

Ale historia pojedynków gorzowsko-szczecińskich to nie tylko wielkie mecze naszpikowane emocjami. To także zamieszki. Jak choćby te z 1991 r. - Mecz był świetny, wspomnień mnóstwo. My walczyliśmy o awans, oni bronili się przed spadkiem. Prowadziliśmy 2:0, kierownik drużyny Pogoni zamknął przez przypadek w szatni trenera Eugeniusza Różańskiego. Jak już wrócił na ławkę, to Pogoń wyrównała. Ale wszystkie wrażenia zamazała bójka sympatyków Pogoni z policją - mówi Sieradzki.

Krzysztof Hołyński pisał w "Gazecie Nowej": "Chyba tylko cudem nie doszło do tragedii, w czym wielka zasługa policjantów, którzy przy aprobacie "normalnych" widzów zdecydowanie wkroczyli do akcji. Powiało grozą." Sieradzki dodaje: - Pomogły psy bez kagańców, to one przestraszyły agresywnych szczecinian. Szkoda, że tego nie zmierzyliśmy, bo padło kilka rekordów świata w skoku wzwyż. W takim popłochu goście uciekali przez ogrodzenie do swojego sektora - wspomina.

Ostatnie spotkania zagraliśmy w sezonie 1996/97. Trzy razy wygrywała Pogoń - w Szczecinie 1:0, w Gorzowie 2:0 i w trzeciej rundzie Pucharu Polski, także w Gorzowie - 4:1. W czasie 12 lat przerwy wydarzył się jeden epizod - dwóch kibiców Pogoni zostało zaatakowanych nożem, gdy przejeżdżali przez Gorzów w drodze na mecz do Wronek. Dla dobra gorzowsko-szczecińskich stosunków powinniśmy o nim zapomnieć.

- Wiem, że to spotkanie dla wszystkich w regionie ma naprawdę dużą wagę. Dlatego apeluję do kibiców obu drużyn: zachowajmy spokój. Niech ten mecz będzie piłkarskim świętem przez duże Ś - mówi kapitan GKP Artur Andruszczak, który przyznaje, że bardziej w pamięci zapadły mu boje kibicowskie na trybunach niż te czysto piłkarskie na boisku. - Chcę ekscytować się tylko grą, a nie tym co będzie się działo poza boiskiem - podkreśla.

Ze względów bezpieczeństwa zamknięta będzie ul. Olimpijska. Na stadion wejdziemy bramkami od strony ul. Myśliborskiej i ul. Sportowej.



W SOBOTĘ KUPISZ BILETY NA POGOŃ:

od 10 do 14 w punkcie Kolportera w Askanie (obok kina Helios)

od 11 do 14 w sklepie kolekcjonerskim "Konik" przy placu Grunwaldzkim

Kasy stadionowe będą zamknięte

normalny - 15 zł, ulgowy - 10 zł