Sport.pl

GKP wygrał, zarząd odwołany

Czesław Jakołcewicz na pewno poprowadzi gorzowską drużynę w dwóch najbliższych meczach. Co potem? Czy radykalnie zmieni się tylko skład, czy dojdzie również do roszad na ławce trenerskiej? - Jakiekolwiek decyzje odłożyliśmy na czas po sezonie - powiedział prezes GKP Sylwester Komisarek. - Teraz ściskamy kciuki za dobrą grę z Kielcami i Lubinem.
Tygodniowa burza u gorzowskiego beniaminka nie wzięła się znikąd. Szefostwo klubu wściekło się nie tylko za fatalny bilans (cztery spotkania bez punktu i gola), a przede wszystkim za styl w jakim GKP nagle zaczął przegrywać. Prezes Sylwester Komisarek wybrał się nawet osobiście na spotkanie w Opolu (porażka 0:1), ale nie wytrwał do końca. - Zimą koniecznie musimy szukać ligowców do każdej formacji - mówił w emocjach. - Myślimy poważnie o pozostaniu w pierwszej lidze, a w tym składzie personalnym to niestety będzie bardzo trudne. Chciałbym żebyśmy wygrzebali się ze strefy spadkowej, ale boję się, że to będzie tylko moje pobożne życzenie.

Po Opolu przeżyliśmy koszmar z Wartą Poznań - mizeria na boisku, porażka 0:2. Kilka dni później pojawiła się wypowiedź dyrektora GKP Tadeusza Babija, który zapowiedział, że trener Czesław Jakołcewicz nie wypełni już założonego minimum punktowego (miał zdobyć 15 pkt) i prawdopodobnie po meczu z Motorem w Lublinie drużyną zacznie kierować asystent Arkadiusz Dragon, albo szkoleniowiec z zewnątrz. Potem Babij z tych słów się wycofał, prostował, że żadne decyzje jeszcze nie zostały podjęte, a więcej będzie wiadomo po poniedziałkowym zarządzie, ale informacja żyła w zespole. Zaskoczony był trener Jakołcewicz. Owszem, brał pod uwagę, że spotkanie w Lublinie może być jego ostatnim w barwach Gorzowa, ale rezygnację mógł złożyć sam, bo piątej przegranej w kiepskim stylu pewnie już by nie zniósł.

Obecny szkoleniowiec GKP minimum punktowego nie ma. To fakt. W pojedynku z Motorem zakończyła się jednak czarna seria jego podopiecznych. Wygraliśmy 2:0, a to oznacza, że Jakołcewicz w rundzie jesiennej ubierał wraz z gorzowskim zespołem 14 z 15 wymaganych przez zarząd punktów. Szkoleniowiec nie chciał po meczu rozmawiać z dziennikarzami. Wysłannikom oficjalnej strony internetowej GKP powiedział, że źle się czuje. Pewnie nie chodziło mu tylko o zdrowie, a o niefortunny przepływ informacji w klubie. W rozmowie towarzyskiej przed starciem w Lublinie zdradził, że jeśli jego misja u beniaminka ma się skończyć to raczej dopiero po dwóch kolejkach, które I liga rozegra w listopadzie awansem z rundy wiosennej. Choćby dlatego, że on ma licencję na prowadzenie drużyny w najwyższych klasach rozgrywkowych. Takich uprawnień nie ma asystent Dragon.

Czy Jakołcewicza obronił wynik z Lublina? Tego nie wiemy. Fakty są jednak takie, że w poniedziałek zarząd GKP się nie zebrał, a jeśli w klubie dojdzie do zmian to na pewno dopiero po jesieni, a nie rundzie jesiennej. Tym bardziej, że beniaminek ma szansę ostatecznie wylądować na zupełnie przyzwoitym miejscu w tabeli. Obecnie GKP zebrał 18 pkt i jest na 12. pozycji - poza strefą spadkową i barażową. - Za taką mobilizację jak na spotkanie w Lublinie należy się dobre słowo, choć na pewno nie ma żadnej euforii - powiedział wczoraj "Gazecie" prezes Komisarek. - Wiem, że mieliśmy trochę szczęścia, ale przede wszystkim usłyszałem od obserwatorów o zespole walczącym. Postanowiliśmy, że w tym momencie zarząd się nie zbiera i nie podejmie żadnych decyzji. Trzeba się skoncentrować na trudnych meczach z Koroną Kielce i Zagłębiem Lubin. Potentatów z czołówki podejmiemy w domu. Nasi kibice zasługują, aby przypomnieć im, że potrafimy grać w piłkę. GKP poprowadzi w tych spotkaniach trener Jakołcewicz, ma kontrakt do czerwca przyszłego roku i może go wypełnić. Spokojną, porządną analizę naszych wszystkich dokonań przeprowadzimy w połowie listopada. Co się wtedy wydarzy? Na pewno potrzebujemy nowych piłkarzy. A trener? Powtarzam, GKP prowadzi Jakołcewicz i przestańmy już dywagować - zakończył szef gorzowskiego klubu.