Sport.pl

GKP wciąż bez zwycięstwa, to boli i zaczyna być nudne

Z każdym meczem jesteśmy coraz bliżej kompletu. Pocieszenie to marne, bo jesteśmy też bliżej spadku. GKP zagrał w sobotę na remis z Katowicami. Niby dobre osiągnięcie. Nasi mieli jednak okazję, aby z murawy podnieść trzy punkty.
Po remisie z "Gieksą" jest niedosyt, bo nasi długimi fragmentami byli od gospodarzy po prostu lepsi. Przede wszystkim do przerwy. W drugiej odsłonie dali jednak rywalom więcej miejsca na rozgrywanie akcji, a ci musieli to w końcu wykorzystać.

Kolejny raz musimy opowiedzieć o odważnych ruchach trenera GKP. Adam Topolski wprowadza w życie hasło: w szaleństwie też jest metoda. W sobotę w Jaworznie (tam, na boisku w fatalnym stanie, gościnnie gra GKS, bo swój stadion ma w remoncie) zaczął mecz z trzema napastnikami i trzema pomocnikami. Założenie to ofensywne, choć samo ustawienie było płynne i zmieniało się w zależności od sytuacji na boisku. Gdy byliśmy na prowadzeniu Emil Drozdowicz często wracał do środka na ostrą walkę do spółki z defensywnym Adrianem Łuszkiewiczem, prawego pomocnika Jakuba Cieciurę nierzadko oglądaliśmy wtedy nawet na prawej obronie.

Atak na hurra!

Ofensywny pomysł Topolskiego wypalił. Gorzowianie wściekle zaatakowali od pierwszego gwizdka. Już w 2. min, po strzale Łukasza Maliszewskiego z linii pola karnego, piłka wylądowała w siatce gospodarzy. Sędzia liniowy zasygnalizował jednak spalonego. Dwóch naszych po wrzutce Adriana Łuszkiewicza z wolnego i interwencji obrońców "Gieksy" było, co prawda na pozycji spalonej, ale nie uczestniczyli w tej akcji. Nie minęło 60 s, a swoją okazję miał Mouhamadou Traore. Senegalski napastnik GKP wkręcił w murawę Mateusza Srokę, wbiegł w pole karne. Z ostrego kąta uderzył jednak w boczną siatkę. Gorzowianie mieli na początku spotkania inicjatywę. Tworzyli okazję za okazją. Brakowało jednak wykończenia, czytaj strzału w ogóle.

Szczęście przy nas. Na moment tylko

Bramkę zdobyliśmy w najmniej oczekiwanym momencie. W 25. min prawą flanką Jakub Cieciura pognał, ile miał tylko sił. Nasz pomocnik założył sobie, że ostro i płasko zacentruje do nadbiegających napastników. Uderzył soczyście, ale piłka nie trafiła do żadnego z kolegów z drużyny. Po drodze odbiła się od nogi jednego z katowickich defensorów i wpadła do siatki! Zupełnie zmyliła golkipera rywali Jacka Gorczycę. - Ten gol nie wyrównał jednak bilansu szczęścia - podkreślał Cieciura, gdy opadły już emocje. - Mieliśmy okazje, brakowało nam szczęścia przez cały mecz. Brakuje nam tego czegoś od początku rundy. Takie jednorazowe szczęście to za mało.

Wraca Dawid między słupki

Nie wierzycie, że brakuje nam szczęścia? W końcówce pierwszej połowy kontuzji kolana w jednym ze starć doznał solidnie grający Jakub Hładowczak. Musiał opuścić boisko, w jego miejsce wskoczył do bramki Dawid Dłoniak. Ten człowiek na pewno urodził się pod szczęśliwą gwiazdą, bez dwóch zdań. Z gorzowską ekipą gorzowianin trenował od wtorku. A już w sobotę los sprawił, że musiał pomóc GKP. I pomógł. Bronił pewnie, a interwencja z 78. min, gdy obronił atomowe uderzenie Mateusza Kamińskiego pod poprzeczkę, to była niewątpliwie parada meczu. - Jak się czułem? Śmiesznie - wypalił Dawid Dłoniak. - To wszystko dzieje się tak szybko, że już nie nadążam. Byłem mocno stremowany, to przecież sytuacja ekstremalna. Nie grasz meczu od października [ostatnio Dłoniak zagrał w meczu 16. kolejki z Wartą Poznań, przegraliśmy 0:2 - przyp. red.], we wtorek idziesz na trening pierwszej drużyny, a w sobotę musisz już bronić. Trener bramkarzy Krzysztof Skrzyński uczulał mnie, abym nie szalał, nie kombinował, tylko grał na spokoju. Chyba się udało, chyba plamy nie dałem - mówił uśmiechnięty gorzowianin. Nie dał. Przy strzale Grażvydasa Mikulenasa na 1:1 nie miał szans.

Druga połowa równa się inna "Gieksa"

Litewski napastnik, z ładną piłkarską przeszłością, pojawił się na boisku w 62. min. Już 10 min później odpłacił się trenerowi Adamowi Nawałce, pięknym strzałem głową dającym remis. - To było jedyne miejsce, w które mogłem uderzyć. Po długim słupku piłka była poza zasięgiem bramkarza, wbiegający do bramki obrońca [Szymon Sawala - przyp. red.] też niewiele mógł zrobić - opowiadał Mikulenas. - Z tej bramki bardzo się cieszę, ale czuję też duży niedosyt. Zagraliśmy lepiej od rywali, szczególnie w drugiej połowie, mieliśmy więcej z gry. Szkoda, że nie udało się zdobyć jeszcze jednego gola - wzdychał napastnik "Gieksy".

Rozpamiętywał nie tylko Mikulenas. Nasi piłkarze też mieli czego żałować. W 81. min rozerwał środek Paweł Kaczorowski (znów jego wejście dało drużynie dobry impuls), strzelił z linii pola karnego, odbił przed siebie piłkę bramkarz GKS Jacek Gorczyca. Niecelnie dobijał ją niemalże do pustej bramki Łukasz Maliszewski. Gdy wszyscy czekali na ostatni gwizdek sędziego gorzowianie przeprowadzili jeszcze jedną akcję. Mateusz Piątkowski i Emil Drozdowicz byli w sytuacji dwóch na jednego z obrońcą gospodarzy. Emil, zamiast podawać do Mateusza, zdecydował się jednak na strzał. Lekki strzał, z którym golkiper rywali nie miał żadnych problemów. - Gdybym miał taką okazję wcześniej, to bym strzelił. Walczyłem, szarpałem cały mecz. W końcówce łapały mnie już skurcze, dlatego zmarnowałem taką szansę. Po prostu nie miałem już siły - tłumaczył najlepszy strzelec GKP, wciąż bez gola na wiosnę.

Na koniec słowo trenera Topolskiego, świetnie oddające to co działo się w Jaworznie: - Przyjechaliśmy na bardzo trudny teren. Przyjechaliśmy po zwycięstwo. Prowadziliśmy, druga bramka załatwiłaby sprawę. A tak GKS wciąż był w grze. Mogliśmy to wygrać w końcówce. Jakbym miał spokojniejszych napastników, to byśmy tu zgarnęli trzy punkty. Łukasz się podpalił, Emil się podpalił. Jeden punkt niewiele nam daje, oprócz pochwały.



GKS KATOWICE - GKP GORZÓW 1:1 (0:1)

BRAMKI: Mikulenas (72.) - Cieciura (25.)

GKS: Gorczyca - Sroka (83. min Pasko), Napierała Ż, Kamiński, Mielnik, Goncerz, Hołota (62. min Mikulenas), Cholerzyński Ż, Plewnia, Górski (18. min Nowak), Kaliciak.

GKP: Hładowczak (41. min Dłoniak) - Ziemniak, Truszczyński, Sawala, Petrik - Cieciura (72. min Kaczorowski), Łuszkiewicz Ż, Maliszewski (85. min Szałas) - Piątkowski, Drozdowicz, Traore.



WYNIKI 29. KOLEJKI:

GKS Katowice - GKP Gorzów 1:1, Motor Lublin - Kmita Zabierzów 3:0 (walkower), Warta Poznań - Korona Kielce 3:0, Odra Opole - Zagłębie Lubin 0:3, Znicz Pruszków - Dolcan Ząbki 1:3, Tur Turek - Górnik Łęczna 1:2, GKS Jastrzębie - Widzew Łódź 0:3, Podbeskidzie Bielsko-Biała - Stal Stalowa Wola 3:0, Wisła Płock - Flota Świnoujście 1:2.



I LIGA PIŁKARSKA

1. Widzew Łódź296044:19
2. Zagłębie Lubin295755:28
3. Znicz Pruszków295343:23
4. Podbeskidzie Bielsko-Biała295146:26
5. Korona Kielce294942:32
6. Flota Świnoujście294936:28
7. Górnik Łęczna294640:34
8. Warta Poznań294038:38
9. Dolcan Ząbki293931:30
10. Wisła Płock293938:39
11. Stal Stalowa Wola293529:32
12. GKS Jastrzębie293429:43
13. GKS Katowice293331:39
14. Motor Lublin293118:22
15. Tur Turek292725:40
16. GKP Gorzów292627:48
17. Odra Opole292421:41
18. Kmita Zabierzów292111:42


Kmita wycofała się z rozgrywek i została przesunięta na ostatnie miejsce w tabeli. Pierwsza i druga drużyna awansuje bezpośrednio do ekstraklasy, trzecia zagra o awans w barażach. Cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi, a piąta i szósta ekipa od końca wystąpi w barażach o utrzymanie.