Sport.pl

Rywal z górnej półki dobry na początek innej serii GKP

W środę o godz. 17 GKP Gorzów podejmuje walczące o ekstraklasę Podbeskidzie Bielsko-Biała. - Tak samo jak kibice z utęsknieniem czekamy na mecz, w którym zacznie nam wpadać - powiedział trener Mieczysław Broniszewski. - Może właśnie nadszedł?
Nasz szkoleniowiec na spokojnie obejrzał ostatni mecz GKP w Stalowej Woli, przejrzał internet. I wciąż nie może uwierzyć, że namarnowaliśmy tyle sytuacji. Dziesięć znakomitych okazji bramkowych wymienia jednym tchem. W tym momencie pochwały, które zbiera jego zespół, zupełnie się nie liczą. - Oczywiście styl i wytrzymałość drużyny ciągle są naszą wielką nadzieją na kolejne mecze - stwierdził Broniszewski. - To było któreś z rzędu spotkanie, w którym w ostatnich minutach zupełnie zdominowaliśmy rywala. Jesteśmy więc super przygotowani. Tylko te ciężkie głowy. Presja, odpowiedzialność, które nie pozwalają nam na zimno skończyć porządnie konstruowanych akcji. Choćby taki Emil Drozdowicz. Skuteczny tak jak jesienią miałby pewnie na koncie już ze 20 bramek. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy szarpać zawodników. Przecież oni walczą, starają się. Popracowaliśmy przez ostatnie dni mentalnie, dużo pozytywnie rozmawialiśmy. Wszyscy jednak doskonale zdają sobie sprawę, że odmiana przyjdzie z jednym, drugim golem. Może już w meczu z Podbeskidziem? Bardzo bym chciał.

GKP ma w tej chwili 24 pkt, Bielsko o 20 więcej. Gorzowski szkoleniowiec twierdzi, że do utrzymania potrzeba przynajmniej 40 pkt. Meczów mamy do rozegrania jeszcze dziewięć, a więc zaczynamy wchodzić w fazę tych gier z przydomkiem o wszystko, w których trzeba porządnie zapunktować, aby zachować miejsce w I lidze. - Nikt w zespole nie mówi jeszcze o barażach, chcemy utrzymać się bez nich - zapowiedział Broniszewski. - Tak się stanie jeśli wreszcie zaczniemy zbierać wyniki na miarę tego, co pokazujemy na boiskach i za co jesteśmy chwaleni.

Podbeskidzie niczego nam nie ułatwi, bo wciąż realnie myśli o awansie do ekstraklasy. Dobrą markę wyrobił już sobie 36-letni szkoleniowiec Marcin Brosz, stażysta u Rafy Beniteza w Liverpoolu. W bramce ostoją Bielska jest Łukasz Merda, urodzony w Międzyrzeczu. W wyjściowej jedenastce naszego środowego rywala nie znajdziemy głośnych piłkarskich nazwisk, ale możemy być pewni, że trafiamy na przeciwnika walczącego bardzo twardo, który nie dał się Koronie w Kielcach i rozbił Zagłębie Lubin 3:0. - Staramy się znaleźć nasze atuty na to spotkanie i takie widzimy - opowiadał trener Broniszewski. - Musimy się strzec świetnych kontr Podbeskidzia. Wiemy także, że rywale po znakomitym meczu potrafią zagrać słabszy. Mają inne cele w tej lidze, ale niech tym razem ta środa będzie szczęśliwa dla nas.

Gorzowianie na pewno nie zaczną meczu trójką napastników, ale być może w tak ofensywnym ustawieniu, tak jak w Stalowej Woli, będą atakować w drugiej połowie. Od początku z przodu pojawią się Drozdowicz i Mouhamadou Traore. A co z bramką? Czy po kolejnych błędach Radosław Janukiewicz zostanie zmieniony przez Jakuba Hładowczaka? - Pozwólcie mi z tą decyzją przespać się jeszcze jedną noc, bo to naprawdę jest trudny i odpowiedzialny wybór - zakończył Broniszewski. - Wiem, że Radek nie ma dobrych notowań u fanów, których prosimy, aby stanęli za nami murem. Z drugiej strony to na niego postawiłem na wiosnę, Janukiewicz ma przecież za sobą masę ligowych doświadczeń, tylko w Gorzowie jakoś na razie mu się nie szczęści. Piłkarze dowiedzą się o moich przemyśleniach tuz przed środowym meczem. Mogę mieć tylko nadzieję, że to będzie wybór na miarę zera z tyłu i tak oczekiwanego zwycięstwa GKP.