Traore: Wreszcie to my mamy szczęście

- Ciekawą drużynę mieliśmy już przed rokiem, ale nie sprzyjało nam szczęście. Mecz w Kluczborku pokazał, że fart chce być tym razem przy nas. A to daje szansę na grę wysoko - mówi ?Gazecie? piłkarz, który odwrócił losy sobotniego pojedynku.
Senegalski napastnik składa na łamach "Gazety" tyleż poważną, co niespodziewaną deklarację: GKP Gorzów, przy sprzyjających okolicznościach, stać na miejsce w pierwszej czwórce ligi! Sęk w tym, że sam Traore nie wie jeszcze, czy będzie częścią misternego planu gorzowskiej ekipy. Do końca sierpnia może zmienić klub. I nie wyklucza, że zamieni Gorzów na któryś z ekstraklasowych zespołów.

Kamil Siałkowski: Można powiedzieć, że w pojedynkę "załatwiłeś" drużynie GKP zwycięstwo w Kluczborku?

Mouhamadou Traore: Gdybym tak mówił to mocno bym przesadził. Strzeliłem bramkę w pierwszej połowie, pomogłem bramkarzowi wpuścić drugiego gola, już po przerwie. Tyle. Ja tylko figuruję na liście strzelców. Oczywiście, pierwszy gol mógł się podobać. Lubię tak grać, pierwszy kontakt często zaskakuje obrońców. Ale bohatera ze mnie nie róbcie. W futbolu liczy się praca zespołowa.

Jak wobec tego zagrał zespół, którego Traore jest częścią?

- Nasza drużyna była mocno zdeterminowana. Pracowaliśmy bardzo ciężko, aby osiągnąć taki rezultat. Zawsze dobrze jest zacząć od zwycięstwa. Ale zdajemy sobie sprawę, że w naszej grze jest jeszcze trochę słabych punktów. Za tydzień, w meczu z Pogonią, musimy być lepiej skoncentrowani niż w Kluczborku.

W pierwszym meczu sezonu mieliśmy dużo szczęścia.

- Szczególnie przy drugiej bramce. Trzeba mieć wielkiego farta, aby zdobyć takiego gola. Ale z drugiej strony, w pierwszej połowie byłem sam na sam z bramkarzem i to on miał dużo szczęścia. Liczę, że ta wygrana to dobry prognostyk. Mam nadzieję, że w drugim roku w pierwszej lidze będziemy już mieli więcej szczęścia. A jeśli los będzie nam sprzyjał, możemy zrobić naprawdę bardzo dobry wynik.

O co możemy grać? O miejsce w środku tabeli?

- Mamy ekstra drużynę, wszystko gra jak należy. Przed rokiem też mieliśmy ciekawą ekipę, ale szczęście nas opuściło. I dlatego walczyliśmy do końca o utrzymanie. Teraz będziemy grali wysoko. Myślę, że stać nas nawet na miejsce w pierwszej czwórce ligi. To możliwe, trzeba tylko w to wierzyć. I mieć szczęście. Jeśli będziemy nadal tak dobrze pracować, a nie będziemy dużo gadać, to możemy to osiągnąć.

Ambitne marzenia. Ale wróćmy na chwilę na ziemię. Kibice zastanawiają się, czy zostaniesz w Gorzowie na dłużej. Zagrasz w GKP do grudnia? Do końca sezonu?

- Trudne pytanie. Odkąd gram w Gorzowie, cały czas idę do przodu. Coraz lepiej czuję się na boisku, fizycznie, psychicznie, pod każdym względem. Trener Topolski robi teraz kapitalną robotę, szczególnie zyskują na tym napastnicy. Jestem szczęśliwy, że tu jestem. Nie mogę jednak obiecać, że nie odejdę. Dużo zależy od mojego menadżera.

Czyli nie znamy dnia, ani godziny.

- Nie wiem, co jest lepsze dla mnie - zostać czy odejść do wyższej ligi. Może właśnie teraz powinienem podjąć wyzwanie w ekstraklasie? Mam spory dylemat. Dużo hałasu jest wokół mnie. Staram się koncentrować na swojej grze, nie na spekulacjach transferowych. Z klubami rozmawia menadżer, ja mam grać jak najlepiej. Dlatego trudno jest mi odpowiedzieć na pytania o przyszłość w GKP.