Sport.pl

Kapitan Szymon Sawala opowiada jak GKP się przebudził

- Zmiana trenera z Broniszewskiego na Topolskiego nastąpiła w ostatnim, możliwym momencie. Dzięki niej jesteśmy w tym miejscu i pierwsza liga jeszcze nie jest stracona - mówi ?Gazecie? kapitan piłkarskiej drużyny GKP.
Piłkarze GKP finisz ligi mieli piorunujący, załapali się do baraży. Drużynę z Gorzowa odmienił Adam Topolski - w siedmiu meczach za jego "kadencji" nasza ekipa zdobyła 12 pkt. W ośmiu grach za trenera Broniszewskiego wywalczyła zaledwie pięć, w tym komplet za walkower z Kmitą...

Kamil Siałkowski: Trudno się z tobą umówić, po meczu z Motorem szybko zniknąłeś ze stadionu. Powód - żona w ciąży. W takim momencie sezonu to bardziej przeszkadza czy motywuje?

Szymon Sawala: Wpływa to na mnie pozytywnie. To będzie moje pierwsze dziecko. Staram się oddzielić sprawy prywatne od boiskowych historii. Dlatego w czasie meczu nie myślę o tym, a na pewno mnie to nie dekoncentruje. Raczej działa pobudzająco. W piątek rzeczywiście musieliśmy szybko uciekać, bo żona źle się czuła. Jest w piątym miesiącu ciąży. Wiemy, że będzie chłopiec, chcemy go nazwać Milan, bo prywatnie jestem fanem AC Milan.

Wielką radość oglądaliśmy po zwycięstwie z Lublinem. Feta na stadionie, jak byśmy już w pierwszej lidze się utrzymali.

- Taka zdecydowana wygrana była nam potrzebna. Na taki mecz kibice czekali cały sezon. W piątek był czas na radość, oczywiście wszystko z głową. Niektórym pewnie przyjdzie myśl, że była wielka balanga. Szymon Sawala może się przyznać: świętował w domu, z żoną (śmiech). Wiem, jako kapitan, że pozostali też nie przesadzali. Na boisku pokrzyczeliśmy, w szatni pośpiewaliśmy. Ale każdy w środku już rozmyślał o kolejnym meczu. Poczekajmy tydzień, wygrajmy baraż ze Ślęzą, to będzie święto.

Wygraliśmy 6:1! Czemu tak długo musieliśmy czekać na taką grę GKP?

- Już wcześniej graliśmy podobnie, do przodu. Tylko piłka nie chciała wpaść do siatki. Ciągle pytaliście nas: co się dzieję? kiedy to się skończy? W piątek wszyscy dostaliśmy świetną odpowiedź. Myślę, że presja nas trochę paraliżowała. Gdy w drugiej połowie z Motorem prowadziliśmy, graliśmy na luzie, to wpadało nam praktycznie wszystko. Ten mecz pokazał, gdzie jest miejsce GKP. Oczywiście w pierwszej lidze!

Gorzów mógł się utrzymać bez baraży?

- Myślę, że tak. Byli tacy, którzy na różnym etapie sezonu popełnili błędy. Te zimowe zawirowania to było istne szaleństwo. Rewolucja za trenera Broniszewskiego, szybkie decyzje prezesa Sylwestra Komisarka, choćby w sprawie zrezygnowania z Dawida Dłoniaka i późniejsze przywrócenie go do kadry. Był taki moment, że przychodziliśmy do klubu i zastanawialiśmy się, co się wydarzy. A nie jak będzie wyglądał nasz najbliższy mecz. Najważniejsze jednak, że wszystkie błędy w porę zostały naprawione. W ostatnim, możliwym momencie.

Największy błąd to zatrudnienie Mieczysława Broniszewskiego?

- Być może. Pamiętajmy jednak, że trener Broniszewski nas do tej rundy przygotował. Za jego czasów trafiłem do rady drużyny, byłem kapitanem, dużo grałem. Ale równie dobrze mogłem podzielić losy Pawła Kaczorowskiego. To doświadczony piłkarz, ma swoje zdanie, a poprzedni trener nie chciał takich ludzi w zespole. Wystarczyłaby jedna pyskówka i też może teraz siedziałbym gdzieś na ławce, albo na trybunach. Uważam, że presja na wynik mocno odbijała się także na trenerze Broniszewskim. Nie potrafił tego zatrzymać w sobie, stąd napięta atmosfera w szatni.

Trener Topolski z miejsca rozładował te napięcie.

- Tak, to bardziej otwarty człowiek. Nie bał się wprowadzenia luźnej atmosfery. Potrafił rzucić jakiś dowcip, razem z nami się wygłupiał. Mieliśmy świadomość, że GKP to jeden wózek. I razem na nim jedziemy. Topolski nastroił nas pozytywnie. Dzięki niemu dostaliśmy się do baraży. Zmienił ustawienie, co też miało znaczenie. Zacząłem grać na środku obrony, nawet nieźle mi to wychodzi. Dobrze się uzupełniamy z Maćkiem Truszczyńskim. A przecież ja od zawsze grałem na środku pomocy, a on na prawej obronie.

Topolski mówi, że wygrana z Motorem to początek drogi do utrzymania.

- Co za nami, już nieważne. Trzeba to oddzielić grubą kreską. Teraz wszyscy koncentrujemy się na kolejnej przeszkodzie, czyli na dwóch meczach ze Ślęzą Wrocław.

Zespół z Wrocławia prowadzi Grzegorz Kowalski. To może utrudnić nam zadanie?

- Mimo tej zimowej rewolucji, w GKP grają teraz głównie zawodnicy, którzy byli w klubie już za czasów trenera Kowalskiego [w pierwszej jedenastce gorzowian w meczu z Motorem zagrało ośmiu piłkarzy, których trener zna z rundy jesiennej - przyp. red.]. Niedobrze, że gramy ze Ślęzą, bo tam jest trener Kowalski, on nas zna. Dobrze, bo ten zespół nie jest taki mocny, jak tabela pokazuje. Nie można ich jednak lekceważyć. W pierwszym spotkaniu zagramy bezpieczniej. Ale gdy nadarzy się szansa, trzeba załatwić sprawę już we Wrocławiu. Stać nas na to.

* Szymon Sawala - kapitan gorzowskiego pierwszoligowca, jeden z niewielu piłkarzy GKP, którzy byli podporą drużyny i za trenera Mieczysława Broniszewskiego, i Adama Topolskiego.