Jerzy Synowiec: Gdzie pojedzie Tomasz Gollob po słabym sezonie w Gorzowie?

Ledwo ucichły motocykle po ostatnim, niedzielnym meczu w Zielonej Górze, a w mediach już zaczął się sezon transferowy. Oczywiście, oficjalnie zmienić barwy klubowe będzie można dopiero po 1 grudnia, ale rozmowy transferowe już od dawna w żużlowych kuluarach trwają w najlepsze.
Zapowiadanym w prasie hitem transferowym w tym sezonie ma być zmiana barw klubowych przez Tomasza Golloba. Dziennikarze myszkują już po klubowych korytarzach, wypytują działaczy, przyciskają w rozmowach "dobrze poinformowanych". Atmosfera transferowej gorączki jest co raz cięższa, a medialny balon nakręca się już sam. Przejście lidera, transfer gwiazdy, zmiana barw klubowych podpory reprezentacji to tylko niektóre stwierdzenia, które padają w kontekście tego spodziewanego wydarzenia.

Gollob to ikona i gwiazda światowego żużla, ale czy w tym sezonie zapracował na pochwały płynące zawsze i wszędzie z ust złotoustego honorowego prezesa gorzowskiego klubu? Spójrzmy na tegoroczną postawę kapitana Stali chłodnym okiem - przez pryzmat pozbawionych emocji statystyk. Tomasz Gollob jako lider zespołu w osiemnastu meczach zdobył z bonusami 156 punktów, co daje zaledwie osiem "oczek" na mecz. W generalnej klasyfikacji indywidualnej zawodników startujących w Speedway Ekstralidze zajął dwudziestą piątą pozycję. To wynik po prostu słaby, a mizerię potęguje fakt, że Golloba wyprzedzili w klasyfikacji np. Rafał Okoniewski czy Krzysztof Buczkowski, a więc zawodnicy, którzy nigdy mu do pięt nie dorastali. Choć kapitanowi zdarzały się występy naprawdę dobre (np. czternaście punktów we Wrocławiu czy po dwanaście "oczek" w meczach z Toruniem) to aż w siedmiu spotkaniach postawę Golloba należy określić jasno - blamaż. Sześć razy zdarzyło mu się to w Gorzowie (3 pkt z Rzeszowem, 5 pkt z Zieloną Góra, 2 pkt z Lesznem, 1 pkt z Tarnowem, 4 pkt z Częstochową i 3 pkt z Toruniem) i raz w Lesznie (5 pkt). To poważny sygnał, że Gollob wchodzi w okres schyłkowy, a jego kryzysu nie można tłumaczyć sprzętem czy stanem toru. W niektórym spotkaniach kapitan Stali nie podjął nawet walki i był bezlitośnie objeżdżany przez juniorów.

Tegoroczna postawa wychowanka klubu z Bydgoszczy oraz atmosfera w parku maszyn czy na trybunach, jaka się z tym wiąże, źle oddziałuje na cały gorzowski zespół. Pretensje do kapitana możemy mieć nie tylko za postawę na torze, ale także do jego zachowania w parkingu, gdzie wielokrotnie podkopywał autorytet Piotra Palucha. Gollob chyba przecenił swoją wartość w starciu z trenerem, bo nad Wartą mimo wszystko będzie uważany za zawodnika, który przyjechał tutaj po pieniądze, a "Bolo" to chłopak kochany przez wszystkich kibiców, dla których przez wiele lat jeździł za przysłowiową zupę z wkładką.

Czy ten rok to początek sportowego końca Golloba? Na pewno sezon 2012 w jego wykonaniu był najsłabszym sezonem od zawsze. Nie zmieni tego nawet czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej Grand Prix. W Polsce i w Szwecji Gollob w rozgrywkach ligowych jeździł słabo. Nadal jest sportową ikoną oraz ogromnym magnesem marketingowym, ale w Gorzowie chyba już nic wielkiego osiągnąć nie może. Coraz głośniej w eterze jest o tym, że walczą o niego rozmaite kluby. To smutne, że ponoć najpoważniejszym graczem na tym rynku jest ekipa z powiatowego Gniezna, a więc tegoroczny beniaminek Speedway Ekstraligi, w którym Gollob miałby być niekwestionowaną gwiazdą zespołu. Od kilku sezonów obecny kapitan Stali nie jest nawet brany pod uwagę w kontekście transferu przez kluby, które od kilku lat są w czubie tabeli. Mowa tutaj o Zielonej Górze, Lesznie czy Toruniu, gdzie rządzą prezesi, którzy na żużlu zjedli zęby i znają ten sport od podszewki. To chyba jakiś znak.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny