Sport.pl

Matej Zagar: W Stali mamy cały czas coś ważnego do wykonania

- To będzie mój piąty sezon w Gorzowie i mam nadzieję, że nie ostatni. Dlaczego właśnie Stal? Wiem, że tutaj nie spotkają mnie żadne niespodzianki. Drużynę też mamy ciekawą, która spokojnie może sobie postawić najwyższe wyzwania - powiedział Matej Zagar.
30-letni Słoweniec, prywatnie mocno związany z Gorzowem, po roku przerwy wraca do Stali i tym razem chciałby pościgać się w żółto-niebieskich barwach znacznie dłużej, najlepiej do końca kariery.

Ireneusz Klimczak: Słowa, że Matej Zagar wraca do domu, nie są przesadzone?

Matej Zagar: Absolutnie. Bardzo pragnąłem właśnie takiego rozwiązania. Oczywiście w czasie negocjacji były do ustalenia jakieś szczegóły, ale Stal chciała mnie, a jak nie planowałem niczego innego jak powrót do Gorzowa. Przede wszystkim czekaliśmy na regulamin sezonu 2014. Właśnie przepisy tak skomplikowały mi życie przed rokiem. Mam nadzieję, że już więcej nie będę musiał niczego takiego przeżywać i dokonywać trudnych wyborów. W domu jest najlepiej, a więc nie chcę już niczego zmieniać.

Rok w Gnieźnie miałeś jednak niezły. Trener Piotr Paluch powiedział, że lata startów w Stali ukształtowały ciebie jako zawodnika, ale teraz wracasz już jako żużlowiec światowego formatu.

- Miło to słyszeć. Na Start z pewnością nie będę narzekał, choć spadek z ligi nikomu się nie uśmiecha. Brakowało mi także kogoś takiego jak Niels Iversen w Stali, z którym ścigamy się "w ciemno" i wygrywaliśmy wyścigi po 5:1. Cieszę się, że to wraca, choć wiem, że tym razem w Gorzowie czeka mnie trochę inna rola, nowy partner. Z "Pukiem" poszukamy dubletu w wyścigach nominowanych, aby tym razem rozstrzygać mecze na korzyść naszej drużyny.

A jaka to według ciebie będzie drużyna?

- Bardzo ciekawa. Dopasowana charakterami, a to według mnie jest bardzo ważne. Nigdy w sezonie nie jest cały czas z górki, a wtedy trzeba umieć się dogadać, znaleźć wspólnie i to jak najszybciej, dobre rozwiązanie. Zauważyłem, że w Stali już któryś sezon z rzędu przywiązują wagę do atmosfery, bo to jest jeden z ważnych kluczy do sukcesu. Dlatego cieszę się, że będę częścią właśnie takiego teamu. To jest sport i nie warto przywiązywać się do wielkich obietnic, ale pamiętam, że w 2012 roku nie wykonaliśmy tutaj ważnej roboty, złoto zabrał Tarnów. Trzeba próbować to naprawić. O to z pewnością będziemy walczyć. Nie wyobrażam sobie, aby cel mógł być jakiś mniej ambitny. Z tego co wiem, Stal czeka na taki sukces parę ładnych lat. Ile? Trzydzieści? Tym bardziej trzeba się starać. Z chłopakami będziemy też rywalizować w Grand Prix, ale i się wspierać. Taka właśnie jest ta Stal. "Puk", Kris, Bartek, Tomek... To moja drużyna. Cały czas się uśmiecham, bo znów jestem w domu.

Zostajesz w Gorzowie czy wracasz do Słowenii?

- Wracam. Pewnie z moją partnerką przyjedziemy znów tutaj na święta. W Gorzowie jak zwykle będziemy na dłużej w sezonie. Teraz chcę odpocząć, mam już trochę dość tych tysięcy kilometrów, które błyskawicznie rosły na liczniku, w podróży z zawodów na zawody. Wielkich wakacji nie będzie, bo przecież mamy małe dziecko.

Tak jak Tomek Gapiński i Niels Kristian Iversen.

- Tak? No to będzie z kim się wymieniać wrażeniami tatusiów. Powoli ruszę też niedługo z zimową zaprawą, planowaniem logistyki i zadbaniem o park maszyn, choć wielkich zmian wprowadzać nie muszę, bo przez lata udało mi się wypracować wraz z moim teamem wysoki poziom. Lekkie roszady przydadzą się, aby po prostu te miesiące się nie dłużyły, choć pewnie synek na to nie pozwoli. Widzimy się w marcu. Do zobaczenia na stadionie imienia Edwarda Jancarza.

Więcej o: