Sport.pl

Bramkarz zwycięskiego Stilonu: bohater dnia na boisku i pod szatnią [MNÓSTWO ZDJĘĆ]

Na stadionie przy Olimpijskiej pękały dziś głowy i lała się krew. W naprawdę ostrej, męskiej walce Stilon Gorzów jest górą, ogrywa mocną Lechię Dzierżoniów 2:1. Znów gole dla naszej drużyny strzelają Rafał Świtaj i Maciej Sędziak, ale numerem jeden tego spotkania zdecydowanie zostaje Dawid Dłoniak. Najpierw świetnie broni, a już pod szatnią... oświadcza się. I wybranka naszego bramkarza mówi ?tak?! Będzie stilonowski ślub!
Ze względu na to, że druga kolejka dolnośląsko-lubuskiej trzeciej ligi odbyła się w czwartek, spotkanie Stilonu z Lechią Dzierżoniów zostało przeniesione na niedzielne popołudnie. Nie wpłynęło to jednak jakoś drastycznie na frekwencję na trybunach - znów na stadionie przy ul. Olimpijskiej pojawiło się ponad 1,5 tysiąca fanów futbolu. To najlepiej świadczy o zapotrzebowaniu gorzowian na dobrą piłkę.

W zwycięskim składzie z meczu otwarcia z Bystrzycą Kąty Wrocławskie (wygrana stilonowców 2:0) mieliśmy jedną korektę. Trener Tomasz Jeż zamienił młodzieżowców - tym razem w drugiej linii pojawił się Rafał Timoszyk, a Filip Wiśniewski pozostał na ławce rezerwowych. Pierwszy kwadrans to bezpardonowa, agresywna walka z obu stron o panowanie na boisku. Było widać, że trzeci zespół poprzednich rozgrywek nie przyjechał do Gorzowa bronić się, lecz liczył na zabranie nam całej puli punktowej. Bramkarz niebiesko-białych Dawid Dłoniak pewnie obronił strzał zza "szesnastki", potem przytomnie przeciął niebezpieczne podanie w pole karne, aż wreszcie w 19. min, przy pięknym uderzeniu z rzutu wolnego Arkadiusza Smęta, gospodarzy uratowała poprzeczka...

Parno, wysoka temperatura? Nikt się jednak nie oszczędza, Lechia stawia Stilonowi naprawdę trudne warunki. To nie tak, że gorzowianie jedynie się bronią. Próbują wyprowadzać akcje, ale nie ma w nich wykończenia. W 21. min Paweł Posmyk powalczył przed polem karnym gości, został bezpardonowo pozbawiony piłki - obrońca z Dzierżoniowa Damian Korkuś obejrzał żółtą kartkę. I mamy 1:0 dla Stilonu! Strzał z wolnego Rafała Świtaja jest fantastyczny. Drugi mecz w gorzowskich barwach tego pomocnika i druga tak śliczna bramka. - Cieszę się bardzo, ale to zasługa całego zespołu, żebym ja mógł w ten sposób wykończyć akcję, celnie uderzyć - opowiadał Świtaj. - Dziś Łukasz Maliszewski nie był do końca zdrowy, wolał nie ryzykować mocniejszych strzałów, dlatego wolne i rogi były całkowicie moim zadaniem. Pięknie, że tak zacząłem moją przygodę ze Stilonem, bo tydzień temu też coś ładnie wpadło do siatki rywali, wtedy był gol z akcji. Wiem jednak, jakie mam braki, szczególnie w grze defensywnej. Nad tym muszę mocno pracować, aby być jeszcze lepszym piłkarzem.

Piłka nie zawsze bywa sprawiedliwa, groźniejsi są rywale, a jednak to my prowadzimy i to jest najważniejsze. Tuż po wznowieniu gry, w krótkim odstępie czasu, znów dwa razy ze sporych opresji ratuje nas Dłoniak...

Minuty przed przerwą to już zdecydowanie czas gorzowian, którzy po wymianie ciosów z obu stron znacznie lepiej wyglądają fizycznie. Uderzenie głową Damiana Szałasa wyłapuje bramkarz Lechii Amin Stitou, a strzały Roberta Kozioły i Radka Somraniego są minimalnie niecelne. Sporo zamieszania wśród gości sieją prostopadłe podania Świtaja i przede wszystkim Maliszewskiego.

Na drugą połowę wychodzimy znacznie bardziej uporządkowani. Nie pozwalamy już rywalom na tak wiele pod naszą bramką. Gra nadal jest twarda, wciąż nikt nie odstawia nogi. Z opatrunkami na głowach kończą to spotkanie po stronie Stilonu obaj środkowi obrońcy - Kozioła i Adam Suchowera. Po zderzeniu z pierwszym z wymienionych na dobre musi opuścić boisko Paweł Ochota z Lechii. Na szczęście urazy nie wyglądają na bardzo poważne. - To męska gra i takie coś się zdarza - stwierdził kapitan gości Mariusz Paszkowski. - Pewnie wszyscy chłopacy założą po parę szwów i zaraz zgłoszą gotowość do walki w następnym meczu.

Posmyk w sobie tylko wiadomy sposób marnuje okazję, którą musiał wykorzystać... Zmienia go na szpicy Kordian Ziajka, potrafi się szybko odnaleźć na boisku, dobrze wybiega do zagrań kolegów, ale też przegrywa dwa pojedynki z bramkarzem Lechii. Za trzecim razem już nie szarżuje. Zatrzymuje się w polu karnym drużyny z Dzierżoniowa, dokładnie podaje piłkę do wbiegającego Świtaja. Ten zwodem kładzie dwóch rywali na ziemię, markuje strzał i... pięknie oddaje futbolówkę do nieobstawionego Macieja Sędziaka (tak jak Świtaj, przed tygodniem też zdobył bramkę). Superakcja, piękna asysta, arcyważny gol. Wreszcie stilonowcy mogą odetchnąć, bo w tym spotkaniu naprawdę pachniało minimum remisem... W doliczonym czasie gry Łukasz Maciejewski, strzałem zza pola karnego, ostatecznie pokonuje, tym razem już bezsilnego, Dłoniaka. W ekipie gości widać duży niedosyt. - Trzeba było wykorzystać to, co mieliśmy, do strzelenia, wtedy na pewno teraz mielibyśmy inne miny - przyznał Paszkowski.

A my cieszymy się podwójnie. Stilon po dwóch trudnych bojach, w których poznajemy trzecioligowe realia, ma przecież wciąż na koncie komplet punktów, a w Gorzowie znów regularnie możemy oglądać fajną piłkę, kolejny naprawdę emocjonujący mecz...

Dawid Dłoniak przed szatnią pięknie rozgrywa jeszcze swój osobisty, ważny mecz, o którym wspominaliśmy wyżej. Tak jak na boisku, też jest bezbłędny. Niech wam się szczęści!

STILON GORZÓW - LECHIA DZIERŻONIÓW 2:1 (1:0)

BRAMKI: Świtaj (21.), Sędziak (85.) - Maciejewski (90.)

STILON: Dłoniak - Somrani, Kozioła, Suchowera, Szwiec - Sędziak, Timoszyk, Maliszewski, Świtaj (88. min Kaniewski), Szałas (90. min Rosołowicz) - Posmyk (72. min Ziajka Ż).

Więcej o: