Sport.pl

Prezes Stali: Nie boję się postawić na Gorzów w pierwszej czwórce

- W 1983 roku też skazywano stalowców na spadek, a właśnie wtedy nasz klub zdobył ostatnie mistrzostwo Polski. Życzę kibicom, aby już za chwilę przeżyli podobne, niezapomniane emocje - powiedział Ireneusz Maciej Zmora, prezes gorzowskiego klubu żużlowego.
W sezon 2013 Stal Gorzów wkracza jako wicemistrz Polski. Z mocno przemeblowanym zespołem, bez trzech ważnych ogniw ze srebrnego składu. Za to z doświadczonym Szwedem Danielem Nermarkiem, jego znacznie młodszym rodakiem Linusem Sundstromem czy powracającymi do gorzowskiej drużyny Tomaszem Gapińskim, Pawłem Hlibem i Łukaszem Cyranem. Opinie o nowym zespole Stali są skrajne. Niektórzy typują, że tym razem żółto-niebiescy nie poradzą sobie w Enea Ekstralidze. Co na to szef klubu z Gorzowa?

Gorzów.sport.pl: Założyłby się pan, że Stali w tym roku nie znajdzie się na miejscu spadkowym?

Ireneusz Maciej Zmora, prezes Stali Gorzów: Pewnie, że bym przyjął taki zakład, bo nie jest obłożony żadnym ryzykiem. To pewniak.

A zakład o czołową czwórkę dla Gorzowa?

- Też bym się założył, bo w tym przypadku dochodzi dreszczyk emocji.

O jaką stawkę? Sto złotych, tysiąc?

- Na tyle, na ile byłoby mnie stać. Kwoty nie chcę wymieniać, ale nie bałbym się postawić, że Stal Gorzów w sezonie 2013 będzie w pierwszej czwórce.

To taki urzędowy optymizm prezesa czy jednak poparty solidnymi argumentami?

- Przede mną dziewiąty rok w klubie i widziałem w żużlu różne cuda, murowanych faworytów bez sukcesów. Uważam, że naszym atutem jest zapasowy zawodnik dla pierwszej czwórki w postaci Linusa Sundstroma. Tak samo żużlowcy z niskim KSM mają spory potencjał i jestem pewien, że przynajmniej jeden z nich będzie miał udany sezon i zakończy go ze średnią powyżej 5 pkt, a to by oznaczało więcej punktów niż teraz sobie zakładamy. Mamy Bartka Zmarzlika, który dziś kończy 18 lat, przy okazji wszystkiego dobrego. Największe obawy budzi u mnie obsada drugiego juniora, ale mam nadzieję, że z czasem i tu nie będziemy mieli luki, tym bardziej że nikt nie jest skazany na grzanie ławy, a dostanie szansę - jeśli nie w ekstralidze, to w roli gościa w innym klubie. Obok są drużyny, które przystępują do rywalizacji praktycznie bez rezerw. Kto mógł przewidzieć brak w Polsce Ryana Sullivana czy Jasona Crumpa? Nagle Toruń, który był faworytem, znów w mojej ocenie może mieć kłopot, aby sięgnąć po medal.

Kto zatem dojedzie do play-off?

- Na papierze złoto powinno trafić do Falubazu Zielona Góra, a bardzo bym się cieszył, gdyby na Ziemi Lubuskiej były dwa medale. Silna będzie też Częstochowa, nie wykluczałbym również z bitwy o czwórkę Tarnowa. Jako tę piątą drużynę widzę ciekawą Bydgoszcz, z dobrą obsadą na tak ważnych pozycjach młodzieżowych.

Kiedy było wiadomo, że wicemistrzowski skład trzeba będzie tak mocno przemeblować?

- Nie ukrywamy, że srebrny medal kosztował nas mnóstwo pieniędzy, konsekwencje tego ponosimy i na pewno na obecny sezon, nawet bez limitu KSM, nie tworzylibyśmy składu droższego niż ten, który aktualnie mamy.

To prawda, że długi gorzowskiego klubu można było liczyć w miliony?

- Stal zakończyła poprzednie rozgrywki pod kreską, też tego nie ukrywaliśmy. Nie ma w klubie ani w jego otoczeniu czarodzieja, który pomacha różdżką i nagle sytuację uzdrowi. Najważniejsze jest to, że klub zachowuje płynność finansową. Rozliczyliśmy się z firmą BSI za organizację Grand Prix, możemy też już powiedzieć, że z zawodnikami zakontraktowanymi na 2013 rok, z zaplanowanymi wypłatami także jesteśmy na bieżąco. Cały czas mocno walczymy o to, aby dopiąć budżet, w ten sposób nie mieć kłopotów na koniec rozgrywek i móc dalej startować w najwyższej lidze. Pomoże nam w tym aktualny, znacznie tańszy niż poprzedni skład zespołu.

Obecnie zakontraktowani żużlowcy naprawdę są o wiele tańsi?

- Oczywiście. Nikt mnie nie przekona, że ograniczenie, jakim jest KSM, nie ma wpływu na wysokość klubowych budżetów. Przecież Hlib, Gomólski, Jankowski, Jabłoński w Zielonej Górze czy Brzozowski w Toruniu na pewno nie są drożsi od zawodników ze średnią 6 czy 7 punktów. Ich ewentualne podwyżki to jest promil tego, ile musieliby zejść ze swoich żądań zawodnicy topowi. Mieliśmy też ustalone warunki finansowe z Arturem Mroczką i były one niezmienne rok do roku, a wszystko rozbiło się tylko o gwarancję startów.

W następnym sezonie KSM ma być jednak zniesiony.

- Zrezygnowanie z górnego limitu KSM dla drużyn będzie błędem i liczę, że ten rok to jeszcze raz udowodni. Wyrównuje siłę zespołów. Popatrzmy na typy: Falubaz i Unibax w finale, Wrocław spadkowicz, a co dalej? Po kolejne miejsca najwyżej można pójść do wróżki. Będą więc niespodzianki, zacięte mecze, rozstrzygnięcia w 15. wyścigu. Tego chce kibic, a nie wyników 70:20. Jeśli liga skurczy się do ośmiu ekip, to można dyskutować nad wysokością KSM. 40, 41, czy może 42 pkt, bo rynek się zawęzi. Bez ograniczeń zawodnicy topowi, których przecież nie jest tak wielu, że można w nich przebierać, bez końca będą windować swoje żądania, a powiedzmy sobie otwarcie, na zdrowy rozsądek prezesów klubów nie ma co liczyć. W żużlu, aby przetrwać i w miarę sensownie funkcjonować, dając jak najszerszej widowni emocjonujący produkt, musimy mieć rynek pracodawcy, a nie rynek zawodnika. Kluby nie mogą się nawzajem przebijać, bo nikogo na to nie stać, a tylko będzie powodowało finansowe tarapaty.

Dlaczego postawiliście na takich zawodników z najniższą średnią, a nie np. na kolejnych wychowanków?

- Oni mają KSM 2,5 pkt, bo nie byli klasyfikowani, przez zbyt liczbę startów. Z toru ich wyniki były znacznie lepsze. Średnia Pawła Hliba na ekstraligę wynosiła około 6 punktów, a Adriana Gomólskiego i Łukasza Jankowskiego tylko nieco mniej. Po drugiej stronie był Kami Brzozowski, który nie wyjeździł minimalnego KSM i otrzymał 2,5 pkt z urzędu. Stawialiśmy więc na tych, których potencjał jest wyższy niż ich aktualne średnie. Trzeba też spojrzeć w przeszłość, Hlib i Gomólski to przecież byli świetnie zapowiadający się juniorzy, Paweł stawał na podium mistrzostw świata. Od nas dostają jeszcze jedną, pewnie ostatnią szansę. A "Jankes" trafił do Stali, bo wie, jakie wymagania stawia ekstraklasa.

A powrót Piotra Śwista do Stali? Był taki temat?

- Nie było takich rozmów.

W klubie wisi plakat zapowiadający na 1 kwietnia mecz gorzowian z Unią Leszno. Pogoda zrobiła w tym roku żużlowcom niezły prima aprilis.

- Wtedy nie było szans, abyśmy byli gotowi do jazdy, bo nie dało się zweryfikować toru czy pomalować band, gdy były zamrożone. I tak jednak, w porównaniu z innymi, szybko wyjechaliśmy na tor. W marcu i teraz. Dzięki wielkiemu wysiłkowi wszystkich w klubie. Warto było spędzić te godziny na stadionie. Składać i rozkładać plandekę, wywozić śnieg. Powstała nawet maszyna do suszenia nawierzchni. Wszystko po to, abyśmy mieli w ręku ważny handicap, atut własnego toru.

Widzimy się zatem w niedzielę na pierwszym meczu z Rzeszowem.

- Naszą rozmowę chciałbym zakończyć cytatem z książki "Żużel nad Wartą 1945-1989". Jeden z rozdziałów zaczyna się tak: "W przedsezonowych prognozach skazywano Stal na porażkę w lidze. Nie brakowało opinii, że gorzowianie będą mieli kłopoty z utrzymaniem się w najwyższej klasie rozgrywek". Tak startował pamiętny sezon 1983. Ostatni, w którym ligowe złoto trafiło do Gorzowa. Życzę naszym kibicom, aby właśnie teraz, gdy drużyna Stali jest niedoceniana, przeżyli podobne, niezapomniane, fantastyczne emocje. To dla was zawodnicy pod wodzą trenera Piotra Palucha zostawią na torze całe serce. I wierzę, że nie pozwolą przegrać moich i waszych zakładów. Zapraszam na stadion im. Edwarda Jancarza, a także na mecze wyjazdowe gorzowskiego zespołu.

Znajdź nas na Facebooku!



Więcej o: