Sport.pl

Ósme żużlowe złoto dla Stali zapisane na plastronie

- To moje ulubione zdjęcie. Jancarz jako główna postać żużla romantycznego. Wygląda niczym gwiazdor filmowy. Skóra z gwiazdkami i mój plastron Stali numer jeden, czyli żółty trójkąt wbijający się w niebieskie tło. Legenda Gorzowa jedzie tu po złoto indywidualnych mistrzostw Polski w Gdańsku w 1983 r. Gdy w lutym tego roku wieszałem mistrza na ścianie i zobaczyłem, z jakim numerem startował, przeszła myśl, że zapowiada się fajny rok dla naszej drużyny - opowiada Mariusz Kaczmarek, plastyk z Kostrzyna nad Odrą, który wystawiał swoje prace w Polsce, Francji i Niemczech, współpracował z Czesławem Mozilem, a w pracowni Kostrzyńskiego Centrum Kultury zbiera pamiątki żużlowe.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Schodząc po schodach do pracowni plastycznej przy ul. Kopernika, wystarczy zaraz skręcić w prawo i stajemy przed ścianą z powiększonymi okładkami programów żużlowych. Między nimi znajduje się wielkie zdjęcie Jancarza z Gdańska. Na plastronie herb Stali i numer 14...

Pierwszy mecz. Dlaczego oni gwiżdżą?

W 1983 r. Stal zdobyła siódmy, do tej pory ostatni tytuł drużynowego mistrza Polski. Kaczmarek miał wtedy siedem lat. Gdy przeglądamy programy z tamtych czasów, wskazuje na ten z meczu z Wybrzeżem. - Właśnie 31 lat temu poznałem żużel, zabrał mnie na Stal tata Andrzej - mówił. - Pytałem, dlaczego ludzie tak głośno gwiżdżą. Nawet zakrywałem uszy. Okazało się, że to na Zenona Plecha, który parę sezonów wcześniej odszedł z Gorzowa do Gdańska i kibice długo mu to pamiętali. Wtedy wiedziałem tyle, że dopingujemy niebieskim i czerwonym kaskom, i koniecznie chciałem wracać na stadion. Nie mogłem usiedzieć, jak żużlowcy ustawiali się na starcie z wysoko uniesionymi łokciami. Taśma w górę, pierwszy łuk. Jak oni to robią, że na siebie nie wpadają? Przecież tak szybko jadą, a między nimi odległości dosłownie na centymetry.

Drużynowe złoto Kaczmarka ominęło: - Zacząłem uczyć się mistrzów ze Stali, wyklejałem kolejne roczniki, które teraz też mam w naszym kostrzyńskim minimuzeum. Tego brakuje mi w dzisiejszych programach zawodów. Historii, opowiadań o gorzowskich legendach, starszych zdjęć, z których młodzi fani uczyliby się naszej drużyny, która przecież w latach 70. budziła szacunek na wszystkich stadionach. Stal to jedna z najbardziej wartościowych żużlowych marek. Żywa, kilkudziesięcioletnia historia, a nie czysty biznes, wyłącznie słup reklamowy. Ten pomysł nie mógł wypalić. Dobrze, że szybko się z niego wycofaliśmy, w zespole pojawili się Bartek Zmarzlik i Adrian Cyfer. Niestety, nie pamiętam, jak dowiedziałem się o mistrzostwie z 1983 r. Widocznie miałem dłuższą chwilę poczekać, aby przeżyć złoto numer osiem. W niedzielę okaże się, czy czternastka na plastronie Jancarza okazała się prorocza. A jak się uda, to za rok niech stalowcy założą takie same plastrony. Byłoby pięknie.

Pod blokiem wygrywał na swoje nazwisko

W 1987 r. na rowerach trójki zbierały gwiazdy z ul. Konopnickiej. Także Kaczmarek. To nie były żarty, bo pod blokiem jechali przecież dla chwały Weslake Kostrzyn. - Nie naśladowaliśmy nikogo, nie nazywaliśmy się jak gwiazdy żużla, bawiliśmy się na swoje konto - opowiada artysta. - Na prawdziwym stadionie już jednak mogłem godzinami opowiadać o idolach ze Stali. Na świecie cieszyłem się, jak Erik Gundersen wygrywał z Hansem Nielsenem. U nas numerem jeden był pan Jurek Rembas. Poznałem go niedawno osobiście, podczas meczu charytatywnego w teatrze "Żużel moje życie". Wiele można o tamtych zawodnikach powiedzieć, ale na pewno nie to, że to były jeżdżące bankomaty czy firmy na motorach. Wiem, czasy się zmieniły i pieniądz rządzi światem, także sportu. Nie muszę jednak tego całkowicie akceptować. Chcę, żeby żużlowiec wiedział, jaki herb nosi na piersi. Mistrza Polski nadal nie da się kupić, cały czas trzeba mieć to coś.

Prawdziwy żużel tylko na Allegro

To zdanie Kaczmarek powtarza częściej, odkąd do żużla weszły nowe tłumiki, a wielu zawodników przestało się utożsamiać z barwami klubowymi. - Nie dziwi, że tylu kibiców opuściło stadiony, gdy przez te nowe wydechy odebrano nam tak wiele emocji, porządnego ścigania - stwierdził kostrzynianin. - Fajnie, że Tomasz Gollob zdobył mistrza świata w barwach Stali, ale przecież pierwsze skojarzenie z nim to Gryf z Bydgoszczy. Tak jak klany Kasprzaków czy Pawlickich natychmiast kojarzą się z Lesznem, a Jancarz, Rembas, Nowak, Świst, Paluch ze Stalą. Jakie jednak skojarzenie przychodzi na myśl z Jarkiem Hampelem?

Swoje zbiory artysta powiększa, nawiązując kontakty z kolekcjonerami z całej Polski, których spotyka także na Przystanku Woodstock. - Kiedyś pisało się listy i wymieniało się programami, dziś masa żużlowych pamiątek jest do zdobycia w internecie - mówi Kaczmarek. - Ostatnie moje rarytasy to roczniki gazety "Speedway Star" z lat 60., angielska gazeta z pięknym plakatem Jancarza, a także program ze światowego finału na Wembley, gdzie w 1978 r. Rembas zajął piąte miejsce, a trener kadry Marek Cieślak był 13. O historię Stali, o pamięć o czasach żużla romantycznego musi dbać także klub, bo przeszłość buduje teraźniejszość. Wyobrażacie sobie, że zawodnicy wjeżdżają na stadion i na każdym kroku widzą daty najważniejszych gorzowskich triumfów, ustawiają motory w parkingu, a przed sobą widzą wielkie zdjęcia legend ze Stali? Nie mają wyjścia, muszą poczuć, że to ich drużyna. Właśnie trzeba iść taką drogą. 62:28 z Falubazem? Już powinien być proporczyk z tym wydarzeniem. Mam w kolekcji jedynie zdjęcie z pamiątkowym proporcem, wydanym po mistrzostwie w 1983 r. Niestety, nie udało mi się zdobyć oryginału. Liczę, że jeśli będzie ósme złoto, to podobny z kolejną, mistrzowską Stalą szybko zawiśnie w jednej z gablot w Kostrzynie. I apeluję: pamiątkowe fotografie drużyn koniecznie róbmy z motocyklem. Wróćmy do tego, aby było widać, że to nie zespół hokeja.

W niedzielę jak zwykle na pierwszym wirażu

Kaczmarek cieszy się, że o złoto Stal walczy z Unią, bo właśnie nad "Jancarzem" i "Smoczykiem" znów unosi się duch romantycznego żużla: - Nie udawajmy, że są dwie Stale, ta z przeszłości i ta dziś, bo to do niczego nie prowadzi. Jeśli tych młodych chłopaków, których wychowujemy, będziemy budować siłą wielkiej Stali, to oni nie ulękną się największych wyzwań, wszystko przyjdzie im łatwiej. To normalne, że moje pokolenie mówi o Jancarzu i Rembasie, a młodsi będą pamiętać największe wyścigi Zmarzlika i Cyfera. Byle tylko rośli nam tacy bohaterowie. Osobiście kibicuję Łukaszowi Kaczmarkowi, wiadomo dlaczego. Niech zostanie solidnym ligowcem, którzy też mają u kibiców duży szacunek. Pamiętajmy, że w Polsce mamy żużel, a nie żaden speedway, a w Gorzowie Stal wychowaną na naszym wyjątkowym torze, który kreuje mistrzów świata, a nie jakieś wynalazki. Co w niedzielę? Najtrudniejszy mecz sezonu, tak trzeba do tego podchodzić. Jeszcze chwila i będziemy wiedzieli, czy 31 lat czekania wystarczy. Wierzę, że oni to udźwigną i na zawsze wpiszą się do historii gorzowskiego żużla.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



STAL GORZÓW - FOGO UNIA LESZNO

Niedziela - godz. 19, Stadion im. Edwarda Jancarza w Gorzowie, transmisja w nSport.

W pierwszym finale 46:44 dla Leszna.

FOGO UNIA: 1. Mikkel Michelsen, 2. Nicki Pedersen, 3. Grzegorz Zengota, 4. Kenneth Bjerre, 5. Przemysław Pawlicki, 6. Piotr Pawlicki, 7. Tobiasz Musielak.

STAL: 9. Krzysztof Kasprzak, 10. Linus Sundstrom, 11. Matej Zagar, 12. Niels Kristian Iversen - zawodnik zastępowany, 13. Piotr Świderski, 14. Adrian Cyfer, 15. Bartosz Zmarzlik.

Więcej o: