Sport.pl

Jerzy Synowiec: Zima? Zaraz pójdzie precz. W Gorzowie już czekamy na Unię

W świąteczny poniedziałek 1 kwietnia rusza żużlowa ekstraliga. Gorzowska Stal w inauguracyjnym meczu zmierzy się z Fogo Unią Leszno. To dobry przeciwnik na początek, bo w pierwszym pojedynku dobrze jest mieć kogoś słabszego, a dzisiaj Leszno jest gorsze niż choćby rok temu.
Unia to zespół z ogromnymi tradycjami, sól polskiego żużla, który bez Leszna byłby o wiele uboższy. Leszno to miasto liczące ledwie 65 tysięcy mieszkańców, ale też niewielu mniej kibiców. Zespół żużlowy powstał tu już w 1938 roku, a po wojnie, kiedy tylko utworzono żużlowe ligi, Leszno od razu wywalczyło sobie prawo startu w ówczesnej pierwszej lidze, czyli najwyższej klasie rozgrywkowej.

Kiedy w Polsce ktoś powie: Leszno, to zaraz dodaje: Unia. Nic więc dziwnego, że zespół nigdy, aż do obecnego sezonu, nie zmienił swojej nazwy, czym słusznie się w Lesznie szczycono. Teraz zespół będzie występował pod dość dziwną nazwą Fogo Unia, a Fogo to firma z pobliskich Wilkowic, produkująca agregaty prądotwórcze. Tak się polskim żużlu porobiło, że pieniądze obaliły nawet taki tradycyjny bastion jak Leszno.

Od 1948 roku do dzisiaj Leszno zaliczyło sezonów w najwyższej lidze aż 54 - więcej ma na koncie tylko bydgoska Polonia, bo 60. Pierwszym żużlowym bohaterem Leszna stał się fenomenalny jak na owe czasy żużlowiec - Alfred Smoczyk, który zginął w 1950 roku i któremu poświęcono memoriał, pierwszy raz rozegrany już w 1951 r. Ta tradycja trwa do dzisiaj i memoriał był rozgrywany nawet wtedy, kiedy w Lesznie gościło Grand Prix. Niestety w Gorzowie uznano, że Grand Prix jest ważniejsze od Edwarda Jancarza i memoriał mu zabrano. Sprawcy tego niecnego czynu będą mieli swój osobny kociołek w piekle, bo GP z Gorzowa odjedzie, a Jancarz - już bez memoriału - zostanie. Alfred Smoczyk, podobnie jak nasz Edward Jancarz, ma w Lesznie i swój stadion, popularnie zwany "Smokiem", i swój pomnik przy stadionie, wzorowany na naszym "Eddym".

W sumie Unia Leszno wywalczyła 13 tytułów Drużynowego Mistrza Polski, a raz tytuł utraciła, po niesportowym meczu ze Stalą w Rzeszowie, dawno temu.

W Lesznie żużlowa tradycja przechodzi z ojca na syna i tak w ślady ojca poszedł Rafał Dobrucki, ojcem Krzysztofa Kasprzaka jest Zenon Kasprzak, ojcem Rafała Okoniewskiego był Mariusz Okoniewski, trener Roman Jankowski też ma syna żużlowca, a zadziorny Piotr Pawlicki nawet dwóch potomków, którzy dzisiaj stanowią o sile Unii. Leszno to zespół magiczny, w którym zawsze główne role odgrywali zawodnicy miejscowi. Nawet Australijczyk Leigh Adams traktował Leszno jak swój dom i startował tam niemal przez całą karierę, nie oglądając się na oferty z innych klubów. W tradycję klubu wpisują się też kolejni prezesi, ludzie wyjątkowo charyzmatyczni - tacy jak obecnie Józef Dworakowski, czy wcześniej Rufin Sokołowski, dla których kierowanie klubem to prawdziwa misja, ważniejsza niż wszystko inne.

Dzisiaj Unia nie jest faworytem rozgrywek. Jej trzon stanowi trójka młodych ludzi: bracia Piotr i Przemysław Pawliccy oraz Tobiasz Musielak, wsparta Paluchem z Leszna, czyli Damianem Balińskim. W lidze powinni się utrzymać, ale furory raczej nie zrobią. Stal Gorzów na inaugurację - spokojnie, zima zaraz pójdzie precz i żużlowcy ruszą do walki - wygrać z nimi musi, tak jak to uczyniliśmy na przykład w pamiętnym roku 1997, kiedy to w ostatnim biegu wyjazdowego pojedynku nasi - Piotr Świst i Tony Rickardsson - zwyciężyli podwójnie, wygrywając tym samym cały mecz. A jeśli 1 kwietnia tak by się nie stało, to znaczy, że jesteśmy cieńsi od bibułki.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: