Sport.pl

Artur Andruszczak: Walczak to ciągle ja

- Nie zawiodę kibiców, którzy czekają na walczaka Andruszczaka! Czuję się mocny. Dałbym radę nawet w ekstraklasie. Do Gorzowa nie przychodzę na piłkarską emeryturę - zapewnia wychowanek gorzowskiego futbolu, który właśnie opuszcza boiska elity i wraca do GKP.
"Andrut" w gorzowskiej drużynie nie grał przez 12 lat. W tym czasie wprowadził do ekstraklasy trzy zespoły, w barwach czterech ekip biegał na boiskach najlepszej ligi w Polsce. Teraz, mimo niepewnej sytuacji w GKP, wraca do Gorzowa. I chce na finiszu kariery przypomnieć się piłkarskim kibicom w rodzinnym mieście.

Kamil Siałkowski: Długo trzeba było cię namawiać do powrotu do domu?

Artur Andruszczak: Nikt mnie jakoś specjalnie nie musiał przekonywać. To była moja decyzja. Uznałem, że najwyższy czas już wrócić do Gorzowa, zakończyć tułaczkę po Polsce. Nie miałem żadnej propozycji z ekstraklasy, były oferty tylko z pierwszej ligi. A przecież zaplecze elity mam w domu. Jeśli miałem już zagrać w tej lidze, to tylko w Gorzowie. Pojawił się także temat wyjazdu zagranicę - na Cypr czy do drugiej ligi greckiej. Ale tam ligę zaczynają później. Nie chciałem czekać w zawieszeniu do sierpnia.

Ostatni sezon w ekstraklasowej Lechii był ciężki, zagrałeś ledwie w 10 spotkaniach. Poczułeś, że to jest już ten moment, aby zejść poziom niżej?

- W tych meczach udowodniłem, że potrafię jeszcze grać w piłkę na ekstraklasowym poziomie. Jestem przekonany, że poradziłbym sobie w elicie. Gdybym dostał propozycję z najwyższej ligi, przesunąłbym powrót do domu o kolejny rok. W gdańskim klubie zmienił się jednak właściciel. Dostałem sygnał, że będą w Lechii stawiać na młodzież i dla "starego" Andruszczaka [11 czerwca gorzowianin skończył 32 lata - przyp. red.] miejsca nie będzie.

Czujesz się spełniony piłkarsko? Jesteś zadowolony ze swojej kariery?

- Jestem dziwnym przypadkiem. Teraz zawodników szkoli się przez 12 lat, zaczyna się kształtować sześciolatka, a do seniorskiej piłki wchodzi się po osiemnastce. Ja przeszedłem taki ekspresowy cykl piłkarskiego dojrzewania. Zacząłem trenować w wieku 10 lat, a już po pięciu latach grałem w seniorach Stilonu Gorzów. Widocznie miałem jakiś talent. Mam za sobą bogatą karierę. Zagrałem w ekstraklasie ponad 150 meczów. Zdobyłem mistrzostwo Europy do lat 16, później też występowałem w młodzieżówce. Pamiętam te czasy, jakby to było wczoraj. Juniorskie złoto to była trampolina do kariery. Miałem nawet propozycję przejścia do młodzieżowej drużyny Saint Etienne, ale ostatecznie do Francji pojechał kolega z Nowej Soli, a nie ja. Trafiłem później do GKS Katowice. Od tego klubu zaczęła się poważna przygoda. Podsumowując, jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem. Choć mocno w karierze przeszkadzały mi kontuzje.

Myślałeś kiedyś, gdzie mógłbyś zajść, gdyby nie problemy ze zdrowiem?

- Miałem siedem operacji. Dochodzenie do pełni zdrowia zabrało mi dużo czasu, kontuzje wyjęły mi praktycznie trzy lata ze sportowego życia. Gdy gorzowska drużyna spadała z drugiej ligi, miałem dobrą rundę, strzeliłem kilka bramek jako skrzydłowy. Wtedy poszedłem do ekstraklasy, do Gieksy. Właśnie z Katowic mogłem trafić do reprezentacji Polski. Seniorską kadrę prowadził wtedy Jerzy Engel. Wiem, że znalazłem się w jego notesie. Ale gdy byłem naprawdę w bardzo dobrej formie, doznałem poważnej kontuzji kolana I wtedy reprezentacyjne marzenia prysły jak bańka mydlana.

Kibice pamiętają Andruszczaka walczącego. Właśnie taki zawodnik wraca do GKP po 12 latach?

- Nigdy nie odstawiałem nogi. I teraz też nie będę. Moja gra opiera się na przygotowaniu fizycznym i nieustępliwej walce. W pierwszej lidze tak właśnie się gra. Tu taktyka nie jest tak ważna, jak w ekstraklasie. Tu trzeba walczyć o każdą piłkę. I wtedy można zrobić wynik. Jestem gotowy, aby walczyć. Nie przyszedłem tu na emeryturę, chcę się pokazać kibicom. Mam tu kolegów. Jest dla kogo grać, bo na mecze przychodzi coraz więcej kibiców. Fani mogą liczyć na Andruszczaka walczaka.

O co w nowym sezonie zagra GKP z Andruszczakiem w składzie?

- Ciężko powiedzieć. Gorzowski zespół w poprzednim sezonie wyglądał naprawdę dobrze. Teraz jest trochę strat. Ale myślę, że stać GKP na walkę w środku tabeli. To powinno być dla nas minimalne założenie. Mam nadzieję, że prezesowi Komisarkowi uda się tu z trenerem Topolskim i menedżerem Niewiadomskim zbudować drużynę na miarę potencjału Gorzowa. I że nie przeszkodzą tym planom żadne polityczne targi.

Właśnie, nie boisz się, że GKP nie wystartuje w lidze? Prezes Komisarek grozi, że jeśli miasto nie pomoże piłce, to piłki w Gorzowie nie będzie

- Nie możemy na to pozwolić. W tym mieście jest miejsce dla piłki na przynajmniej pierwszoligowym poziomie. Sport w ogóle, a tym bardziej futbol powinien łączyć, a nie dzielić. Powinien być ponad podziałami. Apeluję do polityków o rozwagę. Nie pozwólmy zniszczyć tego, co w Gorzowie już zrobiono dla piłki.

* Artur Andruszczak - wychowanek Stilonu, wraca do Gorzowa po 12 latach. W tym czasie grał w czterech ekstraklasowych klubach, rozegrał na boiskach elity 171 spotkań, strzelił 10 goli.