Sport.pl

Kapitan Stali wstaje po wielkim "dzwonie" i jedzie dalej po genialną wygraną

- Kciuk musiałem nastawić, do kolana lepiej nie będę zaglądał, ale nie martw się, mamo, jest w porządku, jadę dalej - tak Krzysztof Kasprzak za pośrednictwem kamer Canal+ pocieszał swoich bliskich po fatalnie wyglądającym wypadku w trzecim wyścigu. Kapitan Stali wstał i faktycznie jechał dalej, i to jak! Wygrał Grand Prix Łotwy i w wyścigu o tytuł żużlowego mistrza świata awansował na piąte miejsce! A za dwa tygodnie pojedzie na domowym torze w Gorzowie.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Żużlowy weekend na Łotwie ostatecznie zakończył się całkiem udanym turniejem w Daugavpils, choć do ostatniego wyścigu zastanawialiśmy się, czemu prestiż rywalizacji o tytuł żużlowego mistrza świata w tak ekspresowym tempie spada na łeb na szyję. Dwa miesiące temu w Tampere w Finlandii odbyły się zawody Grand Prix, ale to była głównie walka z torem, a nie poważne ściganie. Eksperyment z Rygą całkowicie się nie udał, popadało i tor nie nadawał się do niczego. Mistrzowski cyrk awaryjnie przeniósł się na inny stadion. Nie wszyscy jednak dojechali do Daugavpils zupełnie trzeźwi. Australijczyk Darcy Ward jeszcze raz udowodnił, że szybciej zmarnuje swoją karierę, niż stanie się poważnym kandydatem do złotego medalu. W Daugavpils zastąpił go pierwszy rezerwowy żużlowiec gospodarzy Kjastas Puodżuks i był rewelacją niedzielnej imprezy.

Krzysztof Kasprzak, tak jak inni zawodnicy, musiał wydać parę euro więcej, ale akurat na dodatkowe wolne godziny nie narzekał. Mógł ochłonąć po wielkich emocjach, które towarzyszyły jego wielkiemu zwycięstwu w czwartkowym finale indywidualnych mistrzostw Polski w Zielonej Górze. Jak przyznał, po tym sukcesie długo nie mógł zasnąć. Odpoczął w Rydze, a przez przełożenie zawodów GP na niedzielę nie musiał także pędzić do Tarnowa na Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi, bo siłą rzeczy te zawody zostały odwołane. - Czy złoty tydzień będzie trwał dalej? - zastanawiał się kapitan Stali. Czuł, że motory są szybkie, a kolano, jak się jeździ na czele, dokucza jakby mniej...

Marsz po zwycięstwo w Daugavpils "Kasper" zaczął od mrożącego krew w żyłach wypadku w pierwszym wirażu trzeciego wyścigu. Ostro od krawężnika zaatakował Chris Holder, po szerokiej zbliżał się Chris Harris. W końcu Kasprzak znalazł się między Australijczykiem i Brytyjczykiem, nie miał szans, aby uchronić się przed upadkiem. Gdy polski żużlowiec kolejne sekundy leżał wbity pod dmuchaną bandą, przez głowy kibiców przemykały najgorsze myśli... Za chwilę jednak Krzysztof jest w parkingu, potrafi się uśmiechnąć. Widzimy, jak... sam nastawia sobie wybity palec. W powtórce zdecydowanie zwycięża! Drugi motocykl też jedzie, a adrenalina jest silniejsza od bólu.

Kolejne zwycięstwa Kasprzaka też nie są zwyczajne. Wyprzedza rywali na dystansie, jak trzeba, prześlizguje się na czoło stawki, korzystając z przyczepnej nawierzchni tuż przy bandzie. Wygląda to przez chwilę jak jazda w beczce śmierci. Kapitan Stali wie jednak, co robi, jest pewny swojej życiowej formy i umiejętności.

W półfinale z trzeciego pola pewnie wyjechał na drugie, premiowane miejsce, za Gregiem Hancockiem. Dla Amerykanina to był tysięczny wyścig w Grand Prix! Rewelacja! W czasie wielkiego finału i po nim na trybunach w Daugavpils najwyżej powiewały wszystkie polskie flagi, bo "Kasper" po genialnej jeździe na pierwszym okrążeniu minął Hancocka i zwyciężył z dużą przewagą. - Szkoda tych turniejów, gdzie nie punktowałem, bo musiałem dojść do ładu z kontuzjowanym kolanem - mówił Kasprzak, który pierwszy turniej Grand Prix w karierze wygrał w kwietniu tego roku w Bydgoszczy. - Z tego powodu na razie przede wszystkim pilnuję, aby pozostać w czołowej ósemce. Zobaczymy, co jeszcze uda się zaatakować na finiszu. Teraz Gorzów, domowy tor. Bądźcie z nami!

30 sierpnia, w następnej rundzie GP 2014, na Stadionie im. Edwarda Jancarza pojedzie aż czterech stalowców - oprócz kapitana także Niels Kristian Iversen, Matej Zagar i Bartek Zmarzlik. To będzie też ważny turniej dla drugiego ze stałych polskich uczestników cyklu - Jarosława Hampela. Zawodnik w ostatnich tygodniach przeżywa same ciężkie dni (w Daugavpils uzbierał zaledwie cztery punkty) i będzie musiał teraz ostro popracować, aby zostać w czołowej ósemce.

W klasyfikacji przejściowej cyklu na czele znalazł się Hancock, który wyprzedził obrońcę tytułu mistrzowskiego Taia Woffindena. Na trzecie miejsce wskoczył Nicki Pedersen, a za nim żółto-niebiescy: Iversen, Kasprzak, Zagar. Za dwa tygodnie na "Jancarzu" będzie się działo...

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



WYNIKI GRAND PRIX ŁOTWY:

1. Krzysztof Kasprzak (Polska) - 1. miejsce w finale, 17 (3,2,2,3,2,2,3), 2. Nicki Pedersen (Dania) - 2. miejsce w finale, 18 (2,2,3,3,3,3,2), 3. Greg Hancock (USA) - 3. miejsce w finale, 16 (3,1,3,3,2,3,1), 4. Kenneth Bjerre (Dania) - 4. miejsce w finale, 11 (3,0,1,2,3,2,0), 5. Kjastas Puodżuks (Łotwa) 10 (2,3,1,2,1,1), 6. Matej Zagar (Słowenia) 9 (1,2,1,3,1,1), 7. Tai Woffinden (Wielka Brytania) 8 (0,3,1,1,3,0), 8. Troy Batchelor (Australia) 8 (1,1,2,2,2,0), 9. Niels Kristian Iversen (Dania) 7 (0,3,2,2,d), 10. Andreas Jonsson (Szwecja) 6 (0,0,2,1,3), 11. Fredrik Lindgren (Szwecja) 6 (1,2,3,0,0), 12. Chris Holder (Australia) 6 (2,0,3,1,0), 13. Martin Smolinski (Niemcy) 6 (2,1,0,1,2), 14. Jarosław Hampel (Polska) 4 (3,0,0,0,1), 15. Chris Harris (Wielka Brytania) 3 (0,3,0,0,d), 16. Andrzej Lebiediew (Łotwa) 3 (1,1,0,0,1).

KLASYFIKACJA PO 8. RUNDZIE: 1. Hancock - 103 pkt, 2. Woffinden - 98 pkt, 3. Pedersen - 86, 4. Iversen - 81 pkt, 5. Kasprzak - 76, 6. Zagar - 75 pkt, 7. Ward - 75 pkt, 8. Hampel - 63 pkt, 9. Lindgren - 63, 10. Holder - 61 pkt, 11. Smolinski - 59, 12. Batchelor - 57 pkt, 13. Jonsson - 55 pkt, 14. Bjerre - 50 pkt, 15. Harris - 29.

GRAND PRIX 2014:

30 sierpnia - GP Polski, Gorzów; 13 września - GP Nordyckie, Vojens; 27 września - GP Skandynawskie, Sztokholm; 11 października - GP Polski, Toruń.

Więcej o: