Josef Petrik wsiada do skody

Zamienił GKP na Pogoń, bo tam miał być pewniakiem. Zmiana na dobre mu jednak nie wyszła. - Ale na tym meczu muszę być. Nawet jak nie załapię się do meczowej kadry, to wsiadam do swojej skody i jadę do Gorzowa - mówi Czech Josef Petrik.
Czeski lewy obrońca chciał mieć w Gorzowie miejsce w pierwszym składzie. Trener Adam Topolski nie mógł mu jednak tego zagwarantować, bo do gry w GKP namówił swojego syna Dawida. I zakładał sprawiedliwą rywalizację na boku defensywy. Josef Petrik dalej szukał klubu z "pewnym placem". Był przekonany, że znalazł taki w Szczecinie. Ale na razie grał tylko w sparingach. Z pierwszej jedenastki na ligę wyrzucił go Marcin Woźniak.

Kamil Siałkowski: Nie lepiej było zostać w Gorzowie niż krążyć po Polsce w poszukiwaniu nowego klubu?

Josef Petrik: Chcę się nadal rozwijać, dlatego szukałem klubu, w którym miałbym pewne miejsce w pierwszej jedenastce. W Gorzowie nie dostałem takiej obietnicy. Trenowałem z ŁKS Łódź, trener widział mnie w składzie, pojechałem nawet na obóz. I nagle mi podziękowali. To dziwne. Ponoć transfer zablokowali działacze. Trafiłem do Pogoni. Tu też w pierwszym spotkaniu ligowym nie zagrałem ani minuty. Nie spodziewałem się, że tak będzie. Grałem w sparingach, w pucharze, dobrze się prezentowałem.

Wygląda na to, że trafiłeś z deszczu pod rynnę. Nie żałujesz transferu do Pogoni?

- Przyszedłem do Szczecina zrobić krok do przodu. Na razie wygląda mi to jednak na dwa do tyłu. Zaufałem menadżerowi, który powiedział mi, że ze strony Pogoni jest duże zainteresowanie. Cieszyłem się, że będę w drużynie, która powalczy o awans. A teraz tak to wygląda, że chłopaki powalczą o awans, a ja będę oglądał. Zobaczymy, jeszcze jest dużo grania. O miejsce będę walczył, ale jeśli nadal nie będę się łapał do pierwszego składu, mogę odejść ze Szczecina już zimą. Wciąż mocno wierzę, że w Gorzowie zacznę od pierwszej minuty. Przecież wiem jak tutaj się gra, kilku piłkarzy z Gorzowa znam znakomicie.

Trenerzy wypytują cię o słabe punkty drużyny GKP?

- Nikt mnie ze sztabu o nic nie pytał. A przecież mógłbym trochę podpowiedzieć. Na razie to tylko dzwonią dziennikarze (śmiech).

Pogoń jest tak mocna, jak mocno zaczęła ligę?

- W Szczecinie mamy wyrównaną drużynę, 22 piłkarzy do grania. Pierwszy mecz wygraliśmy, ale nasza gra tak rewelacyjna jak wynik nie była. Mieliśmy problem ze stwarzaniem okazji. Dopiero bramka po godzinie gry zmieniła ten mecz. Jeszcze sporo musimy poprawić.

Jak ocenisz siłę Gorzowa w tym sezonie?

- Trudno powiedzieć. Duża strata to odejście Szymona Sawali, dobrą robotę robił też Emil Drozdowicz. Ich już w GKP nie ma, mnie też. Do tego jeszcze kontuzji doznał Dawid Dłoniak. Ściągnęliście kilku zawodników. Ale waszym największym atutem będzie to, że rozpoczęliście sezon od ważnego, wyjazdowego zwycięstwa.

Kto wygra? GKP czy Pogoń?

- Spodziewam się meczu walki. Tu sprawę zwycięstwa może rozstrzygnąć tylko jedna bramka. Kto strzeli, ten wygra. Nie jestem dobry w totolotka, nie powiem kto zwycięży. Ten mecz jest jak derby, rozmawiałem z kibicami z Gorzowa, oni tak ten mecz traktują. Ludzie ze Szczecina pewnie też. A w derbach szanse zawsze są 50 na 50. Bardzo się cieszę na ten mecz. Zobaczę chłopaków, z którymi przez cały rok mocno się zżyłem. Chciałbym się z nimi spotkać, przede wszystkim na boisku, ale może będzie mi dane tylko poza nim. Jedno jest pewne. Nawet, gdy nie załapię się do meczowej osiemnastki to przyjadę do Gorzowa. Wsiądę do swojej skody i przyjadę.

* Josef Petrik - 29-letni lewy obrońca z Czech, w poprzednim sezonie występował w GKP Gorzów, zagrał w 25 meczach (24 razy od pierwszej minuty)



W SOBOTĘ KUPISZ BILETY NA POGOŃ:

od 10 do 14 w punkcie Kolportera w Askanie (obok kina Helios)

od 11 do 14 w sklepie kolekcjonerskim "Konik" przy placu Grunwaldzkim

Kasy stadionowe będą zamknięte

normalny - 15 zł, ulgowy - 10 zł