Sport.pl

Teraz porażka w finale boli. "Emocje opadną i pozostanie radość z dużego sukcesu"

Nie udało się. Azoty Tarnów były minimalnie lepsze od gorzowian i zdobywają mistrzostwo Polski na żużlu. - Zaraz po meczu był niedosyt, ale srebrny medal ma swoją cenę i daje wielką wartość. W poprzednim sezonie zajęliśmy trzecie miejsce, teraz jesteśmy wicemistrzami kraju. Wypada więc liczyć, że w następnym sezonie ten progres zostanie utrzymany i w końcu sięgniemy po upragnione złoto - powiedział Ireneusz Maciej Zmora, prezes Stali Gorzów.
Ostatni raz stalowcy byli mistrzami Polski w 1983 roku. Na rewanżowy, finałowy mecz do Tarnowa jechali z dużymi nadziejami, bo mieli pięć punktów zaliczki z pierwszego spotkania w Gorzowie. Niestety rewanż przegrali 39:51. Po 15 latach znów są wicemistrzami kraju. Na złoto muszą poczekać jeszcze przynajmniej jeden sezon. - Oczywiście, że jest zawód, bo choć masz świadomość jazdy w wielkim finale, na który czekaliśmy w Gorzowie kilkanaście lat, to kończysz sezon przegranym meczem - mówił Piotr Paluch, trener gorzowskiej drużyny, nasz wychowanek, który jeździł dla Stali przez 21 lat i w tym czasie nie zdołał wywalczyć mistrzowskiego tytułu. - Złoto ucieka, choć było na wyciągnięcie ręki. Niestety tym razem nie wygrywaliśmy wyścigów, a bez tego trudno było o sukces. Z naszych liderów tylko trzy razy potrafił być szybszy od gospodarzy Matej Zagar. Na torze, który tradycyjnie zastaliśmy w Tarnowie, o wszystkim rozstrzygał start. My tym razem nie mogliśmy się tam porządnie spasować, a na trasie urwać cokolwiek było już praktycznie niemożliwe. Jesteśmy wicemistrzami, ale jakoś nie potrafię się bardzo cieszyć. Nienawidzę przegrywać, szczególnie, gdy do pełni szczęścia zabrakło tak niewiele, może dwa zwycięskie wyścigi więcej. Albo Bartka Zmarzlika w składzie. Jak widać ta kontuzja naszego podstawowego juniora jednak mocno pokrzyżowała nam szyki - dodał nasz szkoleniowiec.



W Tarnowie stalowcom towarzyszyło kilkuset żółto-niebieskich kibiców, którym dziękował za doping prezes klubu. - Fani byli z nami na dobre i na złe przez cały sezon, ich postawę bardzo doceniali wszyscy żużlowcy - stwierdził Ireneusz Maciej Zmora. - To dla kibiców również na tarnowskim torze zespół walczył ze wszystkich sił, starań naprawdę nie można nikomu odmówić. Rywal tym razem był minimalnie lepszy. To trochę boli, bo ci, którzy mieli styczność ze sportem wiedzą, że czasami zwycięstwo w meczu o brąz smakuje bardziej, niż porażka w starciu o złoto. Za chwilę jednak emocje opadną i pozostanie wyłącznie wielka radość. Dostać się do finału, mieć srebro w garści to jest naprawdę wielka sprawa. A za żużlowym złotem tęsknimy w Gorzowie przez 29 lat, to cierpliwie poczekamy jeszcze chwilę. Może już za rok? Na pewno będziemy ostro walczyć, dalej ramię w ramię z naszymi fantastycznymi kibicami.

Wkrótce miasto uroczyście przywita srebrnych medalistów ze Stali. Termin spotkania z kibicami nie został jeszcze ustalony, być może będzie to piątek 26 października, ale ostateczne dopinanie tej imprezy jeszcze trwa.

Więcej o: