Sport.pl

Topolski pomógł utrzymać i chce walczyć z GKP o więcej

Gdy 58-letni szkoleniowiec przyszedł do GKP, dla gorzowian zaczęła się majówka. W dziewięciu meczach pod wodzą Adama Topolskiego tylko raz przegraliśmy. Zostaliśmy w pierwszej lidze. - Chciałbym dalej tu zwyciężać - zapowiedział trener.
W jednej z klasyfikacji za sezon 2008/09, biorąc pod uwagę zespoły ekstraklasy i pierwszej ligi, GKP znalazło się na samym szczycie - jako jedyni mieliśmy w rozgrywkach aż czterech trenerów. W maju dorównał nam tylko właśnie zdegradowany do drugiej ligi Tur Turek. - Tak się życie potoczyło i nie ma co już do tego wracać - stwierdził prezes gorzowskiego klubu Sylwester Komisarek. - Chciałbym, abyśmy teraz znaleźli się na szarym końcu tej tabeli. Miło mi, że trener Topolski chce dalej być z nami. Myślę, że się dogadamy i Gorzów czeka szkoleniowa stabilizacja. Na pewno, tak jak ostatnio, nie dam zrobić się w balona. Wyciągnąłem wnioski i chcę, aby trener nie decydował o wszystkim, a w swoich wizjach i planach szedł na kompromis. Scenariusz z grudnia, stycznia i lutego na pewno już nigdy się nie powtórzy.

Zatrudnienie zimą Mieczysława Broniszewskiego i jednoczesna rewolucja w składzie to był jeden z największych niewypałów ostatnich lat. Zespół zastraszony (za jedno zdanie lub rozmowę przez komórkę można było na długo trafić nas trybuny) pokazywał dobre ułożenie - tego trenerowi Broniszewskiemu nie można zarzucić - brakowało jednak walorów piłkarskich - zaciętości, agresji, walki o każdą piłkę. Stres przynosił też proste błędy. Aby wygrać potrzebowaliśmy walkowera. Wszystko odmieniło się w pierwszych dniach maja. Ekipa Topolskiego zagrała dziewięć razy (licząc baraże ze Ślęzą Wrocław). Pięć razy wygrała, trzy razy zremisowała i tylko raz przegrała, tracąc dwa gole w Płocku (2:3) dopiero w ostatnich minutach. - Nie chcę i nie będę oceniał tego co było - powiedział Topolski. - Mogę mówić o meczach, na które miałem wpływ. Na pewno spotkałem tutaj, także na trybunach, czy w drużynie juniorów, grupę ambitnych ludzi, także naprawdę utalentowanych piłkarzy. Dałem im oddech, uśmiech w szatni, przestawiłem także GKP na futbol ofensywny, który uwielbiam, ale z odpowiedzialnymi osobami w zabezpieczeniu własnej bramki. Na początku brakowało nam trochę szczęścia, ale w końcu wypaliło. Szkoda, że sezon nie trwa dalej, bo z tymi zawodnikami za chwilę bylibyśmy w czołówce tabeli.

Topolski postawił na ofensywną trójkę. Mouhamadou Traore, Emil Drozdowicz i Mateusz Piątkowski w dziewięciu spotkaniach strzelili aż 17 goli (z 21 zdobytych). Wrócił również do piłkarzy, którzy stanowili o sile gorzowskiej drużyny jesienią (Paweł Kaczorowski, Josef Petrik, Dawid Dłoniak), a za Broniszewskiego nie mieli szans na grę. - Ludzie z ataku, w zmodyfikowanym ustawieniu, mogli pokazać wszystkie swoje atuty i dzięki temu dawali drużynie z meczu na mecz więcej - opowiadał gorzowski szkoleniowiec. - W końcówce rundy zespół pokazał tyle, że zrobił sobie naprawdę świetną reklamę. Nie jest tajemnicą zainteresowanie kilkoma graczami innych klubów, także z ekstraklasy.

Szkoleniowiec również uzupełnił swoje CV o bardzo pozytywny wpis. Utrzymał kolejny zespół w lidze, zyskał sobie sympatię zawodników i przede wszystkim kibiców. Co będzie robił dalej? - Nie ukrywam, że chciałbym dalej pracować w Gorzowie i zagrać o coś więcej niż tylko o utrzymanie - zapewnił Topolski. - Na początku tygodnia będziemy rozmawiać i wtedy wszyscy staniemy się mądrzejsi. Ten skład gwarantuje walkę wysoko i wiele radości dla fanów. Nie łudzę się, że nie będzie zmian, bo nikogo nie wolno blokować i zatrzymywać na siłę. Trzon czegoś bardzo dobrego może jednak pozostać, jest klimat dla piłki, pełne trybuny, a więc zainteresowanie. W takich warunkach warto robić coś fajnego. Mam nadzieję, że za miesiąc, bez rewolucji kadrowej, razem poszukamy kolejnych zwycięstw dla GKP.