Piłkarze GKP wzięli Kluczbork po hiszpańsku

Gorzowscy piłkarzy zaczynają pierwszoligowy sezon od zwycięstwa. W Kluczborku nasza ekipa pokazała iście hiszpański, dojrzały futbol i bez skrupułów wypunktowała beniaminka ligi. Wystarczyły dwie klarowne okazje, aby wygrać 2:1.
W Kluczborku tworzą ośrodek, który w czasie Euro 2012 może być bazą wypadową jednej z najlepszych ekip Starego Kontynentu. Kameralny stadion na trzy tysiące widzów już mają gotowy (na meczu z GKP zapełnił się do ostatniego miejsca, do niedokończonego jeszcze sektora gości weszło 18 fanów z Gorzowa), tuż obok pobudowali kilka boisk treningowych, jest już szkielet hali sportowej z zapleczem do odnowy biologicznej. W sobotę gospodarze z powodzeniem mogli zasymulować przyjazd reprezentacji Hiszpanii.

Oprawa, jak przystało na inaugurację, była godna (Kluczbork wraca na zaplecze ekstraklasy po 34 latach). A piłkarze GKP całkiem do Hiszpanów byli podobni. Zagrali w nowych meczowych strojach - koszulki mieli o kolorze krwistym ze złotymi wypustkami i numerami, spodenki były granatowe. To barwy, z którymi nie rozstają się właśnie mistrzowie Europy. Nasi starali się naśladować ich na każdym kroku.

Trener Adam Topolski, niczym hiszpański macho w białej koszuli i ciemnych okularach, przechadzał się przed meczem po murawie. Doglądał rozgrzewki, zagadywał piłkarzy. Widać było u niego duży spokój i dużą wiarę. Wszak pewność siebie to jeden z motorów napędowych drużyny klasowej. Ekipa GKP chciałaby pewnie taką być. Na tle beniaminka z Kluczborka na taką wyglądała tylko czasami.

Środka pola hiszpańskiego nie było

Gorzowianie zaczęli spokojnie, czekali na rywala na swojej połowie. Kluczbork miał szumieć, Gorzów kontrować. Tyle, że gospodarz szumiał nieśmiało. Gola strzelił z niczego, już w 19. min. Waldemar Sobota, którym w sobotę zachwycali się wszyscy, zabrał się z piłką ze środka boiska. Nieatakowany przez nikogo uderzył z 20 m po ziemi, tuż przy słupku.

Dopiero po tej akcji obudzili się Adrian Łuszkiewicz i Łukasz Maliszewski, którzy w tych strojach powinni robić za Xaviego i Andresa Iniestę. Nie robili. Od początku spotkania mieliśmy w środku pola wielką dziurę, coś zupełnie nie do pomyślenia w wybornej dla gorzowian końcówce poprzedniego sezonu. Po tym ostrzeżeniu było już lepiej, choć oczekiwaliśmy znacznie lepszej postawy Łuszkiewicza.

- Tak zadziałał na chłopaków pierwszy mecz w lidze. Dodatkowo mocno walczyło z nami słońce. Głowy nam się gotowały. Stąd brały się te błędy w komunikacji, nie było asekuracji i rywale ganiali przez środek. W najważniejszych momentach spotkania wyszła jednak nasza dojrzałość. Ze spokojem punktowaliśmy rywala - oceniał kapitan GKP Artur Andruszczak.

Traore naśladowcą Torresa

Na szczęście dla gorzowian, szybko w rolę błyskotliwego Fernando Torresa wcielił się nasz najlepszy napastnik Mouhamadou Traore. I wrócił GKP do meczu. W 31. min gorąco było w środku pola. Gospodarze sugerowali, że faulowany był Kamil Król. Sędzia nie gwizdał, a nasi grali. Maciej Truszczyński wybił piłkę byle do przodu. Z takimi zagraniami to Traore akurat doskonale wie co zrobić. Senegalczyk wziął obrońcę na plecy, kapitalnie zmylił go przyjmując futbolówkę na pierś. Wbiegł w pole karne i po długim rogu strzelił obok bramkarza MKS Krzysztofa Stodoły. Traore mógł poprawić na 2:1 sześć minut później, ale po ładnym zgraniu Maliszewskiego, z ośmiu metrów "postrzelił" Stodołę w klatkę piersiową, choć miał sporo czasu i całą bramkę przed sobą.

Co nie udało się w okazji stuprocentowej, wyszło, gdy szanse były niemal zerowe. Po 30 min gorzowskiego milczenia w drugiej połowie, po jedynej dogodnej okazji, nasi wyszli na prowadzenie. Z prawej flanki od niechcenia dogrywał Łuszkiewicz, Traore musnął tylko piłkę. Ta odbiła się od słupka, trafiła w plecy bramkarza Stodoły i wpadła do siatki. Była 75. min. GKP, niczym wytrawny snajper, wyczekał i jedyny nabój wystrzelił w odpowiednim momencie.

U Janickiego spokój Ikera

W cieniu Traore, po drugiej stronie boiska, szalał Sobota. Sam mógł rozstrzygnąć ten mecz. W 54. min świetnie uwolnił się spod niezbyt troskliwej opieki naszych obrońców, ale pojedynek sam na sam ze Sławomirem Janickim już przegrał. Bramkarz GKP kolejną "setkę" 22-latka z Kluczborka wybronił w 78. min. Gdy prowadziliśmy już 2:1. W obu sytuacjach Janicki zachował spokój Ikera Casillasa. - Czekałem do końca, nie siadałem na cztery litery i liczyłem że napastnik we mnie strzeli. Nie ja jestem bohaterem, cały zespół nim był. A już na pewno Traore, który wyciągnął nas z niebytu, gdy przegrywaliśmy - opowiadał gorzowski golkiper.

- W pierwszej sytuacji zabrakło mi precyzji, trochę się podpaliłem. W drugiej było wszystko dobrze, ale bramkarz wyciągnął tę piłkę. Jestem zły, mecz się dla nas bardzo dobrze ułożył. Sam napocząłem rywala, ale nie potrafiłem go wykończyć - żałował Waldemar Sobota.



TRENERZY O MECZU:

Adam Topolski (GKP Gorzów):

- To był mecz na dobrym poziomie. W pierwszej połowie stworzyliśmy dwie sytuacje. Mimo nienajlepszego początku, mogliśmy prowadzić już do przerwy. Uczulałem moich zawodników na Sobotę, mieliśmy go rozpisanego. Czekaliśmy na niego, nie wychodziliśmy do przodu, bo jest bardzo szybki. Ale i tak nie udało się go powstrzymać, strzelił nam gola, miał dwie "setki" w drugiej odsłonie. Dziękuję Janickiemu, że tak przytomnie się zachował.

Nie jestem zadowolony z postawy dwóch środkowych pomocników. Potrafią grać lepiej. Dostali jednak duże wsparcie od Artura Andruszczaka i Pawła Kaczorowskiego i wszystko dobrze się skończyło. Właśnie na tych doświadczonych piłkarzy mocno liczyłem i mnie nie zawiedli.

Mieliśmy sytuacje i gola nie było, a strzeliliśmy bramkę, która nie miała prawa wpaść. Bardzo się cieszę ze zwycięstwa na gorącym terenie. Tu Kluczbork będzie jeszcze wygrywał. Przyznam, że zadowoliłby mnie po tym spotkaniu nawet remis. Moja drużyna wykonała jednak zadanie w stu procentach: wygrała i zaprosiła kibiców na mecz z Pogonią w przyszłą sobotę.

Grzegorz Kowalski (MKS Kluczbork):

- Remis byłby sprawiedliwszy. Problem w tym, że futbol sprawiedliwy nie jest. Gorzowski zespół przewyższał nas kulturą piłkarską, dłużej utrzymywał się przy piłce. Ale okazji nie miał zbyt dużo. My próbowaliśmy na szalę położyć walkę i nieustępliwość. Myślę, że w tym elemencie zasłużyliśmy na jeden punkt.

Boki pomocy nie pracowały tak, jak chciałem. Moi obrońcy byli za elektryczni w swojej grze. Za szybko pozbywali się piłki. Przez to musieliśmy przez cały mecz za nią ganiać i mocno się męczyliśmy. Tego spotkania nie przegraliśmy w szatni, jak niektórzy sugerowali. Uważam, że było zupełnie na odwrót. Byliśmy przemotywowani, za bardzo chcieliśmy. To trochę nam przeszkadzało. Szkoda kibiców, którzy stworzyli naprawdę atmosferę wielkiego święta.



MKS KLUCZBORK - GKP GORZÓW 1:2 (1:1)

BRAMKI: Sobota (19.) - Traore (31.), Stodoła (75., samobójcza)

Kluczbork: Stodoła - Stawowy Ż , Jagieniak, Nowacki, Adamczyk - Szczepaniak, Surowiak, Glanowski (74. min Zieliński), Nitkiewicz (65. min Cieślak) - Sobota, Król (63. min Tuszyński).

Gorzów: Janicki - Truszczyński, Wojciechowski, Jakosz, Topolski - Andruszczak, Łuszkiewicz, Maliszewski Ż (66. min Kaczmarczyk), Kaczorowski (82. min Obem) - Piątkowski (59. min Ilków-Gołąb), Traore.



WYNIKI 1. KOLEJKI:

MKS Kluczbork - GKP Gorzów 1:2, Flota Świnoujście - Motor Lublin 2:0, Sandecja Nowy Sącz - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1, Pogoń Szczecin - GKS Katowice 3:0, Znicz Pruszków - Wisła Płock 1:1, Górnik Łęczna - Widzew Łódź 0:2, Stal Stalowa Wola - Dolcan Ząbki 1:4. Spotkanie Górnik Zabrze - KSZO Ostrowiec odbędzie się w poniedziałek. Mecz ŁKS Łódź - Warta Poznań został przełożony.