Sport.pl

Prezes Stali Gorzów: Ligo, nie idź tą drogą. Na złość komu chcemy odmrozić sobie uszy?

Ireneusz Maciej Zmora wie, że zmiana reguł gry w trakcie sezonu to nie jest najlepsza droga, ale twierdzi, że jedyna, aby żużlowa ekstraliga dalej dawała kibicom tyle emocji, co w obecnym sezonie. I zaprasza na gorzowską rundę Grand Prix. - Ma być pogoda, a więc i tor zostanie przygotowany na wielkie ściganie od krawężnika do bandy - obiecał prezes Stali.
Mimo przedsezonowych zapowiedzi, w których wróżono gorzowskiej, zmienionej zimą drużynie kłopoty, Ireneusz Maciej Zmora był pewien, że Stal nie będzie bronić się przed spadkiem, a walczyć o coś więcej. Przez trzy porażki z rzędu na początku rozgrywek nie przespał kilku nocy, a po niespodziewanym zwycięstwie w Tarnowie cieszył się jak dziecko. Spędził wiele godzin z zarządem, sztabem szkoleniowym i zawodnikami, aby na dobre wyjść z kryzysu. Dziś gorzowianie są w tabeli wiceliderem, ale naprawdę w tej szalonej ekstralidze niewiele to znaczy.

Ireneusz Klimczak: Prezes wicelidera rozgrywek powinien być pewny swego, snuć plany o mistrzostwie. Dziś w żużlowej ekstralidze takie myślenie byłoby jednak tylko zgubne, bo przez kłopoty z pogodą, wciąż nie rozegraliśmy pełnej pierwszej rundy, a na swoim torze walczyliśmy już w aż pięciu meczach.

Ireneusz Maciej Zmora, prezes Stali Gorzów: - Czekamy, aż wreszcie wszystko się wyrówna i każdy będzie miał mniej więcej tyle samo odjechanych spotkań u siebie i na wyjeździe, bo w tej chwili tabela nie jest wykładnikiem faktycznej siły poszczególnych zespołów. W tej szalonej lidze trzeba mieć też szczęście. My zaczęliśmy rozgrywki od pecha, kłopotów z przygotowaniem toru. Szczęście dopisało nam za to ostatnio we Wrocławiu [wygraliśmy 48:42], gdzie zabrakło Taia Woffindena. Kontuzje w żużlu były, są i będą. Drużyny najczęściej nie mają superwartościowych zmienników, a więc niestety jeden uraz czy niedyspozycja wywraca cały skład. U nas w miejsce słabiej spisującego się Tomka Gapińskiego, który mam nadzieję jeszcze pokaże w tym sezonie, na co go stać, wskoczył Linus Sundstrom i nie zawiódł.

Dla mnie najważniejsze jest, że po trzech porażkach z rzędu nie straciliśmy głowy, nie było rwania szat, tylko maksymalna mobilizacja i praca, aby zakończyć złą passę. Dziś w zespole panują zupełnie inne nastroje, jesteśmy wiceliderem. Liga pokazała jednak, że nie ma co już planować i typować, kto spadnie, a kto awansuje do czołowej czwórki, bo tego zwyczajnie nie da się przewidzieć. Nastawienie, że kolejny mecz jest tym o wszystko, okazuje się być najlepszym wyjściem. Dzięki temu przywozimy punkty z tak gorących terenów, jak Tarnów i Wrocław, a to w ostatecznym rozrachunku mogą być bezcenne zdobycze.

Fart, że tyle punktów robił Stali nowy, niespodziewany żużlowiec w składzie - zawodnik zastępowany. Jak sobie poradzimy bez niego?

- Zapominamy o początku sezonu, bo wiemy, skąd były te problemy. Uważam, że powrót Daniela Nermarka to będzie korzyść dla drużyny. W meczu ze Spartą na zastępstwie zdobyliśmy 9 pkt. To jest absolutnie wynik w zasięgu Szweda, a szczerze mówiąc, to w jego przypadku osobiście liczę na więcej. Zyskujemy też czwartego zawodnika do biegów nominowanych.

Przed nami derby w Zielonej Górze, a później odrabianie ostatnich zaległości w Częstochowie. Bardzo ciężkie dni dla Stali, bo rywale, przynajmniej na papierze, to faworyci rozgrywek. Czy coś możemy w tych meczach zyskać?

- Nie chcę słyszeć o kalkulacjach, planie minimum, bo właściwie każdy mecz w tej lidze pokazuje, że wszędzie, z każdym można powalczyć. Tylko takie nastawienie się opłaca. Tym bardziej że jako drużyna jesteśmy na fali wznoszącej, mamy sporo zawodników zdobywających punkty.

Ostatnia kolejka to cztery mecze rozstrzygane w ostatnim wyścigu, znakomite ściganie... Wcześniej też z emocjami nie było gorzej, tabela jest równa jak nigdy. Patrząc, ile rozgrywki w takim kształcie mają mocy, jak są atrakcyjne, nawet poszedłbym dalej i zwiększył liczbę drużyn w ekstralidze do dwunastu, zostawił Kalkulowaną Średnią Meczową i przede wszystkim szukał rozwiązań do podniesienia atrakcyjności spotkań, przygotowywania takich torów, aby można było się na nich jeszcze częściej wymijać.

- Natychmiast podpisałbym się pod takim projektem.

Jest tylko jedno, bardzo poważne "ale". Mi też nie podoba się manipulowanie regulaminem w trakcie rozgrywek. Z drugiej strony osiem zespołów to rozgrywki kadłubowe. A zniesienie KSM? Zbyt mało mamy dobrych żużlowców, aby pójść na absolutny wyścig zbrojeń, który w jednej chwili podzieli elitę na mocnych i słabszych. Ktoś tu zimą ewidentnie, do końca wszystkiego nie przemyślał.

- Sięgnijmy do października 2012 roku [prezes pokazuje pismo]. Osiem z dziesięciu klubów ekstraligowych opowiedziało się wtedy, aby w 2014 roku ekstraklasa cały czas liczyła tyle samo drużyn. Przeciw były tylko Toruń i Zielona Góra. Tak samo było z górnym KSM, każdy go chciał, bo wiemy, że takie rozwiązanie wyrównuje poziom, bo rynek żużlowy nie jest z gumy. Zapadły jednak inne decyzje, kto inny ustalał przepisy na dziś i na później.

Ale manipulowanie regulaminem w trakcie rozgrywek? Takie rozwiązanie z oczywistych względów zawsze jest trudne do zaakceptowania.

- Czyli co, lepiej na złość mamie odmrozimy sobie uszy? Nie widziałem komentarzy, że taka liga jest zła. Wręcz przeciwnie, ciągle czytamy, słyszymy, że rozgrywki mamy arcyciekawe, Kalkulowana Średnia Meczową wyrównała siły, a także obniżyła koszty. Wiem, że ustalenia były inne, ale przecież takiej rywalizacji, jak mamy obecnie, nie daliśmy wcześniej szansy na testy, na sprawdzenie się, choć przez jeden sezon. Przyznajmy się do błędu i zróbmy coś, aby te atrakcje zachować na dłużej.

Być może tych trzech spadkowiczów tak determinuje wszystkich do walki?

- Pewnie tak. Ale również wyrównane składy i wiara w możliwość skutecznej rywalizacji w praktycznie każdym meczu. Popatrzmy też na to wszystko od strony promocyjnej, biorąc pod uwagę, że ekstraligę ogląda średnio dwa razy więcej widzów niż pierwszą ligę. Sponsorzy chcą być widoczni w ośmiu, dziesięciu czy nawet dwunastu ośrodkach? Także telewizja na pewno woli mieć większy wybór. Wiadomo, że w tym momencie trzeba by inaczej zorganizować też niższe ligi. To jest jednak ten moment, aby to zrobić. Łącząc nareszcie rozgrywki na zapleczu w jedną całość, może tworząc dwie grupy terytorialne, jeśli będzie taka potrzeba i wola klubów, w końcu podniesiemy ich atrakcyjność, poziom, a żużlowcy zyskają możliwość większej ilości startów, o co nieustannie apelują. I tam wszyscy będą zadowoleni. Dyskusję i jakieś decyzje trzeba podjąć już, najlepiej w czerwcu, albo najpóźniej na początku lipca. Przestańmy mówić, że płaczą ci, co mogą spaść, bo w tej chwili właściwie nikt nie jest bezpieczny. Kibic z pewnością życzy sobie, aby takie atrakcje czekały na niego co roku, a meczów w domu było nie siedem, tylko co najmniej dziewięć albo jedenaście.

Przecież zmiany nikomu nie zrobią krzywdy. Miały spaść z elity trzy drużyny? Spadnie jedna. Mieliśmy mieć awans jednej ekipy? Awansuje jedna. Rozmawiajmy, próbujmy coś zmienić. Liga ośmiozespołowa bez ograniczeń nigdy nie przyniesie nam takich emocji jak obecne rozgrywki.

Ile sprzedało się biletów na gorzowską rundę Grand Prix?

- Blisko 10 tysięcy.

Frekwencyjnej klapy zatem nie będzie?

- Mamy inną, o wiele lepszą, wyrównaną i bardziej bojową stawkę zawodników w wyścigu o mistrza świata i zawody na torze, gdzie tylu znakomitych żużlowców może pojechać naprawdę niezapomniany turniej. Są także nasi, czyli Krzysztof Kasprzak, trzeci przed rokiem Bartek Zmarzlik, Niels Kristian Iversen. Kibice na pewno nie zapomnieli też o innych medalistach ze Stali - Mateju Zagarze i Tomaszu Gollobie.

Tylko żeby na gorzowskim torze można było się w najbliższy sobotni wieczór porządnie pościgać.

- Jeśli pogoda dopisze, a prognozy są optymistyczne, to gwarantuję, że wykorzystując nasze doświadczenia z poprzednich lat, przygotujemy nawierzchnię do walki od krawężnika, aż do centymetrów przy samej bandzie. Niech zawodnicy, jadą, ścigają się i w ten sposób wyłonią najlepszego.

No właśnie, a kto wygra?

- Przy całym szacunku dla Nielsa Iversena, tym razem czekamy na biało-czerwone, polskie podium, najlepiej z dwoma stalowcami. Zapraszam wszystkich kibiców żużla do Gorzowa.

Więcej o:
Komentarze (1)
Prezes Stali Gorzów: Ligo, nie idź tą drogą. Na złość komu chcemy odmrozić sobie uszy?
Zaloguj się
  • danny_boy

    0

    Przy całym szacunku dla Nielsa Iversena, tym razem czekamy na biało-czerwone podium
    =====================================================================
    To Dania niby ma zielono-czarną flagę?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX