Broniszewski odszedł, za niego Topolski

Dotychczasowy trener GKP nareszcie przestał się upierać i rozwiązał kontrakt. Gorzowianie natychmiast mogli zatrudnić strażaka, który ma uratować pierwszą ligę. Tego zadania podjął się były obrońca Legii Warszawa - Adam Topolski.
Gorzowscy fani oraz prezes Sylwester Komisarek namawiali trenera Broniszewskiego do odejścia od ubiegłego tygodnia, a dokładnie od zakończenia spotkania z Podbeskidziem Bielsko-Biała (0:3). Po pierwszych rozmowach szkoleniowiec nie chciał słyszeć o rozwiązaniu kontraktu (zerwanie umowy kosztowałoby klub odszkodowanie za osiem miesięcy - ponad 100 tys. zł). Przekazał Komisarkowi, że wciąż jest w stanie utrzymać GKP w pierwszej lidze i na pewno zwycięży w kolejnym spotkaniu w Jastrzębiu Zdroju. Przegrał 1:2. - Apeluję do trenera, aby miał honor i tym razem już zrezygnował - mówił szef gorzowskiego klubu. - Ten zespół trzeba ratować. Pan Broniszewski na pewno tego nie dokona, a na kolejny mecz chyba będę musiał wzywać ochronę policyjną, bo kibice tej wiosny stracili już wszystkie nerwy, a dowód na to dali podczas ostatniego spotkania.

Komisarek chciał kolejny raz rozmawiać z Broniszewskim we wtorek rano. Szkoleniowiec nieoczekiwanie zadzwonił do prezesa jeszcze w poniedziałek wieczorem, gdy ten wracał z podróży służbowej do Katowic. - Usłyszałem, że rozstajemy się od zaraz - opowiadał Komisarek. - Mieliśmy tylko ustalić warunki rozwiązania kontraktu. Zapłacimy panu Broniszewskiemu jeszcze za maj i czerwiec, a nie do końca roku. Nie ukrywam, że te pieniądze pójdą z mojej kieszeni. Z dwojga złego lepiej, że mam do wydania znacznie mniejszą kwotę. Pukam się w pierś i biorę na siebie ten błąd. Nie mieściło mi się w głowie, że za chwilę możemy szukać kolejnego trenera, dlatego taka, a nie inna umowa. Mam nauczkę. Inna sprawa to gra GKP. Parę spotkań było naprawdę dobrych. Punkty zabierały nam słupki, poprzeczki i fatalni bramkarze. Nie mieliśmy szczęścia, a z każdą kolejną stratą atmosfera w zespole była gorsza - dodał prezes GKP.

W Gorzowie cały czas rozmawiali z ewentualnym następcą Broniszewskiego. W piątek bardzo blisko GKP był Bogusław Baniak, ale ostatecznie nie doszło do porozumienia. Padły także nazwiska Janusza Białka i Arkadiusza Kaliszana. Wczoraj jednak wybór padł na 58-letniego Adama Topolskiego. - To jest mój kolega, człowiek z charakterem chyba idealnie pasującym do naszej aktualnej sytuacji - przedstawił nowego szkoleniowca menadżer GKP Mariusz Niewiadomski. - Adam niczego się nie boi, jest przebojowy. Wierzę, że tchnie w naszych zawodników nowego ducha i już od soboty w Gorzowie zacznie się nowe piłkarskie życie.

Topolski ma w środę poprowadzić pierwszy trening. W przeszłości trenował Lecha Poznań, Zagłębie Lubin, Wisłę Płock i całkiem niedawno Tur Turek - naszego najbliższego ligowego rywala. - Zdaję sobie sprawę w jak trudnym momencie szkoleniowiec podejmuje się pracy w naszym klubie - powiedział prezes Komisarek. - Mam jednak nadzieję na lepsze jutro, choćby patrząc na wyniki innych. Odrodziła się Lechia Gdańsk czy Zagłębie Lubin. Musi odrodzić się również GKP. Wciąż głęboko wierzę, że zachowamy pozycję w pierwszej lidze.

Po odejściu Broniszewskiego do treningów z pierwszym zespołem wrócili Paweł Kaczorowski i Josef Petrik. Jednak Topolski swoją jedenastkę raczej będzie musiał wybrać z piłkarzy, którzy dotychczas występowali wiosną. Nikt mu nie zazdrości wyboru bramkarza, bo zawodnicy z tej pozycji niestety mylą się w każdym spotkaniu. - Nie ma szans na jakieś nowe twarze - zakończył Komisarek. - Liczę jednak na zupełnie coś innego. Na odrodzenie mentalne piłkarzy, na chemię, mobilizację. Jeśli nareszcie staniemy się drużyną, a przy poprzednim szkoleniowcu - despocie, to było bardzo trudne, wszystko jeszcze stanie się możliwe. Zróbmy fajne otwarcie. Pokonajmy rywali z Turka, zgarnijmy z boiska pierwszy wiosną komplet punktów. Wtedy wszystko stanie się łatwiejsze. I w głowach i w tabeli.