W Gorzowie żużlowy półfinał przerwany po jednym wyścigu [WIDEO, ZDJĘCIA]

Najpierw jury zawodów, rządzące meczem Stal Gorzów - Falubaz Zielona Góra, z godzinnym opóźnieniem wypuściło żużlowców na tor. Po odjechanym jednym wyścigu i przerwanym drugim panowie znów się zebrali i zdecydowali, że tor jednak nie nadaje się do jazdy w czterech. Kilkanaście tysięcy kibiców było strasznie zawiedzionych. - Gdybyśmy sami decydowali w niedzielę o przygotowaniu nawierzchni, to gwarantuję, że byłaby ona znacznie lepsza - mówił Piotr Paluch, trener gospodarzy. - W Szwecji, w Anglii, w Grand Prix byśmy pojechali. W Polsce się nie da.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

To była kolejna niedziela pełna niezrozumiałych decyzji w polskim żużlu, które w błyskawicznym tempie spychają tę dyscyplinę w czarną dziurę...

W nocy padało, tor był zmoczony, ale od rana w okolicach i na sam stadion nie spadła ani jedna kropla deszczu. Nawierzchnia była od nowa przygotowywana, suszona? Absolutnie nie. Mecz był zagrożony, a więc gospodarze - znający tor najlepiej - nie mogli go ruszać. - W prognozach był deszcz i dlatego czekaliśmy - wyjaśnił Piotr Lis, przewodniczący jury, czyli całej grupy przyjezdnych ludzi, którzy w takiej sytuacji przejmują kontrolę nad torem i meczem.



Tego nikt nie potrafił zrozumieć. I po gorzowskiej, ale i po zielonogórskiej stronie.

- Gospodarze przecież znają ten tor najlepiej i daliby sobie z nim radę. Niereagowanie od rana? Co z tego, że miał być deszcz. Gdyby spadł, to i tak tego meczu nie dałoby się uratować, ale nie padało i byśmy jechali - mówił Rafał Dobrucki, trener Falubazu. - Gdyby nie było dziś tych wszystkich panów i natworzonych regulaminów, to gwarantuję, że przygotowalibyśmy na godzinę 19 bardzo dobry tor, a tak wszystko było za późno - dodał trener Stali Piotr Paluch.

W końcu prace na torze ruszyły, przede wszystkim był ubijany pierwszy wiraż - tradycyjnie w zacienionych miejscach nawierzchnia w Gorzowie schnie znacznie wolniej i już każde dziecko wie, że trzeba było się nią zająć od rana, a nie po 17.

O godz. 19.50 po dwóch żużlowców wyjechało na próbę toru. - Wtedy to wyglądało lepiej niż później, podczas jazdy we czterech - stwierdził Piotr Lis. Naprawdę? Goście, jeśli nie chcieli na takiej nawierzchni jechać, mogli robić błędy. Widzieliśmy jednak, że ten tor jest naprawdę wymagający także dla Bartka Zmarzlika i Linusa Sundstroma, a nawierzchnia już źle reagowała. Stalowcy byli u siebie, znają domowe kąty na wylot, także radziliby sobie znacznie lepiej i z łatwością odrobiliby ośmiopunktową stratę z pierwszego spotkania w Zielonej Górze. Tak samo było pewne, że ucierpi widowisko, a pamiętajmy, że żużel wpadł w kryzys, bo za często w czasie zawodów brakuje w nim tego najważniejszego, czyli fantastycznego ścigania w każdym wyścigu, ale błędów popełnionych wcześniej już nie dało się naprawić.

Jury decyduje: jedziemy. O godz. 20.05 zapala się zielone światło, a chwilę później Krzysztof Kasprzak i Linus Sundstrom są już daleko z przodu. Przez chwilę próbował z nimi walczyć Aleksandr Łoktajew, Jarosław Hampel od początku nie miał ochoty na jakąkolwiek walkę.



Drugi wyścig zatrzymał się w pierwszym wirażu. Na czele byli Bartek Zmarzlik i Adrian Cyfer, a za nimi upadł Adam Strzelec, który regularnie na gorzowskim torze ma kłopoty. - Gdy na przyczepnej nawierzchni nie trzyma się gazu, to zawsze tak to się kończy - słusznie stwierdził Paluch. I dodał. - W Anglii, w Szwecji i w Grand Prix byśmy pojechali, ale w Polsce się nie da. Tor był wymagający, dało się jednak na nim jechać i my byliśmy zdeterminowani, aby te zawody dokończyć. Upadki w żużlu się zdarzają i uważam, że zawodnik Falubazu zwyczajnie położył się na torze. Jeszcze raz powtarzam: wielka szkoda, że przy tej nawierzchni nie mogliśmy popracować wcześniej.

Mieliśmy kolejną przerwę, gorące dyskusje w parkingu i tym razem jury zdecydowało, że jednak dalej nie jedziemy. Zielonogórzanie stali przy swoim. - Nikt mi nie wmówi, że ten tor był bezpieczny - powiedział trener Dobrucki. - Uważam, że decyzja o przerwaniu meczu była słuszna. Organizatorzy robili wszystko, aby nawierzchnię poprawić, ale przez takie, a nie inne wytyczne i przepisy, prace zaczęły się o wiele godzin za późno.

Nam nikt nie wmówi, że kibice znów musieli tyle czasu czekać na ostateczną decyzję. Trzeba było być zdecydowanym i ten mecz, widząc jakość pierwszego wirażu, odwołać dużo wcześniej, ewentualnie zaraz po niezbyt udanej próbie toru, albo dojechać te zawody do końca. W lubuskich, półfinałowych derbach nic się jeszcze nie wyjaśniło, ale na pewno znów przegrał żużel...

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



Nie odbył się też wcześniejszy półfinałowy mecz w Tarnowie (tam pojedynek storpedowała ulewa, która rozpętała się na niespełna godzinę przed rozpoczęciem spotkania) i dlatego możliwe, że drugie podejście do spotkań rewanżowych będziemy mieli w niedzielę 28 września, a pojedynki o medale zostaną przełożone na kolejne weekendy. Jest też rozważana taka wersja, aby aktualny terminarz utrzymać i półfinałowe pojedynki w Gorzowie i Tarnowie rozegrać w najbliższym tygodniu. Dokładne terminy zapewne poznamy w poniedziałek.