Spróbujemy wszystkiego, aby utrzymać GKP w lidze

Topolski odważnym trenerem jest i basta! Nie bał się wstawić Josefa Petrika i Pawła Kaczorowskiego już w swoim debiucie. Nie boi się wyciągnąć ręki do gorzowianina Dawida Dłoniaka.
Nowy trener piłkarzy z Gorzowa mocno zamieszał w pierwszej jedenastce GKP w swoim debiucie. Z Turem Turek (2:2) przyniosło to efekt połowiczny. Nasza ekipa nie przegrała (to mogła być już czwarta porażka z rzędu), ale też nie potrafiła zgarnąć z boiska pierwszego na wiosnę zwycięstwa (nie licząc walkowera z Kmitą Zabierzów). Adam Topolski już w pierwszym meczu "odkurzył" Pawła Kaczorowskiego i czeskiego obrońcę Josefa Petrika, którzy u Mieczysława Broniszewskiego pewnie by nie zagrali. Teraz, razem z władzami klubu, chce wskrzesić gorzowskiego walczaka, bramkarza Dawida Dłoniaka!

Kamil Siałkowski: Mecz z Turem był z gatunku "przegrywający odpada". Jak interpretować remis w tym spotkaniu?

Adam Topolski: Ten remis potraktujmy jako porażkę, ale z opóźnionym zapłonem. Gdybyśmy wygrali, to przesunęlibyśmy się wyżej. A do Tura nie byłoby straty dwóch punktów, tylko mielibyśmy jeden więcej. Tragedii jeszcze nie ma. Tragedia byłaby, gdybyśmy z Turem przegrali. Wyniki z innych boisk nam sprzyjają. Tak pewnie pozostanie, bo rywale też będą sobie punkty odbierać. Nie można się przedwcześnie załamywać, tu gra będzie trwała do końca.

Nie mogę mieć większych pretensji do chłopaków za sobotni mecz. Walczyli, strzelili dwie bramki. Byłem przekonany, że sytuacje będą. Wykorzystaliśmy je. Tylko z tyłu zrobiliśmy dwa błędy, które kosztowały nas stratę punktów. Nie możemy tracić dwóch goli u siebie.

W obronie dokonał pan prawdziwej rewolucji. Nie za duże to było ryzyko?

- Chciałem poszukać nowego pomysłu, dać impuls. Defensywa zaprezentowała się poprawnie. Józek Petrik wprowadził się naprawdę bardzo dobrze. Był pożyteczny także z przodu. Szkoda, że nie mógł pociągnąć 90 minut. W środku obrony widziałem Grzegorza Jakosza, ale przed meczem zgłosił wysoką gorączkę. Do poniedziałku zresztą nie było poprawy i wylądował w szpitalu z podejrzeniem ostrego zatrucia pokarmowego. Wyjdzie dopiero w czwartek. Z konieczności na stoperze zagrał Maciek Truszczyński, którego planowałem ustawić na prawą obronę. Nie ukrywam, że problemy zdrowotne trochę mój plan zburzyły i wymusiły rewolucję. Przy pierwszym golu niepotrzebnie na prawą stronę zbiegł Szymon Sawala. To taki nawyk pomocnika, w środkowej formacji często gra się na podwojenie. W obronie to już duże ryzyko. To był błąd, który wykorzystał Paweł Olszewski i minął dwóch naszych za jednym zamachem. W drugiej sytuacji inaczej mógł się zachować Robert Kozioła. Obrońca musi za wszelką cenę zablokować dośrodkowanie ze skrzydła. W obu sytuacjach mógł też lepiej interweniować bramkarz Radek Janukiewicz.

Wie pan już, co jest z naszymi bramkarzami? Ich jedyny mecz na zero z tyłu to. walkower z Kmitą!

- Trzy dni to było za mało, aby ocenić, który golkiper jest w lepszej dyspozycji. Wiem, że obaj popełniali błędy. Razem z trenerem bramkarzy Krzysztofem Skrzyńskim postawiliśmy na Janukiewicza. Zdawał się być pewniejszy. Ale Radek był w sobotę jakiś taki wystraszony. Teraz mam dylemat. Stawiać na niego czy zdecydować się na zmianę i wpuścić Jakuba Hładowczaka. Mam cały tydzień, będę z uwagą ich obserwował i podejmę decyzję przed wyjazdem na mecz. Nie wykluczam też powrotu do pierwszej drużyny Dawida Dłoniaka. W poniedziałek rozmawialiśmy z nim, zaproponowaliśmy mu powrót do treningów i walkę o miejsce w składzie. Obrona nie rozumie się dobrze z bramkarzami. Musimy teraz szukać najwłaściwszego wyjścia, próbować wszystkiego, aby wyjść z patowej sytuacji. Może przywrócenie Dawida coś tu zmieni? Może więcej Gorzowa w GKP Gorzów da nowy impuls chłopakom?

Atmosfera w szatni po przejęciu sterów przez trenera Topolskiego i tak się już znacznie polepszyła. To podkreślają wszyscy.

- Gdy przed tygodniem pierwszy raz pojawiłem się w szatni, zastała mnie grobowa cisza. Byłem w szoku. Te wszystkie głosy, które do mnie docierały, że źle się dzieje, w jednym momencie się potwierdziły. Chłopcy po prostu potrzebowali oddechu. Powiedziałem, że jestem tutaj, aby pomóc. Chcę być dla nich podporą. Zauważyłem, że odżyli. To zgrana paczka. Zawodnicy są ze sobą zżyci. Proszę jedynie o wsparcie od kibiców, o doping, o dobre słowo. Dajcie szansę moim podopiecznym. Oni mają umiejętności, aby utrzymać się na zapleczu ekstraklasy. Oni mają charakter, aby pójść na wojnę o pierwszą ligę dla Gorzowa.

Kolejna bitwa w tej wojnie już w sobotę w Jaworznie.

- Z GieKSą czeka nas twardy bój. Ale teraz już musimy się z tą myślą oswoić: czas łatwych meczów bez ciśnienia minął. Katowice grają ostatnio bardzo dobrze i wyszły ze strefy spadku. Załatwiamy taśmy z ostatnich meczów, będziemy oglądać rywala. Codziennie trenujemy w porze meczu. We wtorek mieliśmy wewnętrzną gierkę, bo chciałem jeszcze raz zobaczyć piłkarzy w warunkach zbliżonych do meczowych. Co zrobić, aby w Jaworznie osiągnąć korzystny wynik? Jestem przekonany, że ukłujemy GKS, strzelimy jakiegoś gola, bo w budowaniu okazji jesteśmy dobrzy. Trzeba się tylko bardziej pilnować w obronie. Koniecznie potrzebne jest też wsparcie między słupkami. Bramkarz musi coś odbić.

*Adam Topolski - w sobotę zadebiutował w roli trenera GKP na remis. Trener od zadań specjalnych, nieobca mu jest rola strażaka. Ma wielkie doświadczenie - poprowadził z ławki ponad 150 meczów w ekstraklasie