Sport.pl

Prezes Stali: Do końca września musimy zdecydować, czy Gorzów stać na żużlową ekstraligę

Wiszący nad gorzowskim klubem, liczony w milionach dług i niepewna przyszłość odbierają sen szefowi Stali. - Do tego liga nie trzyma się tego, co właśnie tak dobrze się sprawdziło, tylko chce rozwarstwić rozgrywki pod względem sportowym, rozdać medale już przed sezonem. Boję się, że w 2014 roku będziemy myśleć wyłącznie o utrzymaniu, jeśli oczywiście pojedziemy w ekstraklasie - stwierdził Ireneusz Maciej Zmora, który w tej chwili nie chce rozmawiać o swoich dalszych losach.
Przed rokiem, po długim namyśle, 42-latek podjął się kierowania gorzowskim klubem żużlowym, choć wiedział, że to może być gorące krzesło, bo choć jechaliśmy o medal i Stal ostatecznie wywalczyła wicemistrzostwo Polski, to budżet w żadną stronę nie dopinał się. Dług został spory. Ile? Ireneusz Maciej Zmora tego nie zdradza, podobno niestety jest liczony w milionach. Przyznaje, że różne myśli mu chodzą po głowie, bo jeden tydzień w klubie bywa trudniejszy od kolejnego. Czy w Stali trzeba będzie za chwilę szukać nie tylko pieniędzy, ale również nowego prezesa?

Ireneusz Klimczak: Spotkaliśmy się, aby podsumować zakończony w niedzielę sezon, a tu okazuje się, że sport szybko schodzi na dalszy plan, bo w Stali znów otwarcie mówicie o dużych problemach finansowych.

Ireneusz Maciej Zmora, prezes Stali Gorzów: Dla wielu kibiców sezon kończy się wraz z ostatnim meczem ligowym ich drużyny, ale dla nas jeszcze trwa. Chcemy u siebie 30 sierpnia powalczyć o złoto w seniorskich parach, liczę również na sukcesy w finałach młodzieżowych, bo tam powinna zaprocentować praca Piotra Palucha z naszymi juniorami. Równolegle staramy się zamknąć budżet 2013. I nikomu z pewnością nie jest do śmiechu.

Gdy widzieliśmy się w kwietniu, była mowa o tańszej drużynie, tak aby nie powiększać długu z 2012 roku.

- Niestety boję się, że za te ostatnie miesiące też będzie ciężko wyjść na zero, choć cały czas próbujemy. Do końca września poznamy ostateczne rozliczenie.

Faktycznie jest tak źle, że będziemy rozważać, czy pojedziemy w ekstralidze w następnym sezonie?

- Osobiście jestem optymistą, ale i od razu powiem, że może się wydarzyć naprawdę wszystko. Jedziemy po ostrym zakręcie. W najbliższym czasie czekają nas spotkania z prezydentem miasta, naszymi sponsorami oraz ludźmi, którym losy żużla leżą na sercu. Musimy postawić pytanie: czym dla Gorzowa jest Stal? Czy to wyłącznie klub sportowy, czy coś więcej? Okno Gorzowa na świat? Jaka w tym wszystkim ma być rola miasta? Czy Gorzów stać na żużlową ekstraligę? Popatrzmy, że za każdym w ekstraklasie stoi ktoś bardzo możny albo miasto. U nas tego nie ma. Business Speedway Club to duża grupa superludzi, starających się lokalnych przedsiębiorców. Za to co robią dla żużla, należą im się wielkie słowa uznania. To jest jednak za mało.

Prezes w Stali też się może zmienić?

- Różne myśli chodzą po głowie, to jest naprawdę ciężka praca, szczególnie w tak trudnych finansowych realiach. Problemy zwyczajnie nie dają ci zasnąć. Nie chcę jednak nad tym się rozwodzić. Jak powiedziałem, jestem optymistą. Wróćmy do tego tematu pod koniec września. Żużlowe władze nie ułatwiają nam życia. Nie wiem, jak zmierzyć się z brakiem Kalkulowanej Średniej Meczowej, który spowoduje rozwarstwienie ligi pod względem sportowym. Medale najbogatszym będzie można powiesić na szyjach już przed sezonem, bo oni zgarną z rynku najlepszych, a reszta poczeka i zadowoli się tym co zostanie. Niestety Stali pisana jest ta druga grupa. Boję się, że nie będziemy w stanie nawiązać rywalizacji z najlepszymi w lidze i przyjdzie nam wyłącznie bronić ekstraligi dla Gorzowa.

W zakończonych niedawno rozgrywkach pokazaliśmy, że i tańszy zespół może być zadziwiająco skuteczny.

- Tak wyszło, że rację mają ci, którzy widzieli Stal Gorzów w strefie spadkowej i tak samo nie mylili się ci wpisujący naszą drużynę do czołowej czwórki. Aż do przedostatniej kolejki groziła nam degradacja, ale i faza play-off. Dziś utrzymanie mamy w garści, a dodatkowe mecze przegraliśmy w ostatnim pojedynku, w ostatnim wyścigu, jednym punktem.

Żal?

- Po tym, co spotkało gorzowską drużynę w Lesznie, co innego mówi serce, a co innego głowa. Serce płacze, pęka, bo szczęście było tak blisko, niestety nie udało się, ale rozum natychmiast zadaje pytanie: co bez porozbijanych Gapińskiego i Sundstroma zdziałalibyśmy w fazie play-off? Po to awansować, aby tam wszystko przegrać? Czy to ma sens? Ze zdrowym Tomkiem Gapińskim w takim gazie jak był ostatnio, pewnie bylibyśmy "czarnym koniem" play-off. Tego już się jednak nie dowiemy. Cieszą mnie głosy tych, którzy mają cywilną odwagę i przyznają się, że kilka miesięcy temu zdecydowanie skazywali Stal na spadek z ekstraklasy, a dziś stać ich na słowo przepraszam, nie wierzyliśmy w gorzowską drużynę. Mieliśmy duży potencjał, nie utrzymaliśmy się przypadkowo, a mniej zdrowotnych przypadłości i w tym sezonie jechalibyśmy dalej.

Mieliśmy niesamowitego lidera.

- Wiem, że Niels Kristian Iversen razem z mechanikami śledzą, co dzieje się w polskich mediach i czasami jest im przykro, że się ich nie pochwali, ale to na dziś jest człowiek z innej planety. Te same słowa zachwytu należały się Duńczykowi i jego ludziom właściwie po każdym meczu. Kilkadziesiąt lat nikt nie wywalczył dla Stali 21 pkt w wyjazdowym pojedynku.

Krzysztof Kasprzak i Bartek Zmarzlik też chyba prezesa nie zawiedli?

- Przy kapitanie Stali ostatecznie postawiłbym plusa, choć tu uczucia mam trochę mieszane, bo liczyliśmy na jego formę dorównującą tej z ubiegłorocznej fazy play-off, gdzie zdobywał po kilkanaście punktów. Tego trochę nam zabrakło. Ważne, że Krzysiek to już nie jest najemnik, który przyjeżdża na zawody, wystawia fakturę i tyle. W relacjach zawodnik - klub - kibice na pewno zrobił duży postęp. Ubieranie bardzo często całej ekipy w stroje Stali czy logo naszego klubu na ramieniu w Grand Prix to były fajne wybory wyłącznie "Kaspera" i jego ludzi.

Po poważnej kontuzji Bartek Zmarzlik doszedł do siebie i był silnym punktem drużyny. I on, i my przeżyliśmy słabsze występy w Bydgoszczy i Rzeszowie, gdzie właśnie jego punktów zabrakło, abyśmy już wcześniej pewnie witali się z pierwszą czwórką. Nie zapominam jednak, że ten chłopak ma dopiero 18 lat i jeszcze kilka wpadek przed nim. Ważne, że się rozwija, a wielokrotnie pokazał, jak ważne są dla niego sukcesy i zwycięstwa w barwach Stali. Bartek z Adrianem Cyferem, przez następne trzy lata, ma szansę stworzyć jedną z najgroźniejszych par młodzieżowych w ekstraklasie. To nie były jeszcze moje decyzje, ale w poprzednim sezonie został popełniony błąd, gdy Adrian nie miał w zespole konkurencji. Musiał jeździć, choć mu nie szło. Nie miał szans, aby się od tego oderwać, odpocząć, nieudane mecze wbijały go coraz bardziej w ziemię. W obecnych rozgrywkach spokojnie doszedł do wysokiej formy, w końcu na stałe wywalczył miejsce w składzie Stali, ale teraz już stał się naprawdę ważnym punktującym ogniwem drużyny.

Pozostali stalowcy przeżywali wzloty i upadki.

- Paweł Hlib miał długi rozbrat z ekstraligą. W jego przypadku cierpliwość opłaca się, bo żużlowiec robi regularne postępy, a naprawdę cały czas ma papiery na jazdę na najwyższym poziomie. Chciałbym, żeby został w Stali i robił coraz większe punkty. Powrót Daniela Nermarka do Gorzowa będzie nam się niestety kojarzył głównie z kontuzjami i przebłyskami dobrej jazdy w końcówce sezonu. Czy spełnił oczekiwania? Miał być trzecim prowadzącym parę. Statystyki mówią coś innego. Nermark był gorszy choćby od Tomka Gapińskiego, który wracał w tym sezonie z dalekiej podróży, ale gdy poradził sobie z problemami, robił więcej niż zakładaliśmy, poprawił swoje osiągnięcia z poprzednich rozgrywek. Poznawaliśmy się w tym roku z Tomkiem jakby na nowo, także na słynnych rybach. Nie wiedziałem, że ma tak kruchą konstrukcję psychiczną, tak łatwo można go zdołować. Gdy odzyskał pewność siebie, z każdego zwycięstwa cieszył się jak dziecko. Złapał świetną więź z kibicami. Uważam, że ten zawodnik może być dalej ważną częścią Stali, bo sportowo nadal stać go na wiele.

Jakim słowem określi prezes Stali wyjątkowo emocjonującą żużlową elitę?

- Rewelacyjna. Taka powinna być zawsze. Dlatego to nie jest dobre rozwiązanie, że za chwilę odchodzimy od tego, co tak świetnie się sprawdziło. Nie daliśmy szansy tak skrojonej żużlowej ekstralidze. Wcześniej zapadły decyzje o zmianach. Bez sensu. Wielu twierdzi, że tak ciekawa liga to jest efekt KSM, komisarzy toru i spadku aż trzech drużyn. W pełni się z tym zgadzam. Po więc to zmieniać? Dla sportu żużlowego wartością jest dziesięć drużyn w ekstralidze albo nawet dwanaście, a nie krojenie tego produktu, który pokazał, że jest porządny i tylko trzeba znaleźć sposób, aby nie kończyć jazdy 18 sierpnia. Oczywiście z zachowaniem górnego KSM i mądrej rozmowie o jedności finansowej całej ligi, nie życia ponad stan. Ruchy kadrowe Gniezna i Bydgoszczy pokazały, że dolny KSM też jest ważny. Dzięki wyrównaniu poziomów liga była niesamowita, pełna sensacji, każdy z każdym mógł wygrać. Stal to pokazywała praktycznie na każdym wyjeździe.

Decyzje o innej lidze już jednak zapadły i wydaje się, że są nieodwracalne.

- Zobaczymy. Czytam opinię innych i widzę, że wielu chciałoby, aby zostało to, co widzieliśmy w sezonie 2013. Cały czas wierzę, że władze żużla zauważą, jak palący to jest problem, bo sytuacja finansowa w wielu klubach, także w naszym, jest poważna, a zmiany w następnym sezonie tylko te problemy pogłębią, bo na tyle ciekawych, wyrównanych spotkań nie ma szans. Przyrównywanie wolnego rynku w żużlu do wolnego rynku w piłce nożnej to nonsens. Przecież jak upada jeden klub żużlowy, to automatycznie mamy aż 5 procent ośrodków mniej w Polsce, a odbudowanie, jak widzimy na przykładach, jest praktycznie niemożliwe.

Wprowadzenie komisarzy toru to dobry pomysł?

- Dla Stali komisarz toru to jest wielka oszczędność finansowa. Praktyką w polskim żużlu stało się, że przyjeżdżała drużyna gości i natychmiast kwestionowała stan toru. Gdy mieliśmy w zwyczaju przygotowywać nawierzchnię przyczepną albo bardzo przyczepną, zaraz sędzia słyszał od przeciwników, że narażamy zdrowie zawodników i grozi to prokuratorem. Dla świętego spokoju tor się ubijało, a klub był karany. Teraz przyjeżdża komisarz, patrzy, co robimy, nie ma żadnych problemów, a rywale mogą myśleć tylko o jak najlepszym ściganiu. Odeszliśmy od toru przyczepnego, bo wszyscy wiedzieli, jakie będą wytyczne dla komisarzy. Myślę, że trzeba szukać nowego tłumika, aby do żużla wróciły mijanki, ale również z każdym rokiem, dzięki coraz większemu doświadczeniu, razem z komisarzami będą tworzone tory bardziej widowiskowe, bo przecież wcale nie muszą być betonowe. Nie ścigaliśmy się w Gorzowie przy bandzie, bo krawiec kraje, jak materiału staje. Nie mieliśmy aż tylu zawodników, którzy uwielbiają jazdę po płocie. Skaleczyła nas w ten sposób Częstochowa i w ostatnich wyścigach Toruń. Pokazaliśmy jednak, że i przy komisarzu toru własny stadion też może być atutem gospodarzy, oczywiście jeśli wcześniej szyków nie pomiesza ci pogoda, tak jak nam na początku rozgrywek. Ten atut nie jest już jednak decydujący, dlatego można było powalczyć praktycznie wszędzie, a to duży plus dla ligi i wprowadzonych zmian.

Mimo niejasnej przyszłości myślicie już o składzie na następny sezon?

- Nie można oszukiwać kibiców, mówić nieprawdy. Skład drużyny zależy wyłącznie od pieniędzy. Dlatego w pierwszej kolejności będziemy musieli uporać się ze starym budżetem, a potem przymierzymy się do nowego. Wtedy zobaczymy, na co nas będzie stać. Oczywiście prowadzimy rozmowy, bo już możemy to czynić z zawodnikami, którzy zakończyli rozgrywki. Także w tym gronie są nasi dotychczasowi jeźdźcy. Z ważnymi kontraktami pozostają Krzysztof Kasprzak, Linus Sundstrom i wszyscy młodzieżowcy.

A rozmawialiście już z latającym Duńczykiem?

- Jasne, że Iversen jest naszym priorytetem. Nie wiem jednak, w jaki sposób go zatrzymać, gdy nie będzie KSM. Jak już mówiłem, najbogatsi w ekstralidze z pewnością zabiorą z rynku to, co najlepsze. Czy jednak tego potrzebuje polski żużel?

A Matej Zagar?

- Widzieliśmy się nawet na początku tygodnia.

Czy jego powrót do Gorzowa jest możliwy?

- Chce go Stal i Matej też chętnie występowałby w naszej drużynie. Wszystko jednak zależy od pieniędzy. Czy będzie Gorzów stać na Zagara i innych? Czy Gorzów stać na dalszą jazdę w ekstralidze?

Więcej o:
Komentarze (2)
Prezes Stali: Do końca września musimy zdecydować, czy Gorzów stać na żużlową ekstraligę
Zaloguj się
  • dragan997

    Oceniono 5 razy 1

    PANIE PREZESIE I PO CO TE PŁACZE!!!!! REGULAMIN JET REGULAMINEM I NIE MA CO MÓWIĆ O TYM CZY KSM CZY 10 DRUŻYN. PRZYPOMINAM ŻE HONOROWY KUPOWAŁ GOLLOBA, DZIKIEGO, HOLTĘ... PRZYPOMINAM ŻE MÓWIŁ KOGO STAĆ NIECH SOBIE KUPUJE, KOGO CHCE!!! TERAZ KASA SIĘ SKOŃCZYŁA I KOMBINUJE PAN ŻEBY STALECZKA JAKOŚ PRZEŚLIZGNEŁA W PRZYSZŁYM SEZONIE. I KOMENTARZE TYPU BĘDZIE KSM TO NIELS ZOSTANIE. PROSZĘ CIĘ....!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX