Węgierski kierowca dał czadu, czołg też zrobił furorę. Przeżyjmy MRS jeszcze raz [3xWIDEO, ZDJĘCIA]

Piąta edycja Moto Racing Show za nami. Kolejny raz gorzowianie i goście odwiedzający nasze miasto udowodnili, że ta impreza to strzał w dziesiątkę i warto ją organizować. Pokazy driftu ściągnęły kilka tysięcy ludzi na Most Staromiejski i bulwar. Pierwsi fani czekali na ?palenie gumy? już od godziny 16.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Piątek, godzina 17.40. Centrum miasta zakorkowane, ciężko gdziekolwiek przejechać, a jak już się jechało to bardzo powoli. Wybaczamy? Tym razem zdecydowanie tak, bo właśnie tego jednego dnia w roku Gorzów zamienia się w motoryzacyjną kolebkę za sprawą Moto Racing Show. Na efektowne pokazy driftu czy stuntu na quadach przychodzą i przyjeżdżają tysiące osób, nie tylko z Gorzowa.

W tym roku - pomimo wcześniejszych opadów deszczu - fani efektownych pokazów dynamicznych nie zawiedli i tłum ludzi pojawił się na Moście Staromiejskim, Bulwarze Wschodnim i Zachodnim oraz przylegających do nich ulicach. - Baliśmy się, że przez tę ulewę impreza się nie odbędzie. Ale z nadzieją przyjechaliśmy do Gorzowa, aby zobaczyć te wszystkie auta z bliska. Jesteśmy tutaj już trzeci raz - komentuje pani Kamila, która razem z mężem przyjechała z jednej z podgorzowskich miejscowości. - Nam takie imprezy dostarczają dużo emocji i jest po prostu na co popatrzeć.



Chociaż te najbardziej widowiskowe przejazdy rozpoczynały się o godz. 20, to barierki na moście były już oblegane od godz. 16 - każdy chciał mieć jak najlepsze miejsce, aby zobaczyć z bliska popisy motoryzacyjnych wirtuozów.

Jednak zanim parada samochodów i motocykli rozpoczęła się, to na gości czekało wiele atrakcji - każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wśród dzieci i młodzieży największą popularnością cieszył się symulator dachowania czy symulator jazdy na jednym kole - oczywiście dorośli też ustawiali się w kolejce. - Dziwne uczucie, kiedy siedzisz w samochodzie, jesteś przypięty pasami i obracasz się w kółko wiedząc, że nic się tobie nie stanie. Chciałbym tak jeszcze raz - komentował kilkunastoletni Staś, tuż po wyjściu z symulatora dachowania.

Kolejną atrakcją był bardzo energiczny pokaz zumby pod sceną na Bulwarze Zachodnim, a kilkanaście metrów dalej już na rzece Warcie odbywały się pokazy skuterów wodnych i motorówek.

Furorę robiła również wystawa samochodów, zarówno zabytkowych i sportowych. Wiele osób przechodzących przez bulwar robiło sobie zdjęcia z tymi autami. Jednak największe zainteresowanie wzbudził wielki czarny dodge, z dwoma charakterystycznymi pomarańczowymi pasami na przedniej masce, który był... oklejony zamszem. Co chwile ktoś zatrzymywał się, aby dotknąć go i zobaczyć z "czego on jest zrobiony".

Palenie gumy i... wpadka na rondzie

Chociaż deszcz w Gorzowie przestał padać ok. godz. 17, to podczas próbnych jazd na moście po godz. 19 było nadal ślisko. Efekt? Czerwone auto Nowaka i Jasińskiego wylądowało na rondzie św. Jerzego - na szczęście nikomu nic się nie stało, a do wymiany była jedynie opona.

Na Moście Staromiejskim pojawiła się również karetka pogotowia, jednak jej interwencja to nic poważnego. Skończyło się tylko na strachu i zabraniu dwóch osób na obserwację.

Na szczęście to jedyne incydenty podczas tegorocznego Moto Racing Show. Zatem można śmiało stwierdzić, że impreza była bezpieczna.

Driftowanie czołgiem? Czemu nie?!

W końcu wybiła godz. 20 i rozpoczęła się parada aut oraz motocykli, które wcześniej prezentowały się na Bulwarze Zachodnim. Na czele przejazdu w samochodzie wyścigowym Merlis 3000 pojawił się cały czas rześki i niezwykle aktywny 85-latek Stanisław Lisowski - legenda rajdów terenowych, wielokrotny mistrz Polski, członek Automobilklubu Gorzowskiego. Tuż za nim jechał Adam Kerenyi - mistrz Europy serii "King of Europe" pochodzący z Węgier, który już od najmłodszych lat pasjonował się sportami motorowymi. A następny był... czołg, który wcale nie odstawał od reszty aut i też driftował.

Czołg wymiatał. Drifotwał aż rwało asfalt. Nie sądziliśmy, że czymś takim można w ogóle wpaść w poślizg kontrolowany - to tylko niektóre komentarze, jakie można było usłyszeć tuż po zakończeniu pokazu.



- Nawet pani sobie nie wyobraża co te cudo potrafi. A tutaj nie miałem za bardzo jak pokazać wszystkich jego możliwości - kipiał z dumy Radosław Kuś, kierowca czołgu.

Jednak absolutnym mistrzem piątkowego wieczoru był Adam Kerenyi. To co wyczyniał swoim autem naprawdę zachwycało i było powiewem świeżości podczas tej imprezy.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



Gdyby nie Kerenyi...

Była to już piąta edycja tej imprezy, więc można było spodziewać się czegoś więcej po niej. Chociaż większość osób była zachwycona dynamicznymi pokazami na moście, to było słychać też słowa krytyki. - Kiedy ogląda się tych samych kierowców co roku, to już tak bardzo ich wyczyny nie zachwycają, jak za pierwszym razem. Jednak oczywiście nie można im odmówić niesamowitych umiejętności o których wielu z nas może tylko pomarzyć - komentował pan Adrian z osiedla Górczyn.

I faktycznie, gdyby nie mistrz kierownicy z Węgier, to mielibyśmy powielony schemat sprzed roku i dokładnie tych samych kierowców. A taką imprezę trzeba rozwijać i z roku na rok starać się zaskoczyć ludzi, tak aby wracali do domów zachwyceni i z myślą "chcę tutaj wrócić za rok". Podsumowując - nie było źle. Prosimy o więcej, inaczej, dynamiczniej. A ca to co już, w imieniu mieszkańców Gorzowa i nie tylko - dziękujemy!

Więcej o: