Sport.pl

Mateusz Stupiński: Wracamy do zupełnie innego świata piłki ręcznej

- Kibice na zakończenie sezonu mieli przedsmak tego, co czeka nas w wyższej klasie rozgrywkowej. Tam na pewno trzeba będzie sprężać się jeszcze bardziej, aby zapisywać na swoim koncie kolejne punkty. Niestety czasami mieliśmy w tym sezonie w naszej hali kabaret, gdy goście od razu odpuszczali, przyjeżdżali do Gorzowa na przykład bez bramkarza. To jednak definitywnie się właśnie skończyło. Wracamy do zupełnie innego, sportowego świata - powiedział Mateusz Stupiński, skrzydłowy Stali Gorzów.
Gorzowski sport i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Stal najlepsza w lidze także siłą wychowanków gorzowskiej piłki ręcznej. W ostatniej kolejce pomorskiej drugiej ligi pokonaliśmy Szczypiorniaka Olsztyn 32:22 i wywalczyliśmy awans na zaplecze ekstraklasy, gdzie prezes Ireneusz Maciej Zmora chce też mieć mocną drużynę.

Mateusz Stupiński 11 listopada ubiegłego roku skończył 27 lat. Jest jedynym w gorzowskiej drużynie, który pamięta wrzesień 2008 roku i nasz ligowy mecz w ekstraklasie z wtedy mistrzami Polski Wisłą Płock, zakończony remisem 24:24. Jest duża nadzieja, że nasz zespół w przyszłości będzie znów rozgrywał tak prestiżowe pojedynki...

Zaczynał się ten sezon latem ubiegłego roku niewyraźnie, wszyscy docierali się w nowej, ligowej rzeczywistości, ale gdy wszystkie niedomówienia zostały wyjaśnione i machina pod nazwą Stal Gorzów ruszyła do boju, zaczęła swoimi wynikami wszystkich zaskakiwać.

- Dokładnie pamiętam ten nasz pierwszy, sierpniowy trening w parku. Przeszliśmy od tego momentu kawał drogi. Teraz możemy się już tylko uśmiechnąć, wspominając tamten czas, bo wiemy jak wiele przeciwności żeśmy pokonali i ile w następnych miesiącach dokonaliśmy. My jako zawodnicy, zespół, także trener i zarząd naszego klubu. Teraz jednak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że stworzono nam optymalne warunki do walki o najwyższe cele. Dlatego właśnie zarządzającym Stalą dedykujemy ten awans, bo jest w tym ich wielki wkład, duża zasługa. Dla sportowca, dla drużyny to strasznie ważne, że możemy się wyłącznie skupić na tym, co do nas należy, na naszej pracy, czyli na graniu na jak najwyższym poziomie i wygrywaniu. Może to właśnie była ta kropka nad "i"? Przecież to był sezon wręcz szalony. 26 kolejek, a na naszym koncie 25 zwycięstw. Mimo to do końca musieliśmy utrzymać koncentrację, bo jedno potknięcie mogło zabrać nam wszystko. Na szczęście tak się nie stało, w ostatnim meczu z Olsztynem pokazaliśmy klasę [32:22], zagraliśmy naprawdę dobre zawody.

Po Żukowie i porażce 25:30 musiała być jednak chwila zwątpienia.

- Byliśmy rozgoryczeni, bo przecież wygrywałeś 18 razy z rzędu w całym sezonie 25 sukcesów w 26 meczach, jedno jedyne potknięcie i za to wątpliwa nagroda w postaci dwustopniowych baraży? Jeden słabszy wieczór mógł wszystko zniweczyć. Na szczęście tak się nie stało. I generalnie to nie był łatwy sezon, szczególnie na wyjazdach. Wszędzie próbowali bić lidera. Wytrzymaliśmy jednak każdą próbę, oprócz tej jednej. Tu z pomocą pojawili się gracze z Wejherowa, którzy z Żukowem zremisowali, a nas przywrócili na czołowe miejsce.

Pięknie, że mogliście świętować awans po godnym meczu.

- To był dobry finał, bo przyjechał rywal ambitny, próbował się postawić, ale lider pokazał komu to zwycięstwo w pomorskiej lidze się należało. Kibice też mieli przedsmak tego, co czeka nas w wyższej klasie rozgrywkowej. Tam na pewno trzeba będzie sprężać się jeszcze bardziej, aby zapisywać na swoim koncie kolejne punkty. Niestety czasami mieliśmy w tym sezonie w naszej hali kabaret, gdy goście od razu odpuszczali, przyjeżdżali do Gorzowa na przykład bez bramkarza. To jednak definitywnie się właśnie skończyło. Wracamy do zupełnie innego świata piłki ręcznej.

Świętej pamięci trener Piotr Gintowt razem ze swoimi chłopakami strasznie przeżywał w 2013 roku upadek seniorskiej piłki ręcznej. To ważne, że tak szybko, w nowych barwach wracamy na utracone pozycje, nie musimy się dalej wstydzić. Tym bardziej, że szczypiorniak ma w naszym mieście duże tradycje i napisał już fajną historię.

- Nie było mnie trzy lata temu w Gorzowie, ale na bieżąco śledziłem losy naszych drużyn i doskonale wiem, że takie momenty nigdy nie są miłe. Teraz wracamy do pierwszej ligi w barwach Stali i do najbliższego sezonu podejść spokojnie, poznać kolejne realia. Wiem z czym to się je i na pewno będziemy potrzebowali wzmocnień, aby jako beniaminek ulokować się w gronie choćby średniaków. To też będzie poważne wyzwanie, bo na przykładzie ostatnich sezonów widać, że nowicjusze na zapleczu ekstraklasy nie mają łatwego życia. Pewnie dlatego, że różnica poziomów między drugą ligą a pierwszą jest naprawdę duża.

Utrzymamy się?

- Musimy. Pierwszą ligę widzę jako przystanek dla Stali na dwa, trzy lata, może dłużej, aby jeszcze wzmocnić się organizacyjnie no i musimy mieć gdzie grać, bo przecież do hali przy Szarych Szeregów ekstraklasy zapraszać już nie możemy. Przyjdzie czas, że w końcu gorzowska piłka ręczna stanie do boju z Vive Kielce czy Wisłą Płock. Tego jestem pewien, bo dzięki Stali ta dyscyplina zyskała świetne zaplecze. Największych w kraju trzeba jednak przyjmować w godnych warunkach. Życzę wszystkim, aby kiedyś z takimi firmami nam przyjemnie się grało, kibicom dopingowało, a dziennikarzom pracowało. Dalsze ruchy należą do miasta. Sporty halowe, tak popularna w Polsce piłka ręczna, przez brak odpowiedniego obiektu zostają w tyle. To musi się zmienić.

Więcej o: