Sport.pl

Na koniec mogą poświętować, GKP gra ze Ślęzą w piątek o 17

- Po wielkim stresie, chwilach zwątpienia, należy nam się taki dzień na zabawę. Mam nadzieję, że kibice, mimo rozstrzygnięcia baraży, przyjdą tłumnie i poświętują w piątek z nami - apeluje trener GKP Adam Topolski.
W pierwszym pojedynku o pierwszą ligę gorzowianie rozgromili Ślęzę we Wrocławiu 5:0. - Pewnie są tacy, którzy chcieli remisu lub naszej minimalnej porażki, aby wszystko wisiało na włosku jeszcze do piątku - stwierdził trener Adam Topolski. - W zespole nastroje były jednak zupełnie inne. Przecież my pod napięciem gramy praktycznie całą wiosnę. Ciągle balansujemy na krawędzi. Wielu już nie wierzyło w nasze utrzymanie. Dlatego założyliśmy, że barażowe gdybanie zakończymy już na wyjeździe. Choć raz zaoszczędzimy sobie nerwów i podczas rewanżu będziemy tylko się bawić.

Jak więc zachęcić kibiców do przyjścia kibiców w piątek o godz. 17 na stadion przy Olimpijskiej? Przecież nawet trener Ślęzy Grzegorz Kowalski (wprowadzał GKP do pierwszej ligi, ale później, po sześciu pojedynkach został zwolniony) już we wtorek gratulował naszej drużynie pozostania w pierwszej lidze. - Myślę, że naszym fanom, wpierającym nas wszędzie, na dobre i na złe, nie trzeba wysyłać specjalnego zaproszenia - powiedział Topolski. - To jest świąteczny dzień piłkarzy, działaczy, trenerów, ale przede wszystkimi kibiców. Zaplecze ekstraklasy to już jest elitarne miejsce, trudno się tutaj dostać, bardzo trudno pozostać na dłużej. Hasło "Pierwsza liga dla Gorzowa!" będzie jednak trwać i w ostatnim spotkaniu sezonu wszyscy powinniśmy sobie za to podziękować. I życzyć sobie, aby następne rozgrywki były mniej nerwowe i lepsze dla GKP piłkarsko.

Po powrocie z Wrocławia Topolski zarządził trening na środę, a w czwartek dał drużynie wolne. Gorzowianie wezmą więc Ślęzę z marszu. W trakcie meczu ma być czas na zabawę i niespodzianki dla fanów, ale na pewno to nie będzie piknik. - Może Dawida Dłoniaka przesunę z bramki do ataku, albo szybko dogłosimy prezesa Komisarka i zagra z nami - sypał pomysłami szkoleniowiec GKP. - A tak naprawdę to wiemy, że wrocławianie będą chcieli nam się mimo wszystko odgryźć. Słyszałem, że mówią o nich jak o młodych chłopakach. Widziałem jednak tam kilka naprawdę znanych piłkarzy z ekstraklasową przeszłością. Dlatego ich absolutnie nie zlekceważyliśmy i pierwszy mecz tak wyglądał jak wyglądał. Na Gorzów w tej chwili nie ma jednak mocnych, bo ostatnio gramy jak zespół z czołówki, a nie dołu ekstraklasy.

Topolski przewiduje, że w piątek w szwach będzie pękała... honorowa trybunach. Dlaczego? Bo o formie i wartościowych graczach w GKP wszyscy już wiedzą. Teraz każdy menadżer chce oglądać gorzowian. Nasz trener nie mylił się. Już we Wrocławiu widzieliśmy na trybunach wiele znanych twarzy. Jeszcze więcej padało komplementów. Dlatego ostatni mecz sezonu zapewnie będzie również dniem pożegnań. Kilku z naszych piłkarzy na pewno nie uda się zatrzymać na następny sezon, bo poważnie pyta się o nich ekstraklasa. - W tym składzie za kilka miesięcy bylibyśmy czołowym klubem pierwszej ligi - zakończył trener Topolski. - W tej grupie ludzi widzę naprawdę ogromny potencjał. Taka jest jednak kolej rzeczy i w drodze do piłkarskiej sławy nikogo nie wolno hamować. Za nimi są kolejni, którzy marzą o wielkim futbolu. Tak jak z Odrą, Wartą, Motorem i Ślęzą oni mogą dalej wygrywać dla GKP.