Emil Drozdowicz: Niestety, to piłka nożna

Najlepszą okazję miał nasz najlepszy strzelec. I... - Strzeliłem gola, tylko sędziowie tego nie zauważyli - przekonuje napastnik GKP Gorzów. - Ale jeszcze się przyłożymy do treningów i będziemy cieszyć kibiców.


Piłkarze GKP przegrali pierwszy mecz na wiosnę. W Świnoujściu pokazali się z lepszej strony niż Flota. To jednak gospodarze strzelali w sobotnie popołudnie gole. Nie mógł się wstrzelić nasz wyborowy snajper Emil Drozdowicz. On sam uważa, że się wstrzelił. A gola zabrał mu sędzia Tomasz Cwalina.

Kamil Siałkowski: Nie tak miała wyglądać inauguracja ligowej wiosny w Świnoujściu.

Emil Drozdowicz: Niestety, to jest piłka nożna. Tu wygrywa zespół, który strzeli więcej bramek. A nie ten, który gra ładniej. Zagraliśmy dobry mecz. Co najmniej remis nam się należał. Ale co z tego? Stworzyliśmy sobie trzy, może nawet cztery sytuacje, które powinny się zakończyć bramką. I nic. Flota może miała z pół sytuacji na gola, a zdobyła dwa. Rzut rożny, po którym zdobyli bramkę, to nie była żadna okazja. Facet znalazł się w polu karnym, piłka mu spadła na głowę. Odbiła się tak, że wpadła w samo okienko. To są cuda, a nie strzał.

Miałeś wyborną okazję, byłeś sam na sam z Sergiuszem Prusakiem. Od 20. min powinniśmy prowadzić. Jest żal?

- Na pewno. Ale większy żal mam do sędziego. Stałem już wtedy na piątym metrze i widziałem, jak piłka odbija się od poprzeczki, a później już od murawy, ok. 20 cm za linią bramkową! Sędziowie nie mieli szans, by to zobaczyć, bo byli źle ustawieni. Szkoda. Jestem przekonany, że ta bramka dałaby nam zwycięstwo. Byśmy przypilnowali trzech punktów, bo Flota w sobotę nam poważnie nie zagroziła. Zresztą takie było przedmeczowe założenie - strzelić szybko gola i to dowieźć do końca, pokąsać trochę w Świnoujściu kontrą. Cały misterny plan legł w gruzach.

Brak skuteczności to jedyny problem?

- Tak. Nie szukałbym na siłę innych przyczyn. Gdy nam maszyna zadziała jak należy, będziemy gromadzić ważne punkty. Potrafiliśmy stworzyć sobie okazje. Tylko wykończenia brakowało. Siły były. Czujemy moc, jesteśmy przygotowani do gry. W drugiej połowie nie mieliśmy już takiej przewagi, ale nie chodzi o przygotowanie fizyczne. Gra zaczęła się psuć, bo się zaczęliśmy denerwować. Byliśmy lepsi, a nie mieliśmy na to dokumentów. Powiem więcej: my strzeliliśmy dwa gole. Ale sędzia ich nie uznał. Nie chodzi tylko o ten strzał w poprzeczkę. Na samym początku meczu sędzia też gwizdnął mi faul na obrońcy. Ja, mniejszy o głowę, miałem go powalić na ziemię?

Za tydzień gracie u siebie z Dolcanem. W obliczu walki o utrzymanie trzy punkty będą niezbędnie potrzebne.

- Aby zdobywać punkty w lidze, trzeba mieć szczęście. Nam go w sobotę zabrakło. Jeśli nam dopisze, to będziemy się cieszyć z tego zespołu. Po tym, co zobaczyłem, wierzę w utrzymanie. Nie wyobrażam sobie też, abyśmy mieli coś tracić na swoim boisku. Szczęście musi przyjść, u siebie pomogą nam ściany. Liczymy na kibiców, na ich doping. Nasi fani byli i widzieli, że do zdobyczy w Świnoujściu zabrakło niewiele. W tygodniu mocno się przyłożymy do treningów strzeleckich. Taki brak skuteczności nie może się powtórzyć.

* Emil Drozdowicz najlepszy strzelec GKP zdobył jesienią osiem goli