Jerzy Synowiec: Wreszcie pierwszy po latach "wpieprz" dany przyjaciołom z południa?

Sezon zasadniczy w naszej ekstralidze dobiega właśnie końca. Poznaliśmy już pierwszego uczestnika baraży o utrzymanie, a praktycznie spadkowicza, którym zostało gdańskie Wybrzeże. Gdańsk - zwłaszcza u siebie - walczył dzielnie, ale kłopotów, jakie spadły na ten klub, było zbyt dużo, aby poważnie myśleć o pozostaniu w elicie.
Poza Nicki Pedersenem, który jest najrówniej jeżdżącym zawodnikiem ligi, cała reszta to jedno wielkie nieporozumienie. Bogdanow był świetnym juniorem, o talencie na miarę Grigorija Łaguty, ale w ekstralidze sobie nie poradził. Piotr Świderski długo pauzował z uwagi na kontuzję, a po jej zaleczeniu jeździ na miarę drugiej ligi, zaś Tomasz Chrzanowski powinien dać sobie spokój z żużlem, bo nie ma do tego już zdrowia i serca. Co do byłych stalowców, czyli Sucheckiego i Brzozowskiego, to startują w Gdańsku z konieczności i niestety, nie byli w stanie pomóc zespołowi w istotny sposób. Gafurow i Jonasson mieli przebłyski formy, ale pozwalało to jedynie na walkę u siebie i nic ponadto. Krótko mówiąc - przygoda Wybrzeża z ekstraligą zakończy się chyba po roku i wszystko wskazuje na to, że jest to rozstanie na wiele lat. Jeśli spełnią się pesymistyczne prognozy, to Gdańsk może się rozlecieć zupełnie, bo kibice tego zespołu nie chcą go więcej oglądać i bojkotują klub już od dłuższego czasu. Oj, ciężka dola przypadła w udziale naszemu Stanisławowi Chomskiemu.

W barażach wystąpi też bądź Częstochowa ("cudowny" remis w Bydgoszczy), bądź Wrocław, ale obecni pierwszoligowcy nie mają z tymi zespołami żadnych szans.

Pary na play-off już na kolejkę przed końcem rundy też są chyba ustalone, a przynajmniej para "środkowa", czyli zespoły z miejsc drugiego i trzeciego. To Stal Gorzów i Falubaz. Stal staje przed historyczną szansą na przełamanie fatalnej passy w meczach z Zieloną Górą. Czyżby wreszcie pierwszy po latach "wpieprz" dany przyjaciołom z południa?

Stal bezsprzecznie jest "w sztosie" i praktycznie nie ma słabych punktów, no może poza kapitanem, który jeździ tak, jakby robił to za karę i z łaski, i bać się należy tylko tego, czy nie wystraszy się zielonogórskiego toru. Ale nawet i w takim przypadku godnie zastąpi go Bartosz Zmarzlik. Jeśli chodzi o Falubaz, to nie mogę wyjść ze zdumienia, co się z tym zespołem dzieje. Mam też poważne wątpliwości, czy trener Rafał Dobrucki wie, na czym polega jego robota. Widząc rotacje w składzie - nieustanne testowanie na zmianę Jankowskiego, Jabłońskiego, Davidssona i Holty - przypomina mi błądzenie we mgle. Gdybym ja miał zestawić skład Falubazu na fazę play-off, to bez jakiegokolwiek wahania podziękowałbym zarówno Davidssonowi, jak i Jankowskiemu (cóż za wynalazek!) oraz Jabłońskiemu, a do składu na miejsce seniora wstawiłbym juniora Strzelca. Pary wyglądałyby następująco: Protasiewicz ze Strzelcem, Holta z Łoktajewem, a Jonsson z Rogowskim i Dudkiem w rezerwie. Falubaz nie ma nic do stracenia i jeśli przeciwko Stali pojadą różne tymczasowe wynalazki, to skończy się to masakrą. Niestety, tłumaczenie trenera Dobruckiego po meczu w Tarnowie na takie rozwiązanie wskazuje. Wprawdzie stare przysłowie mówi, że nie można dzielić skóry na żywym jeszcze niedźwiedziu, ale gorzowianie powinni raczej już teraz myśleć, jak pokonać w dwumeczu zespół Azotów w finale play-off.

Na koniec ciekawostka z Rawicza. Wiele w życiu widziałem i o wielu imprezach słyszałem, ale to, co się zdarzyło tam w ostatnią sobotę, z pewnością przejdzie do historii europejskiego żużla. Otóż odbył się tam pierwszy z czterech finałów mistrzostw Europy dla dorosłych żużlowców. Turniej obejrzało 350 widzów, z tego tylko połowa zapłaciła za bilety. To się nazywa promocja żużla. Boże! Widzisz to i nie grzmisz.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny