Piłkarzy GKP utrzymał w lidze hipnotyzer?

Drużynę piłkarską do lepszej gry motywuje: premia od prezesa, doping kibiców, dużo daje zmiana trenera. A może wystarczy zahipnotyzować bramkarza i najlepszego strzelca? Czy to pomogło GKP Gorzów w utrzymaniu się w lidze?
Bramkarz Dawid Dłoniak i superstrzelec gorzowskiej drużyny Emil Drozdowicz na finiszu ligi korzystali z pomocy psychologa sportowego. Dłoniak miał za sobą trudny okres. Nie grał od października ub. roku. Do pierwszej drużyny przywrócił go trener Adam Topolski (28 kwietnia zastąpił Mieczysława Broniszewskiego). W ostatnich meczach gorzowski golkiper był jednym z najmocniejszych punktów GKP. Drozdowicz też miał problemy. Od początku wiosny nie mógł zdobyć gola. Dopiero w końcówce przypomniał sobie, jak się strzela. Zdobył sześć bramek w czterech meczach! Czy "złotym środkiem" były w ich przypadku seanse hipnotyczne?

Jak wygląda taki seans? - Wprowadzam zawodnika w stan hipnozy. Wyłączamy po kolei wszystkie kanały, na których odbiera rzeczywistość. Pozostaje tylko jeden - pomiędzy mną a nim. Zaczynamy od oswojenia się z lękiem, później buduję u niego pewność siebie. To istotny moment. Najważniejsze jest jednak wprowadzenie i doskonalenie techniki z konkretnego sportu. Przekonuję zawodnika, jakie ruchy ma wykonywać, co poprawić. Widzi siebie, stojąc obok. Na koniec seansu wprowadzam siłę. I wychodzimy ze zmienionego stanu świadomości. Całość eksperymentu trwa godzinę, czasami półtorej - opowiada dr Ryszard Botwina.

Na Zamiejscowym Wydziale Kultury Fizycznej w Gorzowie (filia poznańskiej AWF) wykłada m.in. psychologię sportu. Jest autorem kilku książek na ten temat. Przed siedmioma laty ukazała się ważna pozycja w tej dziedzinie - "Mentalne wspomaganie sportowców"(napisał ją razem z Włodzimierzem Starostą). Ale Botwina - pod pseudonimem George Smeaton - napisał też cztery powieści z gatunku real fiction. Przedstawiał w nich świat widziany m.in. oczyma zabójcy Johna Kennedy'ego. W tym roku już pod swoim nazwiskiem w wydawnictwie Zysk wyda "Gorsze Genesis", opowieść o współczesnej Polsce, w której motywem przewodnim będzie miłość portiera ze Zrembu z prostytutką z Wałbrzycha.

Psycholog pomógł za darmo, bo miał dług u kibiców

Jak Botwina trafił do GKP? - Znajomy, u którego w kiosku robię zakupy, jest zagorzałym kibicem piłki nożnej. Pewnego dnia zapytał, czy nie mógłbym pomóc piłkarzom z Gorzowa - wspomina Botwina. Ekipa z Gorzowa od początku roku mocno dołowała, nie mogła wygrać meczu. Odrodziła się dopiero w końcówce, odbiła z samego dna tabeli i utrzymała w pierwszej lidze po wygranym dwumeczu barażowym ze Ślęzą Wrocław.

Przed błyskotliwym finiszem Botwina sam się zgłosił do klubu. Spotkał się z prezesem Sylwestrem Komisarkiem. Ten był zainteresowany, ale zastrzegł, że nie znajdzie pieniędzy na psychologa. - Mimo tego zacząłem współpracę. Zrobiłem to dla fanów, nie dla prezesa. Klub i prezes nawet mi nie podziękowali. Ale może to i dobrze. Po prostu czułem, że mam do spłacenia dług wobec kibiców. Jeden z moich magistrantów pisał pracę o stosunkach między nimi. Spotkał się z miłym przyjęciem. Pomoc drużynie to było moje podziękowanie dla nich - kontynuuje specjalista od mentalnego wsparcia sportowców.

Kto kogo przekonał? I dlaczego nie psycholog

Adam Topolski, trener GKP, ma opinię dobrego motywatora. Do tematu hipnozy podchodzi jednak niechętnie. - Prezes poprosił mnie, abym zapytał się piłkarzy, kto chce skorzystać z pomocy psychologa. Zgłosiło się tylko dwóch, Emil Drozdowicz i Dawid Dłoniak - wspomina szkoleniowiec. - Nie ukrywam, że obaj na finiszu pomogli drużynie. Ale nie przeceniajmy wartości seansów hipnotycznych. Pamiętajmy, że utrzymał się cały zespół, nie tylko dwóch piłkarzy. Wywalczyliśmy miejsce w pierwszej lidze na boisku - podkreśla Topolski.

Botwina ma inną teorię. - Trener nie tylko nie chce rozmawiać o pomocy psychologicznej, ale zawłaszcza też sobie efekty cudzej pracy. Nie mam pretensji do niego. Nie mówię też, że to ja utrzymałem GKP. Ale są granice opowiadania bajek. W jednym z wywiadów przeczytałem, że wg trenera, którego uważam za sympatycznego faceta, sposobem na odblokowanie Emila było powtarzanie mu, że ludzie będą go całować po rękach - ironizuje psycholog.

Emil Drozdowicz, najlepszy strzelec GKP, był u Botwiny dwa razy. - Najpierw pracowaliśmy nad tym, aby stwarzał sobie sytuacje, wbiegał w pole karne i szukał okazji, np. faulu obrońcy. I wywalczył dwa rzuty karne, w Płocku i na Olimpijskiej z Odrą Opole. Później zaczął strzelać bramki - przekonuje dr Botwina.

Piłkarz broni Topolskiego. - Punktem zwrotnym była tu zmiana trenera. Gdy przyszedł Topolski, zacząłem myśleć tylko o piłce - uważa jednak Drozdowicz. Ale też nie wyklucza, że pomoc Botwiny mogła mieć wpływ na jego formę.

Wsparcie mentalne musi być

Z uśmiechem "Drozda" wspomina pierwszy seans. - Porozmawialiśmy, myślałem, że to wszystko. A tu się okazało, że seans się dopiero zaczyna. Te spotkanie mogło zmienić moje podejście do gry. Na boisku myślałem, o tym co doktor kazał mi robić. Trudno ocenić, ile procent wkładu jest psychologa, a ile trenera. Jestem jednak przekonany, że tacy ludzie powinni być przy klubach. Aby każdy, kto ma ochotę, mógł skorzystać - podkreśla napastnik gorzowskiej drużyny.

Botwina uważa, że Drozdowicz już wkrótce może być jednym z najlepszych strzelców w ekstraklasie. Wystarczy, że nad nim popracuje. - Ten chłopak ma dobre umiejętności, świetne zdrowie. Trzeba popracować nad sferą psychiki. Gdy zyska pewność siebie, będzie nie do zatrzymania. Widzę, że ma niesamowity dryg do rzutów wolnych, tylko musi uwierzyć, że trafi - opowiada gorzowski wykładowca.

Jak psycholog pracował z Dawidem Dłoniakiem? - Wmówiłem mu, aby popatrzył na sytuację oczyma napastnika. Co widzi zawodnik, który stoi przed nim, jakie opcje ma do wyboru i na którą decyduje się najczęściej - tłumaczy Botwina. Od meczu ze Zniczem Pruszków Dłoniak wpuścił sześć bramek (aż trzy w pechowo przegranym spotkaniu w Płocku) w siedmiu pojedynkach. - Dzięki dr Botwinie wróciła pewność siebie z najlepszych czasów. Dużo dała też stanowcza decyzja trenera Topolskiego. Postawił na mnie, byłem numerem jeden. Lepiej się czuję, gdy mam jasną sytuację - podkreśla bramkarz GKP.

Hipnotyzer na etacie dla wszystkich sportowców?

Wykładowca ZWKF ze sportowcami pracuje od igrzysk w Atlancie w 1996 r. Wtedy zajmował się studiującymi w Gorzowie zapaśnikami (pomógł Andrzejowi Wrońskiemu w zdobyciu złotego medalu). Wspierał też Krzysztofa Cegielskiego (przed mistrzostwami świata juniorów w 2000 r. i w trakcie rehabilitacji po wypadku), na początku kariery pomagał Pawłowi Hlibowi i Michałowi Rajkowskiemu. Na seanse w ostatnim sezonie przychodził piłkarz ręczny Jarosław Galus z gorzowskiego AZS AWF. Na swoim koncie psycholog ma też współpracę z Rafałem "Waleczne serce" Petertilem, zawodnikiem walczącym w K-1. Ostatnio spotykał się z tyczkarką Anną Rogowską.

Psycholog zajmujący się m.in. seansami hipnotycznymi przyznaje, że chciałby się zająć całym gorzowskim sportem. - Już kiedyś złożyłem taką propozycję Stanisławowi Woźniakowi [naczelnik wydziału kultury fizycznej w gorzowskim magistracie - przyp. red.]. Zostałbym zatrudniony w urzędzie, dostałbym wypłatę. I byłbym na usługach każdego sportowca, który chciałby mentalnego wsparcia - przekonuje.

Prezydent Gorzowa Tadeusz Jędrzejczak zna Botwinę, ale przyznaje, że nie słyszał o tej propozycji. - Wiem, że mamy takiego szamana w mieście. Tak go nazywają na uczelni, tak mówią o nim w Polskim Komitecie Olimpijskim. Rozmawiałem na jego temat z prezesami niektórych klubów. Podpowiadałem, że można się do niego zgłosić. Ale w gestii Urzędu Miasta nie leży zapewnienie sportowcom opieki psychologicznej. O to każdy powinien zadbać sam - tłumaczy prezydent Jędrzejczak.